Let me take you on a trip ...
Blog > Komentarze do wpisu
nie, nie, tak

     W listopadzie szarpnęła mną taka faza na temat dziecka, że Dzień Niepodległości spędziłam na researchu in vitro. Bo niedawno stuknęła mi druga osiemnastka, bo poczułam, że życie z Rafikiem jednak dramatycznie się oddala, a zbliża się grudzień, Mikołajki, Święta, wszystkie te mniej lub bardziej wzruszająco-wkurzające okoliczności, kiedy człowiek jakoś głupawo kwestionuje swój sens istnienia. Jakby nie liczyło się nic więcej. Znalazłam polecane dla kobiet samotnych kliniki, ceny (bolesne kilkanaście tysięcy PLN za całą zabawę), opisy i procedury. Zdecydowałam się nieomal zacząć to wszystko na ferie.

     Bez mgnienia oka nie zapisałam się też/dlatego na wspominaną, świetną wycieczkę. Ale to była dla mnie przełomowa sprawa - nie zapisać się na taki wylot, nie wiązać się odległymi terminami, ustawić priorytety. Przez chwilę miałam wrażenie, że kontroluję swoje życie, że określam, co jest dla mnie ważne lub że przynajmniej nie jest to kolejny wyjazd.

     Za niedługi czas dostałam propozycję od dyra-SanczoPansy. Wyjazdu z młodzieżą na miesiąc w najbardziej prestiżowe z miejsc w jakie jeździ nasza szkoła. W podobnie odległym terminie jak rzeczona wycieczka. Gdzie już byłam dwa lata temu. W sumie niemal każda anglistka dostała ofertę, bo w tym roku wyjeżdża wyjątkowo duża liczba uczniów, tyle że w różne miejsca i w różnych terminach. Stąd też dyro w zasadzie nie przyjmował od nas odmowy. Choć Lina, którą pytał jako pierwszą, taką odmowę mu przedstawiła. Najpierw podawała powody zdrowotne, a potem - skoro Sanczo bardzo naciskał - wypaliła, że ma plany macierzyńskie. I tu już dyro nie miał już argumentów, życzył jej nawet trojaczków.. Zrelacjonowała mi to potem nieomal triumfalnie. Słuchałam tego zrezygnowana i zrozumiałam, że odmówić jako druga nie mam szans. Nie mam żadnych racjonalnych dla dyrekcji powodów, wszelkie ściemy odebraliby jako lenistwo i kropka. Lina nagłaśniała dotąd swoje macierzyńskie niepowodzenia, wiedzą, że mieszka z facetem = są w stanie w to uwierzyć i przyjąć taki a nie inny motyw. Ja nie miałam nic na swoją obronę.

     Miałam taki dzień, że niemal wyłamałam sobie palce gryząc je z żalu i rozpaczy. Że nie dam już tak dalej rady, że nie popłynę już z prądem zawodowych wydarzeń, że po drodze utopię się, bo nagle stwierdziłam, że nie potrafię pływać. W międzyczasie Rafik bardzo oburzył się na moje nieśmiało przemycane mu plany in vitro.. (o tym więcej wkrótce). Stwierdził też, że damy radę być w kontakcie nawet gdy będę zagranicą. A zresztą - któż to wie, co będzie za ponad pół roku?

     Rozpaczliwie szukałam zalet tej sytuacji - świetny termin, odpoczynek od uczenia, matur, znane mi miejsce, nie tak wielkie jak kiedyś dodatkowe pieniądze, ale zawsze spory zastrzyk gotówki, nieduża grupa, itd.. Wbiłam sobie do głowy, że nie chcę być jak leniwa, wygodnicka Lina, że nie mogę odmowami zaczarowywać przyszłości, bo może przyszłość i tak ma dla mnie inne plany, a jak coś się nagle odmieni to zawsze jeszcze będę mogła zrezygnować, zapłacić nawet za zmianę nazwiska na swoim bilecie. Byłam tak przekonywująca w swojej manii, że Lina wręcz zaczęła mi się tłumaczyć z odmowy lub wręcz żałowała, iż nie jedzie.

     Trudno, jej wybór. Zgodziłam się, choć w sumie nikt nie dał mi WYBORU. Nie potwierdzałam automatycznie, poprosiłam o czas na decyzję, a dyro już się nastroszył pytając, czy są jakieś przeszkody. Jest masa przeszkód: koszmarne zmęczenie, wypalenie pracą, znużenie wyjazdami, myślenie o innych sprawach. Ale żaden mocny dla dyrekcji. Podjęłam decyzję, ale czuję, że nie miałam z nią nic wspólnego.

   
    Jak po kolejnym widzeniu u Rafika? - o tym niedługo.

    

niedziela, 21 grudnia 2014, confetti

Polecane wpisy

  • nie ze mną takie numery

    W listopadzie udałam się na audiencję do Dyrektora ZK w sprawie przedterminowego zwolnienia Rafała. Zwlekałam, bardzo bałam się tej rozmowy. Żeby wybadać jakie

  • westwood world

    Wiosenny pobyt na Wyspach okazał się wspaniały. Młodzież nie sprawiała wielu problemów, odbywała staż u zachodniego pracodawcy, a ja z drugą opiekunką, którą sa

  • pora na dyrektora

    Pewnie takie decyzje lepiej mieć na piśmie, ale póki co zdołaliśmy nawiązać z Rafikiem kontakt telefoniczny z uczelnią, z której został skreślony za sprawą wykr

Komentarze
2015/01/14 20:37:16
niedługo..minie miesiąc...zobacz, jak szybko czas mija...
-
2015/01/15 21:11:23
nioo.. niby czekanie tak się ciągnie.. a czas pędzi jak szalony..
a ja tonę w robocie.. ale wkrótce na pewno będzie parę słów..
pozdrawiam!
-
2015/02/14 22:15:49
I juz blisko dwa...
-
2015/03/10 19:19:11
Ja też bym chciała mieć dziecko, jakoś może nie bardzo mocno, ale owszem- chciałabym.
Ale nie mam partnera, nieustabilizowaną sytuację finansową i jestem coraz starsza, więc dziecka już mieć nie będę...
-
2015/03/22 14:16:34
no....i trzy!! wiesz jak sie czas dłuży, jak czekasz...;)) a jednoczesnie leci, ani się obejrzysz;)
-
2015/03/31 15:19:52
R u ok?
-
2015/04/13 21:48:01
tak, u mnie ok. w moim życiu nic nie drgnęło nawet o milimetr zatem nie przynudzam mdłymi opisami o niczym czy też ciągle o tym samym.. a co u Was, kochane?

czterdziestko: tak bardzo życzyłabym Ci odmiany w tej kwestii.. co by nie było - nie wolno Ci tracić nadziei.. buziaki