Let me take you on a trip ...
Blog > Komentarze do wpisu
na nowo o tym samym


     Fale tych myśli dopadły mnie ostatnio ze zdwojoną mocą. Zapewne przez tę laskę z pracy w ciąży masującą się po brzuchu. Przez Barbie, która po latach samotności trafiła na swego (w necie ofkors) faceta-męża i ma śliczną córeczkę. Niezmiennie przez siostrzeńca - Piotrusia, który myślałam, że im starszy to mniej będzie mnie rozczulał, a jest dokładnie odwrotnie. Jako 3,5latek poszedł właśnie do przedszkola. I regularnie sadzi takie texty, że paść z ubawu można. Typu:

- tu napisałem, że kocham babcię
- kochasz babcię? - teraz nie, bo jestem zajęty
- ciocia, w kościółku trzeba być cichym parowozem
- co mówisz? pyta go siostra. - nie wiem, mówię po angielsku
- mama, patrz jaki cwaniak idzie (oglądając teledysk z Davem Gahanem)
- beng bing benc - tzn angry birds.

     I setki innych.

     Dziecko to nie ubaw, wmawiam sobie. To nie opcja na zmianę życiu, to życiowy przełom i zobowiązanie. Do tego trzeba mieć umysł jasny, zdrowy, masę energii, siły i przekonania każdego jednego dnia. Warunki finansowe, organizacyjne, auto, wsparcie i moc. Nie przekonują mnie więc hasła o Kożuchowskiej, obecnie ikonie dojrzałych matek, że można i w takim wieku. Nie wzruszają historie dzielnych kobiet rodzących w czasie wojen, katastrof i powstania warszawskiego. Że widać można i tak. W luxusie i u szczytu sławy. W beznadziei i bez grosza. Skoro i tak najbardziej obawiałabym się swej wychowawczej (mimo branży) niemocy, wiekowej bezsiły, braku werwy i polotu. Zbyt miałka czuję się na takie wyzwanie. Jak ulepienie człowieka na swoje podobieństwo i bezwarunkowe go pokochanie. To z jednej strony.

     A z drugiej.. Tak bardzo znów za mną temat chodzi. Tak mnie zdumiało, że owa laska z pracy (choć nigdy nie uchodziła za typ rodzinny) postanowiła sama zmierzyć się z zadaniem, odcięła się od ojca dziecka, nie chce nawet jego alimentów ani kontaktów, ale maleństwo bardzo pokochała. Dużo o tym rozmyślałam. Że można i samej, bez wsparcia i miłości faceta. I czym jest miłość faceta jeśli nie powinno się z niej począć nic z racjonalnych względów? Jeśli ciężko przyszłościowo jednak myśleć o życiu z danym facetem? Czy miłość serio jest ponad wszystko i czy dzięki niej można/warto dzieci rodzić w każdej sytuacji i wieku? Albo czy wybierając daną miłość warto decydować się, że z Nim nie urodzę? Bo na Niego muszę za długo czekać. Bo ciężko powiedzieć cóż by się wylęgło z mieszanki subtelnej romantyczki i awanturnika.. Takie miałam myśli w głowie wracając z widzenia nr 5..

     Finansowo niczego w życiu nie dorobiłam się z wyjątkiem małego mieszkanka i garści oszczędności. MissyS spłaca długi po rozwodzie i mieszka wynajętej dziupli, Lina mieszka z uczniem i spłaca ogromny kredyt na spółkę z porzuconym mężem, każdej brakuje do pierwszego, liczą każdą złotówką. Obie bezskutecznie czekają na ciąże, ale gdyby doczekały się - przyjmą je z największą radością. Ja w zasadzie nie powinnam o tym myśleć, nie mam nawet partnera przy sobie. Ale kiedy Piotruś uśmiecha się, rozkłada ręce, rozpędza się i wymijając mnie biegnie do siostry. Ściskam palcami uda, wbijam paznokcie w udzie mięso, 3cm głęboko w słodką, ciepłą maź. Dopiero kiedy mnie tak boli, jestem w stanie na chwilę żal ukoić.

     O kompulsywnym rozdrapywaniu siebie więcej - niedługo.

 

sobota, 25 października 2014, confetti

Polecane wpisy

  • nie ze mną takie numery

    W listopadzie udałam się na audiencję do Dyrektora ZK w sprawie przedterminowego zwolnienia Rafała. Zwlekałam, bardzo bałam się tej rozmowy. Żeby wybadać jakie

  • westwood world

    Wiosenny pobyt na Wyspach okazał się wspaniały. Młodzież nie sprawiała wielu problemów, odbywała staż u zachodniego pracodawcy, a ja z drugą opiekunką, którą sa

  • w końcu parę słów

    Niby szalone tempo życia, a nic nie drgnęło ani o włos. W skrócie ujmując: - Rafik w lutym nie dostał zgody na powrót do ZK, z którego chciał uczęszczać na stud