|
Let me take you on a trip ...
sobota, 06 lutego 2010
zaprosili
Odpoczywam więc domowo, po paru dniach mam nawet wrażenie, że się nudzę, bo spotkania z girls nie wypaliły, z boys też cienko, nitka biała mi się skończyła i nie mogę dokończyć haftu, najlepiej w te ferie wychodzi mi spanie, takie spokojne i odżywcze i nawet głupawe sny mi odpuściły. Pod koniec tygodnia idę sprzątać dziuplę (niesamowite, jaki kurz i sadza osiada w mieszkaniu, w którym nikt nie mieszka, ale tak to jest jak się wyjmuje mopa raz na pół roku), potem do tesko i robię zapasy arabiki, liptona i innych produktów na nowy semestr, wracam do domu, patrzę a na fonie nieodebrane połączenia i wiadomość na poczcie, czy to jeden z moich szalonych netowych fanów mnie zapragnął - myślę sobie, odsłuchuję, otwieram buzię z zadziwienia i tak mi już zostaje na cały wieczór. Dobrze, że mam to nagrane, bo nie uwierzyłabym. Pani z ambasady usa zaprasza mnie na interview!! Chwila radości, a potem już tylko panika, cóż ja powiem przed szanowną komisją Fulbrighta, ja pikolę potwierdzić, nie potwierdzić że przyjadę?? Jechać po pięć godzin w jedną str Intercity na kwadrans rozmowy (przysłali mi grafik przesłuchań, trwa to 15minut, nic więcej), a ja fatalnie wypadam na takich castingach, bardzo się denerwuję, nie umiem się sprzedać.. Słabo mi na samą myśl, że miałabym nadawać przed grupą amerykanosów. Przede mną ma być np babka z wielkiego miasta o angielskim nazwisku, pewnie żona angola, jaki ona musi mieć akcent, nie mam szans.. A jednocześnie wiem, że to wielka piękna okazja .. oooh.. i nuda feryjna znika jak ręką odiął.. Chodzę cała podekscytowana. I cierpię, bo znam swój speszony styl. I głowię się, o co mogą mnie zapytać, co można opowiedzieć w tak krótkim czasie, bardzo niewiele, więc może to i tak już ustawione, a casting musi się odbyć? A jeśli nie ustawiony, to w sumie chcą tylko nas zobaczyć, posłuchać, ocenić po wrażeniu pierwszym? Tym bardziej mnie to paraliżuje... Nigdy tego nie zrobiłam, ale tym razem walnę se chyba drinka na dworcu centralnym, bo na trzeźwo tam nie pójdę, aaaa!! Help. Jak się przygotować?? Jak podejść? Znacie jakieś na to sposoby? Wizualizować, że komisja jest naga, a ja jestem panią wszechświata? Wiem, że nastawienie powinno być amerykańsko pozytywne, ale ja czasem jak za bardzo wyluzuję, to też źle wypadam. Casting za parę dni, mam wolne, mogę się dyskretnie przejechać do stolicy nie zwalniając się z pracy i nie mówiąc nic Szeryfowi (choć pewnie należy mi się od niego delegacja), ale tchórz jestem i nerwus. Nic jednak samo z nieba nie spadnie. Tym bardziej zza oceanu .. :) Och, co ja narobiłam, wysłałam ten wniosek dla jajek!
środa, 03 lutego 2010
za-ćma
Odpoczywam
sobie. Oczywiście domowo. Przesortowałam testy z półrocza, sprzątam, wyszywam
(brakło w mieście muliny białej i muszę zapolować na nią w regionie), czytam,
lepię z Mami pierogi ruskie, z jagodami i z serem, a potem jemy je przez 3 dni.
Jak również wypiekamy w domu chleb (wkrótce i na zakwasie), robimy skwarki i
wcinamy owe pieczywo ze smalcem, pyycha! Prawdziwy slow food. I slow flow! Patrzyłam jak
urzeczona na pracę takiej pani optyk, cichutko ma , ciepło, ubrana elegancko, klient raz na pół dnia .. aah, poezja. Ona westchnęłaby na to, że mam 2 weeksy ustawowo wolne, a ja dalej czuję się jak przejechana walcem po ostatnich tygodniach. Chodzę po własnym mieście, jakbym wróciła do świata żywych z poligonu :) Dużo i dobrze śpię a sny mam surrealistyczne. Jak
zawsze, gdy mam wolne nagle wraca mi zdolność śnienia lub snów zapamiętywania.
Śnią mi się dziwne miejscowości, złoto-czerwona jesień, niemowlęta, śni mi się,
że idę na nauczanie indywidualne, a matka ucznia wciska mi w podzięce na koniec
mięso na obiad, które później okazuje się być .. wielką nogą ptaka typu żuraw itp. To
pewnie po tym, jak pierwszy raz w tym roku trafiłam na rodzinę, która wspaniale
mnie przyjęła na domowe nauczanie, a oprócz masy uprzejmości pierwszy raz w
życiu zapytano mnie czy nie napiłabym się herbaty. I dostałam, z cytryną! A
kiedyś to nawet wspaniałego, chrupiąco-kruchego krokieta!!! Nieomal padłam z
wrażenia! Nie mówię, że nauczyciela w domu trzeba witać na czerwonym dywanie,
ale do tej pory czułam się na tych wizytach jak zło konieczne usadawiane w cuchnących
kuchniach, przy klejących obrusach, a rodziców nawet nie widziałam na oczy. A
tu zmiana, która odbiła się (pozytywnym) ale jednak piętnem na mej
podświadomości! No i śnił mi się kurka mać Matt biorący prysznic, ale tak było
porno i duszno, że nic ciekawego z pokoju jakby hotelowego nie widziałam. I tu
urywam, czas przeznaczony na sesję minął. Idę dalej leżeć na kanapie i oglądać
tivi. Dziś wstrząsający serial psychologiczny barwy szczęścia. Uwielbiam przecudnie nieposkromioną fantazję pani Łepkowskiej.
niedziela, 31 stycznia 2010
z pracy na bal i odwrotnie
Poprawa nastroju bo oto nadejszły upragnione, wytęsknione ferie! Teraz każdy se może obliczyć z jakiego rejonu Polandii jest Confetti, tak jakby to jeszcze było tajemnicą ;) Ferie powitałam wczoraj sennie i ospale z racji PMS, a i w piątek była balanga firmowa, a po niej zasępienie. By na nią dotrzeć musiałam uciec z zajęć na zaocznych, bo chujek to nadal, że zaczęły się równo na pół godziny przed imprezą, a w porze gdy Molli czekała już na mnie autem pod bramą szkoły. Miałam już ubaw odpuścić, bo jestem w sumie dosyć pilny obowiązkowy okaz wykładowcy, nigdy się nie spóźniam, a tym bardziej nie uciekam z zajęć, ale Molli mnie namówiła do grzechu, zaoferowała transport = jak mnie ktoś podkabluje i jak mnie zwolnią - będzie na nią ;) Ona też kiedyś uczyła w tej szkole i nie miała oporów w zwalnianiu uczniów, ja miałam wielkie, wpadłam sploszona z torebką koktajlową, sprawdziłam obecność i tyle mnie widzieli. Teoretycznie mogłam lekcje zrobić i przybyć później, bo sporo osób się spóźniło, ale nie miałabym się z kim zabrać no i nie cierpię wchodzić jak wszyscy już są. Ryzyk fizyk. Balecik bdb, więc wagarów nie żałuję. Molli to ta dziewoja co się z nią kiedyś na pierwszej wyjazdówce z nowej firmy spiknęłam, teraz raz ją zapytałam o podwiezienie i już spokoju mi nie dała zachęcając bym nie rezygnowała z imprezy przez 2 godz zajęć. Bawiłyśmy się razem świetnie, a i pogadałyśmy od serca, bo padło pytanie, które przewidywałam: co się takiego stało, że nie rozmawiacie z Liną? Sama jej o tym kiedyś wspominałam, więc nie było to wścibstwo, a wręcz czekałam na to, bo wiem, że M. zna wszystkie ploty i lubi sprzedawać newsy, więc niech pośle w teren moją wersję. Choć zarzekała się, że nie ma zamiaru. I w ogóle spoważniała i dojrzała odkąd ma małą córcię. A jednocześnie ma do niej b zdrowe podejście, nie wisi na fonie instruując dziadków, nie zaczyna i nie męczy tematu niemowląt póki się go nie przywoła, lubi się bawić i wyjeżdżać, no i bardzo szybko wróciła do pracy po urodzeniu. (Temat jateżchciałabymmiećdziecko.pl rozwinę w osobnym wpisie wkrótce). Wiedziałam jednak, że nie będzie na zabawie siedzieć do rana i dlatego to ją pytałam o podwiezienie. Zanim co pojadłyśmy i poskakałyśmy wybornie, były duże pyszne kotlety, krokiety, barszcz, rybki, grzybki i sałatki = obfity staropolski stół, nie jak to ascetik menu na dzień edukacji. Niestety, młodzi zawsze siadają razem i jak ostatnio znów Lina siedziała ledwie dwie osoby dalej, niby jest dla mnie transparentna, ale ciągle mi się wydaje, że wszyscy na nas patrzą w takich chwilach i mają ubaw z tej chorej sytuacji, no cóż, po prostu wstyd, ale czemu to JA mam się wstydzić? Molli przyznała, że to się rzuca w oczy, bo kiedyś byłyście takie nierozłączne. Na tej ostatniej b eleganckiej imprezie L. też siedziała ledwie osobę dalej i wtedy przed toastem popchnęło mi się kieliszek szampana stojący na złączeniu stołów, bynajmniej nie na nią, ale dziewczynę obok lecz L. to widziała i przez pół imprezy byłam po prostu chora ze wstydu, ta laska obok świetnie się zachowała kwitując wszystko serią żartów, ale mnie mdiło na myśl, że L. pomyśli sobie o mnie jako totalnej ciamajdzie z jej chorą bezpodstawną wyższością, tak, taka głupia rzecz była w stanie wprowadzić mnie w paranoję. A teraz na imprezie po obiedzie zdarzyła się cudowna rzecz, L. odfiokowana jak stróż w boże ciało, nagie ramiona, ą ę, small talki dookoła (ona co ust do ludzi kiedyś nie otwierała) i nagle to jej fantastycznie rozlał się szerokim łukiem kielich czerwonego wina, ooh, nieomal doszłam rumiana obserwując z boku akcję z bezradnym wycieraniem, tyle jej szczęścia, że babka obok wyszła, bo całe krzesło było mokre. Tak oto prymitywne mam myśli i satysfakcję jak podwija jej się noga. A to tylko glupie rzeczy, które mogą zdarzyć się dosłownie każdemu. Czasami jak tak mi się cała historia odnowi (a tak było po rozmowie z Molli) to myślę, ze fakt pipa jestem, ale dlatego, że się nigdy porządnie nie zemściłam, bo zemstą się brzydzę jak mało czym. A może po prostu nie mam odwagi? Gdy wychodziłyśmy z M. z imprezy podchmielona jeszcze rzuciłam do niej konspiracyjnie, ty,a może zwinę L. kapotę z niestrzeżonej szatni i będzie lecieć se pół goła przez mróz? Żartowałam ofkors i to tylko potwierdza jak skrajnie obrzydliwe uczucia wywołuje we mnie ta lala. Moje szczęście więc, że nie mam już z nią kontaktu ! Musiałam wyjść z impreski o przyzwoitej porze, bo z rana robiłam exam na zaocznych = nie mogłam sobie przyjść zielona i skacowana, bo to już na pewno by doszło do szefa instytucji :) Musiałam też niestety w tak piękny dzień słoneczny oblać parę osób, (nie szampanem, jedynką!:) no ale jak się ktoś po semestrze nie umie nawet przedstawić (!!!!) to sory gregory. Po południu położyłam się i spałam, wstałam, umyłam się i poszłam spać .. Cudownie i do bólu na kilkanaście wreszcie godzin, nie ledwie 5. -- historie z examu, znowu o Macie, raport z odpoczynku - wkrótce --- stay tuned !
czwartek, 28 stycznia 2010
scissor sister
Wysłałam
wniosek do ambasady USA w ostatni dzień zgłoszeń (wygląda na to, że uznaję
tylko celowanie w sam deadline, wcześniejszy termin równa się dla mnie
nadgorliwość gorsza od faszyzmu, a i adrenalina nie ta sama), a już nastepnego
pani koordynująca wysłała mi kompromitującą notkę, że .. pomyliły mi się
programy i zaaplikowałam na wyjazd dla akademików, nie prostych profesorów ze
szkół średnich. Kazała mi poprawić nagłówek i szybciutko odesłać, co mnie
zdumiało, że od razu nie wyrzuciła tego do kosza. Cośtam zmieniłam, ale nie
wiem czy dobrze bo już się nie odezwała. Wszystko jest doskonale, to
tylko comiesięczny spadek hormonów szczęścia, jestem tego więcej niż pewna,
czuję to wręcz fizjologicznie. Daję sobie rękę za to swoimi ostrymi, stylowymi
nożyczkami uciąć. Ciach, ciach i od razu lepiej.
niedziela, 24 stycznia 2010
T1/T2/100dni
Gardło
jako tako. Okazuje się, że poza pracą nie ma za wiele o czym pisać :)) Pisze konkretnie, ciut poetycko lecz nigdy przesadnie, czasem jakby z małą
wiarą w siebie i żalem do przeszłości, ale twarda jestem, nie robię za tanią
pocieszycielkę. Interesuje mnie tylko tu i teraz. A teraz on jest bardzo,
bardzo spragniony kobiety, od czasu rozwodu rzucił się w wir pracy i ponoć z
nikim się nie zadawał, ale kto go tam wie. No i bingo, trafił mu się mocno podatny
grunt, bardzo, bardzo spragniona stara panna ;) Miałam po tych telefonach parę
dni hopla na jego punkcie, ale potem dosłał więcej zdjęć i zdał mi się być na
nich dość .. sędziwy, więc wytonowałam. Pytając sama siebie: Confetti,
czego/kogo ty w końcu chcesz, młodzieńca w dojrzałej skórze czy mało dojrzałego
starca? Co w sumie wychodzi na jedno i to samo, hehe ;) Luz, nie czas się nad
tym zastanawiać, spotkamy się, zobaczymy. Ale ciekawe jest to, że już raczyłam
wysmarować taką notkę na jego cześć .. T. tymczasem
.. miał znów niby wielkie finansowo-prawne kłopoty w firmie i zamilkł nieomal
na dobre. Ja też się mało odzywałam z racji wielu zajęć i T2 = nasz „związek”
mocno się nadwątlił .. Może to i dobrze.. Jeśli nie nadjedzie jak obiecywał w
czasie moich ferii, to ja na to kładę. Niby co mi zależy, skoro to i tak tylko
netowe pisanki z nim, ale jednak .. jakoś tak mnie zdalnie urabiał, że
miesiącami nie interesował mnie nikt inny. Czas w miejscu nie stoi, a ja
potrzebuję kogoś tu i teraz. Nauczyłam się zdrowego egoizmu w pracy, teraz kolej na inne sfery. O!
piątek, 22 stycznia 2010
gardłowa sprawa
Można to nawet polubić. Ciągłe mocowanie się z sobą, czasem, zadaniami, ćwiczenie wydajności, szybkości, kreatywności, można. Skutków ubocznych uniknąć - nie. W zeszłym tygodniu byłam przekonana, że mam nieustający rozległy zawał (czułam uporczywe palenie w jędrnym biuście), z braku czasu przestałam też jeść przed 16tą. Kiedy z biegiem dnia przestałam odczuwać głód celowo nadal odmawiałam sobie jedzenia, by ćwiczyć wolę, karać się, dręczyć brakiem nasycenia. Nie ma to nic wspólnego z anorektycznymi akcjami dla odchudzania się, lecz skoro przy okazji ubyło mi już 2 kilo - bardzo ucieszyłam się, niech mam coś z tego, luz w spodniach. A dziś, pierwszy raz w karierze, straciłam głos. Mam tego pecha, że pracuję w innym budynku niż główny i trzeci, gdzie jest moja druga szkoła = co rusz galopuję w śniegi i mrozy przez podwórka od jednego sekretariatu do kolejnego wcześniej zgrzana lekcjami w bardzo dusznej sali. W efekcie co trochę łapie mnie chrypa i katar co na ogół sprawnie zaleczam, dziś czując się niewyraźnie ucięłam po pracy komara, wstałam, mówię coś do rodziców i .. nie słyszę się, nikt mnie nie słyszy. Patrzę - gardło dziwnie przekrwione. I tak całe popołudnie - ani słowa, bo ból niesamowity. I śpiewam sobie na rybkę. Nie ma jednak mowy o L4, bo i jutro praca, od poniedziałku exams na zaocznych = nawet na czworakach, ale muszę się tam pojawić, bo potem w życiu nie wcisnę się z nowym terminem w grafik. Spokojnie dałabym radę do ferii, a tu infekcja gardła obniża mi nastrój+wydajność jak mam nadawać średnio po 7-8 godzin dziennie. Grr.. Racja, miało nie być o pracy. I może nie będzie. W następnym wejściu :) --- a śpiewam Kasię Stankiewicz - Run. z Londyńczyków. bdb song
sobota, 16 stycznia 2010
piąte przez dziesiąte
Tak
mnie ten tydzień sponiewierał, że ledwie siedzę! I z tej okazji w sobotni
wieczór walnęłam sobie redsika i zaraz kładę się spać (burp). Czuję, że zaskoczyłam swoją inicjatywą
szefową zespołu, a jak wspomniałam jej o USA to całkiem ją zatkało. Wiem, że
nie mam specjalnie szans, ale będę atakować, będę chodzić do szefów, dość
siedzenia w budynku C. Dosyć oglądania się na innych, liczy się tylko to, co
sama se załatwię i wypocę. Dla siebie oczywiście. Tego właśnie nauczyła mnie
praca w tej firmie. Poza tym .. nie chciałabym mieć tak smętnych wakacji jak
ostatnie .. Przyznam się Wam dziś, że ostatni lipiec przekisiłam się przy
kompie rozmyślając o mazgajowatym kulfonie z pracy .. Zamiast opalać się
topless na Ibizie .. Skoro nie mam z kim wyjeżdżać, załatwię sobie inne formy
letnich podróży. Nie obawiam się latać sama, przeżyję szkolenia i wycisnę z
tego dla siebie co najlepsze. Jeśli się uda ofkors. Po
drugie Szeryf i jego zastępca wzięli mnie obaj na dywan i .. znowu złożyli mi
ofertę udziału w praktyce zagranicznej w następnym roku kalendarzowym .. Mając
na głowie wiele innych spraw jakoś słabo to mną wstrząsnęło i zrezygnowana ..
powiedziałam, że nie odmawiam, co oznacza dla mnie nie tyle przywilej wyjazdu,
co trud pilotowania całej akcji, masę tłumaczeń, zamawianie lotów itd. Dali mi
jeden dzień na decyzję, a ja od razu wiedziałam/wiedzieli, że nie mam wyjścia,
nie mam asów w rękawie, nie mam DZIECI, nie mam nikogo, nie mam ani jednej
rozsądnej wymówki, a nie wypada tak ot odmawiać po raz drugi .. Nadal mam
ogromną awersję do praktyk, w tym momencie było mi jednak wszystko jedno. Wiem,
że wcześniej proponowali to babce, która ma dzieciaki, facetowi, co niby ma chorą
.. matkę i nie zna języka .. = wiedzieli, że muszę się zgodzić. Bo tym razem
znam tę klasę, nie są to wakacje .. = Czemu Confetti miałaby nie jechać? Nie
myślę dziś o tym .. Ok, zajmę się obsługą językową projektu, bo Miss S ciągnie
już inny, a .. potem coś wymyślę .. Jako urodzona tchórzofretka. Tak, tak. O
siebie się nie boję, ale odpowiedzialność za innych to co innego .. A jest się
czego obawiać .. jadą z kolei prawie same uczennice, kraj jest południowy ..
niech mi je tam jacyś latinos zbałamucą i co?? Zawsze uważałam ubezpieczanie
się od ciąż podopiecznych za szczyt absurdu .. a teraz - miałabym to faktycznie
zrobić?? Swoją drogą, co ja za szkołę wybrałam, w żadnej innej w regionie
językowcy nie mają tyle pracy i projektów co tu ;) Po trzecie byłam na zebraniu w szkole zaocznej i nic a nic nie
kumam z nadciągającej sesji egzaminacyjnej!! Szef instytucji jest jakoś tak
beztrosko zblazowany, mówi chyba szyfrem, wszyscy dokoła wiedzą o co biega,
tylko ja jako nowa ni w ząb i .. wstyd było mi się zapytać. Muszę się umówić do
niego na audiencję, bo w życiu nie wymyślę examinów. Po czwarte i najgorsze wystawianie ocen.. Aaah, 3majcie mnie bo
pęknę!! Znowu parę nerwowych akcji, które zatrzęsły mną w posadach, bezczelność
uczniów, którzy śpią parę miesięcy i budzą się dosłownie na dwie ostatnie
lekcje znowu mnie zaskoczyła i wyprowadziła z równowagi. Im jestem bardziej
wypalona, tym gorzej znoszę takie historie i może za bardzo spalona, by ich
uniknąć .. nie wiem.. Są takie semestry kiedy udaje mi się to gładziutko, ale
to był wyjątek. I kolejna nauka na przyszłość .. grrr ... Po piąte dosyć o pracy, w następnym wejściu historie bardziej prywatne :)
Stay tuned!
czwartek, 07 stycznia 2010
paperwork
Tak mi weszło ostatnio w krew stukanie tu, że znowu jestem. Mimo iż aktualnie obok mam pootwierane pliki zgłoszeniowe do USA i do Anglii, pod lewym łokciem wypociny maturzystów, a pod prawym młodszych uczniów. Coś mi esej z bajerem do Stanów lichutki wyszedł, brakuje mi, kurza stopa, polotu i wyszukanego słownictwa.. Może źle mi się pisze bo faktycznie nie mam żadnych extra osiągów, a z pustego i Salomon nic? Wstawkę o prawdziwym powodzie mego zainteresowania tematem (tj. o Tedim) niestety muszę sobie darować, choć to bankowo przykułoby uwagę szanownej komisji :)
Wobec powyższego nagle stwierdziłam, że skoro ta i tak nieprzyszłościowa historia może dobiec końca muszę złowić kogoś nowego, w realu marne szanse (jak to mówią Francuzi), nawet na necie nie mam nikogo w zanadrzu, z nikim nie udało mi się skumać. W święta namierzyłam na normalnym więc krajowym portalu (nie dla deviantów) dokładnie i z premedytacją rówieśnika T. i jak się okazało pana o polskim odpowiedniku imienia T. Fajnie nam się pisze, facet ma styl konkretny, ale z fantazją. Szybko przyłapałam się na tym, że równie chętnie czekam na jego wiadomości jak od T.. A może bardziej? Profil miał b skromny, a okazało się, że jest przedsiębiorcą-artystą, ma firmę + jest też aktorem, o. Gra w teatrze w X. Z wyglądu bynajmniej żaden jednak George Clooney, hm, nie no ok., lata swoje ma, a takie lata wybrałam.
Jedno mnie zastanawia po prawie dwóch latach pisania ... jak wygląda T? Tedi nigdy nie przysłał mi w miarę aktualnego zdjęcia. Zawsze jakieś sprzed paru wiosen, a to zimowym odzieniu (czapa i szalik po nos), a to z daleka. Błagałam, fochałam, prosiłam, groziłam, by dostać coś nowszego za moje śmiałe pozy= ostatnio wysłał znowu fotę sprzed paru lat wielkości, kurka mać, znaczka pocztowego. Jak se powiększyłam, to wyszedł mi z tego jeden wielki niewyraźny pixel. Bo nie lubi swoich zdjęć, bo się postarzał, bo przytył itp., słabe wymówki. Taki śmiały gość i ma komplexy? A co jeśli jest serio obrzydliwy? Fantastycznie :) Eeeh, ja to mam problemy!
Lepiej wracam do papierów na biurku.
niedziela, 03 stycznia 2010
ogłoszenia parafialne
No
i minęła świąteczna laba, spanie do 10tej, objadanie się smakołykami,
lewitowanie w niebycie filmów, lektur książek i blogów, rodzinnych rozmów i
spotkań z lejdis. Przez te kilkanaście dni zapomniałam o istnienu czegoś
takiego jak zegarek, podczas gdy wcześniej tygodniami ćwiczył mnie ostro,
ponaglał, a sam pędził jak szalony. Dziś już nastawiony budzik na fonie i
budzik klasyczny, wzdeeeech. Parę tygodni i ferie, ale tygodnie te znowu
oznaczają najwyższe obroty zanim co. Już dziś odwaliłam sporo sprawdzania,
nastawiałam motywująco dużo czwórek, ale od pojutrza rzeźnia niewiniątek, jak
obiecałam. No bo jutro wg regulaminu i rozsądku nie ma co szaleć. Aby
odgonić natrętne myśli, że serio jestem bankrutką (jak pracuję to nie
rozmyślam) zaczęłam połykać książki, a najchętniej kryminały, co mnie nigdy
wcześniej nie interesowało, np: Joyce
Carol Oates – Dziewczyna z tauażami – ciekawa powieść (z kiepskim
finałem ale ujdzie) o niespełnionej namiętności pomiędzy pisarzem a jego
asystentką Chelsea
Cain - Obłęd serca – świetny kryminalik na jeden wieczór o psychopatce z
wątkiem morderstw z ręki .. nauczyciela, hyhy Antologia
Niebiezpieczne Kobiety – zbiór najlepszych opowiadań kryminalnych niby
wszech czasów i fakt – dobre. Niebezpieczny flirt to jest to. I
jeszcze Pilch i znowu Pianistka i jakieś inne grubsze lub cieńsze
pozycje, zaczęte, nie pokończone jak mnie nie wciągną. Bursztynowa herbata obok
i śnieg sypiący w czerni nocy ... To były piękne dni! Za
chwilę powrót do firmy i nadciągający T, który naprawdę (wreszcie) ma lada
dzień zjawić się w Europie. Wysyła hasła w stylu weź samolot i spotkaj się ze
mną w Dublinie na noc. Wow, aż takiej fantazji, spontaniczności, a i tyle
gotówki na koncie nie mam by dogodzić memu panu. Albo po prostu – czasu. Jak
miałam, to sobie brykał z rodzinką, może jeszcze przebrany za Mikołaja, a teraz
nawet na weekend się nie wyrwę. Oooj – nie chciałabym takiej sytuacji. By nie
móc go poznać, zobaczyć .. dotknąć. JA M U S Z Ę. Na
koniec hit roku. Był u nas ksiądz po kolędzie, a wiecie jak ja uwielbiam
księży, kościół, Benia16 i spółkę... Pół dnia chodzę nastroszona, niby to zlewam,
ale już mnie nosi, bo jak ma mnie jakiś młodzik w sukience przepytywać przy
choince, by skasować kopertę to ciśnienie mi skacze pod sufit. W dodatku jest
pewne, że przyjdzie ksiądz z naszej szkoły, bo akurat obsługują tę parafię. =
Znają mnie, wiedzą, że im się kłaniam na cześć/dzień dobry nigdy szczęśćboże=
zaraz będzie temat pracy oooh, I hate it. A tu wchodzi ten, co go w sumie
najlepiej lubię, taki luzak, bardzo fajna osobowość, młodzież go uwielbia i
---- mówi kilka razy: Confetti, tak, ta chodzi do kościoła. No bo kiedyś widywał
mnie zawsze w tym samym miejscu, takiej wnęce obok konfesjonałów i puszczał oko. I pamiętał.
I na koniec walnął: -
Czy wszyscy w tym domu są tak pobożni jak Confetti?? Bez
cienia ironii, tylko na 100% serio. Myślałam, że spadnę z kanapy. Rodzina
grzała aż miło, ale .. nikt nie zaprzeczył. Choć od dwóch lat praktycznie nie
chodzę. Mami biega co trochę, a ksiądz jej nie zauważył. Za to ja .. zawsze
robię wzorowe wrażenie! Zepsuta do szpiku kości, zafascynowana starym sadystą,
wredna egoistka, hehe .. Pozory oj mylą. Ok.,
piąty raz sprawdzam budzik, pora spać.. Mniej będę teraz pisać, ale czytać Was
– zawsze. Buzia, śpię.
sobota, 02 stycznia 2010
Eine Frau in Berlin
Całkiem przypadkiem znowu o Berlinie. Film o wojnie widzianej z perspektywy ... życia sexualnego kobiet ale nie tych uciskanych przez Niemców (jakie mogłoby być pierwsze skojarzenie), lecz Niemek ciemiężonych przez żołnierzy Armii Radzieckiej wkraczającej w 1945 do upadającego miasta. Cytat z opisu dystrybutora: To początek dramatu niemieckich kobiet, które, zdane na łaskę obcego wojska, muszą wybierać między przeżyciem a szacunkiem do samych siebie. Wśród nich jest 30-letnia dziennikarka Anonyma. Ona również zostaje wielokrotnie zgwałcona przez żołnierzy zwycięskiej armii. Nie zgadza się jednak na rolę ofiary i postanawia bronić swojej godności. Chce znaleźć protektora, wysoko postawionego rosyjskiego oficera, który będzie jej „opiekunem”. Rolę te przyjmuje uprzejmy i melancholijny major Andriej Rybkin, koniec cytatu. Jak można się domyśleć, rodzi się między nimi pewien rodzaj uczucia, którego jednak nie umiem ocenić czy to miłość, przywiązanie, czy cokolwiek innego? Choć wierzę, że w samym centrum bombardowanego miasta można było zakochać się i to we wrogu. Choćby na zasadzie syndromu sztokholmskiego, który mnie zawsze fascynował. Mnie osobiście sam Andriej bardzo się hm podobał, staaarszy, barczysty, w mundurze, szef łajdaków, łajdak jak oni czy nie? Ciekawy pomysł na film, ale wg mnie bardzo spłycony, można było bardziej dwuznacznie pograć relacjami i uczuciami między ludźmi z dwóch stron barykady, rozbudować role drugoplanowe itp. Skoro wojna to obraz zimny i surowy, ale przez to trudno mi uwierzyć w autentyczną namiętność bohaterów. A może na wojnie tak naprawdę nie ma na nią szans? Kiedyś pisałam z serbskim kucharzem i stwierdził, że miesiące bombardowań stolicy wspomina jako jedne z najbardziej szalonych w życiu. Bo wszyscy siedzieli tygodniami w piwnicach, pili i ... non stop. Ok, może i ma to jakieś plusy, ale lepiej by wojna już nigdy nikomu nie odebrała ludzkiej godności. Aktorka grająca główną rolę to ta z Białej Masajki, ledwo ją poznałam. Piękna muzyka, dziś wyczytałam, że to nasz Preisner. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
Art
Blogs
Boutique
Career
Cinema
Cities
Digital
England
Erotica
Fashion
Food
Games
Kinky
Music
Nature
Photos
Poetry
Press
Radio
SexB
Videos
Tagi
|