Let me take you on a trip ...
Blog > Komentarze do wpisu
widzenie nr 5


     Spotkanie z Rafikiem bardzo pokrzepiające i radosne. Dwie godziny śmiechu non stop, cieszymy się sobą, żartujemy z drobnych i poważnych spraw, z siebie nawzajem. Rafik zajął nam miejsce w samym rogu dużej, ale dusznej bo pełnej stolików i ludzi sali, wcisnął mnie w sam kąt, odciął sobą na moment od rzeczywistości siadając mnie naprzeciw. Choć i tak czasem zaglądałam zza jego szerokich ramion na resztę osób. I widziałam tłum pochłonięty rozmowami, skupiony na sobie, ale nikt tam nie zachowywał się jak my, dwoje wariatów. Nikt też na nas nie patrzył. Ukradkiem obłapialiśmy się co rusz, R szeptał mi do ucha swoje niecne pomysły, chwytał lekko za włosy, nagle całował w rękę, raz kąsał, raz przygryzał palce lub biodra mi masował, ja go przydrapywałam, muskałam czy też wpijałam rękę w tors. Czasami, bo generalnie siedziałam spokojna i za wszelką cenę nieprowokująca.. Raz, że nie chciałam go nakręcić i zostawić, dwa, bo od kiedy pracuję to po wakacjach zanikło mi libido, a trzy.. nie chcę produkować z nim fantazji bez pokrycia, bo żyjąc głównie w celibacie zdolności moje są skromne. Ale nie wiem, czy mi się to udało, heh.

      Jak wspominałam, widać, że Rafik odżył na lżejszym oddziale.. W normalnych ciuchach wyglądał jak chłopak z sąsiedztwa, b korzystnie i swojsko. A nie zawsze wydawał mi się na P1 tak apetyczny.. Bo na serio nie jestem dewiantką, którą kręcą zielone ludziki, a w takim uniformie do tej pory na zamkniętym chodził. I łapałam się na tym, że mnie to wręcz odpychało. Poza tym, że bezgranicznie smuciło.

     To spotkanie było tylko i wyłącznie pogodne. Na początku dostałam od niego drobny prezencik z okazji niedawnych urodzin: artystyczno-praktyczny wytwór sztuki więziennej, heh, na pewno oryginalna pamiątka. Nie tyle wytworzona co zakupiona przez zainteresowanego, bo R artystą nie jest, ale i tak miło. R na serio zna dobre maniery, dzwonił przed czy jadę, dzwonił do mnie po spotkaniu jak powrót. Nie siada zanim nie usiądę. W ogóle nie przeklina. Dopytuje się o wszystko, dobrze pamięta moje słowa. To co mu opowiadam o życiu, czego się dowiedziałam o studiach itd. Ale na szczęście nie ma jakiejś chorobliwej, uciążliwej hiperpamięci, dużo rzeczy mu też umyka. Co mogę mu słodko przypomnieć lub wypomnieć, heh.

     I zapewnia masę razy o swoich uczuciach. Nigdy w życiu nie słyszałam tyle razy tych słów, takich słów.. Które bynajmniej nie tracą swej mocy, a co dnia jej nabierają. I tak bardzo dodają siły w pędzie i szaleństwie życia, a wspominane wieczorem niosą spokojny sen. Bo gdzieś tam w głębi ducha, serca i ciała, w ich miąższu lub też środku pestki mojego ja czuję się ponad wszelkie przeciwności spokojna. Że nie ominęła mnie miłość, tylko tyle zawsze chciałam - nie przegapić jej, móc jej doświadczyć. Przeczuwałam, że nie będzie to uczucie typowe, podejrzewałam, że może być to pokręcone, obawiałam się, że wybranek będzie może żonaty, może małolat lub starzec albo ksiądz, haha, a to tylko osadzony.

     Kiedy mamy te krótkie 2godziny On nie odrywa ode mnie oczu i jakby prześwietla całą na wylot. Uwielbia patrzeć mi w oczy, wpatrywać się w moją skórę, tak jakby nigdy wcześniej jej nie widział, patrzy na krostki, zadrapania, znamiona, ślady po bliznach, szuka włosów na ubraniu i niewidzialnego gwiezdnego pyłu.

      Jakby w odpowiedzi na moje czasem zadumania nad kwestiami finansowymi (o których przecież mu nie mówiłam) R proponuje dzielić się doładowaniami karty telefonicznej po połowie i wyjątkowo małe zamawia zakupy w kantynie. I rzeczywiście, zawsze to jakiś mały oddech w tym względzie. R może zgodnie z ustawą zarobić połowę najniższej krajowej, z tego i odkłada i kupuje podstawowe produkty. Nie wydaje przy tym na dodatkowe jedzenie, bo.. ok, zdradzę to, pracuje w kuchni. Mimo iż nie jest to łatwa fucha (wstaje np o 3ej w nocy, produkuje hurtowo wielkie ilości potraw, itd) to R bardzo się tam odnajduje, umie i lubi gotować, bo jak mówi ma do tego smykałkę, oj czuję, że większą niż ja. Przy okazji podjada sobie bardziej wartościowe dania przeznaczone dla rezydentów na tzw diecie - np udka, pierogi czy inne kotlety. Nie pali, więc nie puszcza kasy z dymem, nie bierze narkotyków czy pigułek na budowanie masy. Być może nie wydaje też dużo na prostytutki, ale tego już nie wiem ;) Ok, wiem, że nie.

     Poza żartami i mizianiami rozmawialiśmy też o wizycie jego brata, który będzie mógł załatwić Rafikowi na Wyspach pracę. Nie jest tam już tak łatwo jak kiedyś, ale niby za poleceniem i po znajomości nadal to dla niego większe i lepsze możliwości niż u nas gdzie na starcie wykluczają go zaświadczenia o niekaralności, a tam nie ma tego problemu. Rafik widzi w tym wielką dla siebie szansę, ale bierze to pod uwagę tylko jeśli wyjedziemy razem. I nie na zasadzie, że znam język = miałabym mu pomagać i torować drogę, nie. Nie mam tam akurat wielu kontaktów i znajomych. Jestem pewna, że R mając tam nie tylko brata, ale i siostrę z ich polskimi rodzinami, będąc bystry i spragniony uczciwego życia świetnie sobie i solo poradzi. Nie chciałby jednakże, byśmy się kiedykolwiek rozstawali. Dla mnie to kwestia jednak do przemyślenia, o czym napiszę osobno.

     Czas widzenia minął jak zawsze za szybko. Uściskaliśmy się i gruby klawisz wyprowadził ekipę osadzonych, a rodziny czekały aż panów odstawi na oddział, po czym wrócił po nas i przeprowadził do bramy przez cały prawie zewnętrzny teren zakładu. Jak już mówiłam, ośrodek ten wygląda naprawdę bardzo przyjaźnie. Niczym studencki kampus z nowocześnie wymalowanymi blokami, pomiędzy którymi ciągną się zadbane tereny zielone, krzewy, trawniki, kwitnące malwy.. Z tym tylko wyjątkiem, że wszędzie kraty, druty i zasieki. I taki okropny dźwięk krótkofalówek. Szliśmy więc pokornie za panem klawiszem i nagle gdzieś z góry swoje imię słyszę, tę jego formę moją najulubieńszą.. I widzę, że Rafik macha mi już ze swojego okna przez kraty.. Odmachiwałam mu do końca, póki nie straciłam go z oczu.

      Żal powinnam czuć okrutny.. Jednak (o dziwo) wtedy i wiele jeszcze dni potem niosła mnie ciepła energia radości, wiary i nadziei, że wszystko jest dobrze, a musi być tylko lepiej.

     Jedna myśl ściskała mi gardło, ale o tym wkrótce.


wtorek, 21 października 2014, confetti

Polecane wpisy

  • nie ze mną takie numery

    W listopadzie udałam się na audiencję do Dyrektora ZK w sprawie przedterminowego zwolnienia Rafała. Zwlekałam, bardzo bałam się tej rozmowy. Żeby wybadać jakie

  • westwood world

    Wiosenny pobyt na Wyspach okazał się wspaniały. Młodzież nie sprawiała wielu problemów, odbywała staż u zachodniego pracodawcy, a ja z drugą opiekunką, którą sa

  • w końcu parę słów

    Niby szalone tempo życia, a nic nie drgnęło ani o włos. W skrócie ujmując: - Rafik w lutym nie dostał zgody na powrót do ZK, z którego chciał uczęszczać na stud