|
Let me take you on a trip ...
niedziela, 14 marca 2010
esy floresy
T2 pisał esy jeszcze jakiś czas, ale kiedy na kolejne zaproszenie do knajpki zapodałam mu lekką aluzję dot. ostatniego spotkania - zamilkł. A mnie nie było z tym ani przykro, ani źle, zapewne dlatego, że postawiłam sprawę jasno i uczciwie, bez zwodzenia i mydlenia komuś oczu. I doprawdy nie chodzi tu o tę nieszczęsną pizzę czy wiek, wiek ok, nadal uważam, że dojrzali faceci mogą być b. ciekawi, ale osobowość T2 po prostu mi nie podeszła. Gdyby naprawdę między nami zaskoczyło ciągnęłabym to bez względu na wszystko, na wiek, odległość, zmęczenie pracą... A tak - dałam spokój, bo nie chce mi się trudzić bez przekonania. A zauważyłam, że nadal waletując z rodzinką trud jest to podwójny. Kiedy facet wirtualny robi się realny, bo chce się umawiać, wydzwania itp to nagle w domu robi mi się ciasno i duszno, nie ma chwili, bym była sama i mogła na luzie odebrać fona, Mami jak pokłóci się z ojcem całe wieczory spędza dosłownie za ścianą w ciszy na lekturze gazet, a wtedy facet dzwoni ja nie odbieram, dzwoni kiedy matula akurat wchodzi tanecznym krokiem do pokoju sprawdzić jak grzeją grzejniki lub streszcza mi seriale i przygody Hanki Mostowiak, ktokolwiek dzwoni to wypytuje kto i po co, aaaaaa, tak. Facet bluzga w esach, ja oddzwaniam, on nie odbiera i tak to idzie jak po grudzie, a co dalej, gdzie kolejne randki, weekendy? Gdybym wiedziała, że to jakaś ciekawa i dłuższa historia wejdę w to bez względu na domowe reakcje i komentarze, ale coś takiego nie zdarzy się tak hop siup, a nic się nie zdarzy jeśli w ogóle nie będę próbować. Chwilami mam dosyć, postanawiam z nikim już nie pisać, chcę zostać taką Pianistką pełną gębą gnijącą z matką na poddaszu, tłumiącą swe pragnienia emocjonalne i zmysłowe, przyjmującą jedynie uczniów, nie loverów, czasem myślę, że wpadam w obłęd. Obłęd się nasila gdy Bratek robi kolejne akcje, a rodzice w tajemnicy przede mną znowu go reanimują, cicho i szeptem, ja widzę coraz gorzej, ale słuch mam doskonały, słyszę z samej góry ich narady w piwnicy, wiem, że znika na noce i czuję nerwowe napięcie w domu, ale tym razem nie wtrącam się, o nie. Gdy wracam późno z zaocznych przegapiam powrót (kolejny) syna, on już nakarmiony i ukojony, na drugi dzień płacą jego długi, ja o nic nie pytam, tylko duszę się, duszę strasznie w tym domu. Zupełnie niezależnie od tych historii zamówiłam ostatnio meble do salonu do dziupli, bo oto od dawna przeze mnie wymierzony i obliczony zestaw obięła wprost bajeczna promocja, dokładnie na wybrane przeze mnie elementy, a postanowiłam umeblować tamto mieszkanie możliwie najtaniej, bo większej kasy nie jest warte. Mam więc tanio komplet jaki chciałam, a za oszczędzone $$ mogę dokupić doń dużą komodę, jupi. Co więcej, w sklepie agd pojawiła się niedawno dokładnie taka lodówka electrolux co ją miałam z Wawy zamawiać, kolor i wymiary jak ulał do anexu. Też wezmę. Bluzgam na pracę w zaocznym ale właśnie dostałam 3razy większą kasę niż się spodziewałam za sesję egzaminacyjną - płacą mi za każdy sprawdzony test i przepytaną osobę - cudnie!! Teraz to już na pewno nikogo nie uwalę, bo płacą krótko mówiąc od każdego łebka na examie :) Domówię jeszcze dwie szafy, zamówię pana od skręcania i na wakacje chcę się zacząć przenosić. Będzie ciężko, ale już czas.
wtorek, 09 marca 2010
kawa z T2
Znacie mnie i wiecie, że co do facetów wybredna nie jestem. A to dwa lata wzdycham do cherlawego nauczyciela, a to bzyknę się z obcym po jednym piwie. Po ostatnim randewu z T2 pomyślałam, że może nie tyle powinnam od razu wybrzydzać, ale lepiej dobierać materiał randkowy - to na pewno. Gościu wspomniany tj T2 jakośtam mnie więc początkowo ujął, zebrał ze dwie przychylne notki na blogu, dobrze wypadł na pierwszym spotkaniu, ale na drugim stracił masę punktów. Bo: - zaprosił mnie do siebie tj do miasta X., a już na wstępie oznajmił, że powinien mnie zabrać na obiad, ale księgowa go wykiwała i rano odkrył, że ma puste konto, w związku z czym, by nie paść z głodu to ja zaproponowałam pizzę i chamką nie będąc zapłaciłam za wszystko, co w sumie nie było dramatem, bo generalnie nie lubię nachalnego sponsoringu i od czasu do czasu mogę zasponsorować i faceta, hehe, a już najlepiej to lubię jak każdy płaci za siebie, szczególnie gdy spotkania nie nazywa się randką, a po prostu spotkaniem, jednak z czasem zrobiło mi się łyso z tej okazji, że gość nie raczył np pożyczyć po drodze tej kasy by po prostu wyjść przede mną z twarzą, a nie tak jakby miał mnie w zupie, no nie? - gotówki miałam przy sobie niewiele, bo całą resztę noszę w plastiku = pizzą na dwoje się nie najadłam, a wcześniej zmarzłam, bo zabrał mnie na spacer po zimowym parku, co miałoby swoje uroki gdyby nie pierwsza fala roztopów, śliskie alejki i chłód jak w kieleckim, brr - śnieg do kozaków owszem, ale rozmowa na pizzy licho się kleiła, przytakiwał ciągle wszystkiemu co mówiłam, niczym mnie nie zaskoczył, w pewnej chwili poczułam, że się nudzę, zieewam cała w środku, gapię się przez okno, układam origami z serwetek, wycofuję się z rozmowy, nie było iskry, nic - uparł się na koniec na jakąś knajpkę, gdzie owszem kawę wyskrobał, wiecie tę na 3 łyki, było tam starodawnie, przyjemnie i pusto, czytał mi tam więc swoje rękopisy, a pod stołem penetrował ręką moje uda, byłam b ciekawa tej jego twórczości, twórczość mogła go jeszcze uratować, geniuszowi wiele można wybaczyć, a tymczasem była to totalna grafomania, pełen uniesień bełkot, coś, co kiedyś jako nastolatce wskazywano mi na warsztatach literackich jako wzór obciachu i młodopolskiej tandety, o jak żałuję, że nie zapadł mi w pamięć żaden cytat, ale wiecie o co chodzi - 47 lat to on miał może z parę lat temu, teraz w ciemno dałabym mu 50+, mimo iż obstawał przy 47. nie zmienia to faktu, że wyglądał serio ok, tylko po co to ściemnianie?! jeśli podejrzewam fałsz - nie wchodzę w to dalej - ogólnie facet był dość potulny, monotonny, ah, no tak, mało drapieżny i zdecydowany, z takim to od razu byś skoczyła na numerek Confetti, co? potulny, a nagle zamarzyło mu się całowanie, o nie, nie, nie, nici z tego mój drogi, nawet nie chodziło o to, że z nim, ogólnie dla mnie całowanie to coś o wiele bardziej intymnego niż sam numer = tu żadnej intymności nie odczułam, najmniejszej. odwiózł mnie na stację i z ulgą wróciłam do domu, zmęczona, głodna i smutna jak mops. i zapadłam w dołek i postanowiłam skończyć z randkami, o tak na wiosnę, w sam raz. - gość na końcu mocno nalegał na kolejne spotkania, potem pisał, a ja pomyślałam, że wredota jestem, nie umiem być otwarta i namiętna przy takim okazie jaki sama sobie wybrałam - starszym, nobliwym, i nie utnę romansu w stylu a la Łapicki - nie umiem uciąć sobie romansu na pusty żołądek .. brzmi to prostacko, ale muszę być syta, upojona, czuć się bezpiecznie, czuć ciepło. choćby to ciepło jeśli nic nigdy więcej Co do facetów wybredna nie jestem i .. może to błąd? A może nie mam prawa, bo jestem za stara i mało ładna? Ok, ok to taka tylko notka zaległa, nie myślę już o amorach wcale od tamtej pory, nie ma co.
sobota, 27 lutego 2010
przedwiosna
Błoto pośniegowe na ulicach, błoto z/w mózgu. Nie chce mi się pisać, o tym, że: - ambasada podziękowała mi za udział oznajmiając, że nie przeszłam do kolejnego etapu (którym jest weryfikacja nominacji w Waszyngtonie, a nominacji z Polski było .. dwie. z podejrzewam kilkudziesięciu kandydatów). Tak czy owak szkoda :( - zastępca Szeryfa nazwijmy go SanczoPansa co parę dni zleca mi extra taski dot. praktyki, na którą nigdy oficjalnie się nie zgodziłam - sprawdzenie poziomu uczniów, ich aplikacje, a wkrótce dodatkowy kurs dla nich i wybór lotów. Niczego na razie nie ruszyłam. - zrobiłam nieświadomie pogrom na zaocznych, bo jako jedyna w sesji nie pozwoliłam na examie ściągać i dałam dwie grupy. A nie wiedziałam, że w takich szkołach to nietakt, bo jesteśmy na usługach słuchaczy i mamy im ułatwiać zdobywanie wykształcenia, a nie utrudniać, a sobie zapewniać godziny na chleb, nie odwrotnie. W efekcie narobili ponoć szumu, że będą się przeze mnie przenosić, miałam telefony i rozmowy ze znajomymi z prośbami, by ponaciągać oceny "mężowi koleżanki, co go uczysz" (co go ledwie raz na oczy widziałam w semestrze) itp. Stwierdziłam, że to walę i na ustnych prawie wszyscy wyszli na czysto, ale faktem jest, że byli naprawdę ładnie przygotowani, może dlatego, że się wystraszyli. I nie musiałam wcale słuchać dukania jak się spodziewałam! Plus usłyszałam od nich parę fajnych haseł w stylu, że są dumni z moich ocen i że "jak się człowiek nauczy to j ang nie jest wcale trudny". To ostatnie usłyszałam od jakiejś blondi, co mi w semestrze marudziła, że ona to owszem "zna niderlandzki" (pewnie była na cebulkach w Holandii), ale j ang jej nie wchodzi. No masz babo placek. - szef zaoczynch po sesji wezwał mnie osobiście na dywan, poszłam jak zbity pies, nie chciało mi się bronić ani atakować, a on na luzie polecił mi dopuścić jeszcze dwóch ananasów do poprawki "co by nam się rok nie rozleciał" i puścił oko. Poza tym .. zaproponował mi dodatkowe godziny, bo mu anglista nagle rzucił pracę na jakimś kierunku, ale nie wzięłam, o nie. Dopiero co go kiedyś prosiłam, by mi korzystniej układał plan, tak jak często innym, a tu znowu miałabym sobotę zapchaną. Litości. I tak miał kogoś w rezerwie na te lekcje, miło, że pytał, a podsumował mnie "no tak młoda dziewczyna, chce mieć wiosnę wolną". Jaką wolną?! patrz niżej/wyżej - nadciągają dni otwarte, organizacja dużego konkursu, maturki .. sprawdzałam komisje - znowu jestem wszędzie i najczęściej grr - wszystko to można i trzeba bez łaski robić, bo w końcu za to mi płacą, ale potrzeba mi dodatkowej baterii, doładowania i energii .. a czuję się jak przebity kondomik. może to taka pora, ni to zima ni wiosna ni czort. - m in. dlatego, że drugie spotkanie z T2 nieciekawe - o tym może wkrótce a może wcale - nic mi się nie chce. Chlapnę se redsa i idę spać, zieew. Wasze zdrowie !
niedziela, 21 lutego 2010
hotel, jaki hotel?
Jadąc 5 godzin w piekielnie dusznym intercity myślałam, że zejdę ze stresu. Wjeżdżając do stolicy koncentrowałam się tylko i wyłącznie na tym, by siłą umysłu opanować nadchodzącą biegunkę i mdłości. Na jak zawsze brudnym, ciasnym i gwarnym dworcu centralnym galopem ruszyłam do wc, gdzie na dzień dobry zebrałam naganę od pani pilnującej by płacić za wejście od razu, bo "fotokomórka liczy osoby, a właśnie ktoś ją oszukał", gdakała z 10 minut. Gdy wychodząc zapytałam ją o drogę udała Greka, gdyż "nie zna tego miasta, bo dojeżdża, ale najlepiej jechać spod tego hotelu no wie pani, no". Sobieskiego, Hiltona? Sama zapomniałan jaki to hotel, ale jak wyszłam wreszcie na zewnątrz i go zobaczyłam, to mi się przypomniało. Tylko mroźne powietrze mnie nieco ocuciło, bo wyjście z dworca ulgi nie przynosi - widziałam wiele stolic, ale nigdzie ten pierwszy kontakt z miastem nie jest taki koszmarny - tłok, ciasnota, brud, brzydota, nic więcej. Sprawnie jednak odnalazłam rondo de Golla, a potem adres docelowy - małą, cichą kamienicę z kameralną atmosferą, a myślałam, że to będzie wielki gmach z biegającymi dyplomatami. Miałam ponad godzinę czasu, poszłam więc szukać jakiejś knajpy, żeby się ogrzać i napić, co mi chwilę zajęło jako że dokoła były same ambasady i konsulaty, w końcu weszłam do mexykańskej restauracji, chlapnęłam herbatę, a potem whiskey i od razu poczułam się lepiej. Przysięgam, że gdyby nie to powolnie rozlewające się po moich żyłach ciepło nigdy bym na tę rozmowę nie ruszyła. Mój przerażony mózg wygenerował sobie taki poziom niepotrzebnej paranoi, że zapomniałam, jaka to szansa, o co gram, jaki zaszczyt, a nie kara i udręka. Guma, perfumy, puder na nos i potoczyłam się jak na ścięcie, ja stary egzekutor, by zasiąść dla odmiany z tej drugiej strony. Przede mną wyszła z przesłuchania spłoniona młoda dziewczyna, na którą czekała .. przejęta matka, hm, no tak, nie tylko ja się więc denerwowałam. I po co??!! Komisja była uśmiechnięta+przemiła, starszy pan, szef organizacji i dwie laski, kto wie, czy nie młodsze ode mnie. Jedna chyba Amerykanka (nie pamiętam z wrażenia), reszta Polacy z przeciętnym akcentem. Miałam w głowie dokonania amer prezydentów i wyniki Super Bowl, a pytali mnie dużo o .. szkołę, uczniów, o Dziurkę Małą, no i ofkors dlaczego chcę jechać do USA, a ja pocisnęłam tak kiepskie odpowiedzi, że nawet nie pamiętam co :) Amerykanka jak zarzuciła pytanie, to ledwie ją zrozumiałam. Z tego, co powiedziała na finał ledwie skumałam, że wyniki dostajemy z .. Waszyngtonu do kilku tygodni. Czyli luz, co jak co, ale Waszyngton się o mnie nie upomni, nawet nie czekam na odp, znam ją i o całej historii tak naprawdę już dawno zapomniałam. Kiedy stamtąd wyszłam i popędziłam prosto na pociąg powrotny, wydzwaniałam zadowolona do bliskich, dumna z siebie, że podjęłam tę próbę i że za rok też będę startować i pewnego dnia to mnie wybiorą, bo mam bezcenne doświadczenie i rozłożę ich na łopatki. Męczyłam wcześniej wiele dziewczyn swym przejęciem wyjazdem, a pamiętały o mnie wcale nie te, na które bym liczyła, tzn szefowa zespołu itp. A na przykład Barbie totalnie mnie olała, a ja do tej pory nie przypomniałam się jej. Tracę kolejną bratnią duszę? A potem opadły emocje i wpadłam w wielki dołek, taki, że dopiero po tygodniu mogłam zacząć pisać na blogu. Ale o tym i o innych rzeczach - wkrótce. ------ prodigy - narayan
piątek, 12 lutego 2010
herbata z T2
Całe
moje życie to szalone skrajności, np w jeden tydzień ferii leżę futrem do góry
i leniwie lepię pierogi w domowym zaciszu, w drugi uderzam na stolicę, a tuż
przed tym na randkę z T2... Pora to opisać. Facet podobno serio lokalny aktor (aczkolwiek dla mnie
nierozpoznawalny = nie robi to na mnie wrażenia), jest po dziennikarstwie i
filozofii, pisze, prowadzi zupełnie nieartystyczną firmę, a wszystkim tym się
nie chełpił, tylko opowiadał zwyczajnie, powoli, nigdy wyniośle, nie wyczułam
też fałszu w tej skromności. Co oprócz tego wyczułam/odczułam .. ciężko
powiedzieć .. O powód rozwodu obiecałam sobie póki co go nie pytać. I nie
nakręcać siebie na nic ani jego. Różnica wieku i światów, w jakich żyjemy jest
znaczna, więc nie mam pojęcia, czy to realne .. Wypiliśmy herbatkę (żadnych
alkoholi) i podwiózł mnie do Katie, choć ciut obawiałam się znowu wsiąść z
obcym gościem do auta, ale miałam nieporęczny bagaż, było późno by biegać za
busami, no i zaufałam mu. Pytał ofkors, czy moglibyśmy się jeszcze spotkać, ale
uznałam to za typowo formalne hasło na koniec miłego wieczoru. Zanim
wyszłam, położyli mnie na parę godzin do łóżka, a sami zanocowali obok na
materacu, nie zmrużyłam jednak oka czuwając by nie zaspać, myśląc o T2, o
następnym dniu, nasłuchując jak para obok mruczy do siebie przez sen i przytula
się.. Doznałam wtedy ofkors uczucia zarówno totalnej samotni, ale i siły, że dam
radę, bo sama tego chciałam, bo wybrałam taką drogę w tym roku, śmiałą i
osobną, więc dam radę i jutro i pojutrze i na wieki wieków. I zadzwonił budzik.
sobota, 06 lutego 2010
zaprosili
Odpoczywam więc domowo, po paru dniach mam nawet wrażenie, że się nudzę, bo spotkania z girls nie wypaliły, z boys też cienko, nitka biała mi się skończyła i nie mogę dokończyć haftu, najlepiej w te ferie wychodzi mi spanie, takie spokojne i odżywcze i nawet głupawe sny mi odpuściły. Pod koniec tygodnia idę sprzątać dziuplę (niesamowite, jaki kurz i sadza osiada w mieszkaniu, w którym nikt nie mieszka, ale tak to jest jak się wyjmuje mopa raz na pół roku), potem do tesko i robię zapasy arabiki, liptona i innych produktów na nowy semestr, wracam do domu, patrzę a na fonie nieodebrane połączenia i wiadomość na poczcie, czy to jeden z moich szalonych netowych fanów mnie zapragnął - myślę sobie, odsłuchuję, otwieram buzię z zadziwienia i tak mi już zostaje na cały wieczór. Dobrze, że mam to nagrane, bo nie uwierzyłabym. Pani z ambasady usa zaprasza mnie na interview!! Chwila radości, a potem już tylko panika, cóż ja powiem przed szanowną komisją Fulbrighta, ja pikolę potwierdzić, nie potwierdzić że przyjadę?? Jechać po pięć godzin w jedną str Intercity na kwadrans rozmowy (przysłali mi grafik przesłuchań, trwa to 15minut, nic więcej), a ja fatalnie wypadam na takich castingach, bardzo się denerwuję, nie umiem się sprzedać.. Słabo mi na samą myśl, że miałabym nadawać przed grupą amerykanosów. Przede mną ma być np babka z wielkiego miasta o angielskim nazwisku, pewnie żona angola, jaki ona musi mieć akcent, nie mam szans.. A jednocześnie wiem, że to wielka piękna okazja .. oooh.. i nuda feryjna znika jak ręką odiął.. Chodzę cała podekscytowana. I cierpię, bo znam swój speszony styl. I głowię się, o co mogą mnie zapytać, co można opowiedzieć w tak krótkim czasie, bardzo niewiele, więc może to i tak już ustawione, a casting musi się odbyć? A jeśli nie ustawiony, to w sumie chcą tylko nas zobaczyć, posłuchać, ocenić po wrażeniu pierwszym? Tym bardziej mnie to paraliżuje... Nigdy tego nie zrobiłam, ale tym razem walnę se chyba drinka na dworcu centralnym, bo na trzeźwo tam nie pójdę, aaaa!! Help. Jak się przygotować?? Jak podejść? Znacie jakieś na to sposoby? Wizualizować, że komisja jest naga, a ja jestem panią wszechświata? Wiem, że nastawienie powinno być amerykańsko pozytywne, ale ja czasem jak za bardzo wyluzuję, to też źle wypadam. Casting za parę dni, mam wolne, mogę się dyskretnie przejechać do stolicy nie zwalniając się z pracy i nie mówiąc nic Szeryfowi (choć pewnie należy mi się od niego delegacja), ale tchórz jestem i nerwus. Nic jednak samo z nieba nie spadnie. Tym bardziej zza oceanu .. :) Och, co ja narobiłam, wysłałam ten wniosek dla jajek!
środa, 03 lutego 2010
za-ćma
Odpoczywam
sobie. Oczywiście domowo. Przesortowałam testy z półrocza, sprzątam, wyszywam
(brakło w mieście muliny białej i muszę zapolować na nią w regionie), czytam,
lepię z Mami pierogi ruskie, z jagodami i z serem, a potem jemy je przez 3 dni.
Jak również wypiekamy w domu chleb (wkrótce i na zakwasie), robimy skwarki i
wcinamy owe pieczywo ze smalcem, pyycha! Prawdziwy slow food. I slow flow! Patrzyłam jak
urzeczona na pracę takiej pani optyk, cichutko ma , ciepło, ubrana elegancko, klient raz na pół dnia .. aah, poezja. Ona westchnęłaby na to, że mam 2 weeksy ustawowo wolne, a ja dalej czuję się jak przejechana walcem po ostatnich tygodniach. Chodzę po własnym mieście, jakbym wróciła do świata żywych z poligonu :) Dużo i dobrze śpię a sny mam surrealistyczne. Jak
zawsze, gdy mam wolne nagle wraca mi zdolność śnienia lub snów zapamiętywania.
Śnią mi się dziwne miejscowości, złoto-czerwona jesień, niemowlęta, śni mi się,
że idę na nauczanie indywidualne, a matka ucznia wciska mi w podzięce na koniec
mięso na obiad, które później okazuje się być .. wielką nogą ptaka typu żuraw itp. To
pewnie po tym, jak pierwszy raz w tym roku trafiłam na rodzinę, która wspaniale
mnie przyjęła na domowe nauczanie, a oprócz masy uprzejmości pierwszy raz w
życiu zapytano mnie czy nie napiłabym się herbaty. I dostałam, z cytryną! A
kiedyś to nawet wspaniałego, chrupiąco-kruchego krokieta!!! Nieomal padłam z
wrażenia! Nie mówię, że nauczyciela w domu trzeba witać na czerwonym dywanie,
ale do tej pory czułam się na tych wizytach jak zło konieczne usadawiane w cuchnących
kuchniach, przy klejących obrusach, a rodziców nawet nie widziałam na oczy. A
tu zmiana, która odbiła się (pozytywnym) ale jednak piętnem na mej
podświadomości! No i śnił mi się kurka mać Matt biorący prysznic, ale tak było
porno i duszno, że nic ciekawego z pokoju jakby hotelowego nie widziałam. I tu
urywam, czas przeznaczony na sesję minął. Idę dalej leżeć na kanapie i oglądać
tivi. Dziś wstrząsający serial psychologiczny barwy szczęścia. Uwielbiam przecudnie nieposkromioną fantazję pani Łepkowskiej.
niedziela, 31 stycznia 2010
z pracy na bal i odwrotnie
Poprawa nastroju bo oto nadejszły upragnione, wytęsknione ferie! Teraz każdy se może obliczyć z jakiego rejonu Polandii jest Confetti, tak jakby to jeszcze było tajemnicą ;) Ferie powitałam wczoraj sennie i ospale z racji PMS, a i w piątek była balanga firmowa, a po niej zasępienie. By na nią dotrzeć musiałam uciec z zajęć na zaocznych, bo chujek to nadal, że zaczęły się równo na pół godziny przed imprezą, a w porze gdy Molli czekała już na mnie autem pod bramą szkoły. Miałam już ubaw odpuścić, bo jestem w sumie dosyć pilny obowiązkowy okaz wykładowcy, nigdy się nie spóźniam, a tym bardziej nie uciekam z zajęć, ale Molli mnie namówiła do grzechu, zaoferowała transport = jak mnie ktoś podkabluje i jak mnie zwolnią - będzie na nią ;) Ona też kiedyś uczyła w tej szkole i nie miała oporów w zwalnianiu uczniów, ja miałam wielkie, wpadłam sploszona z torebką koktajlową, sprawdziłam obecność i tyle mnie widzieli. Teoretycznie mogłam lekcje zrobić i przybyć później, bo sporo osób się spóźniło, ale nie miałabym się z kim zabrać no i nie cierpię wchodzić jak wszyscy już są. Ryzyk fizyk. Balecik bdb, więc wagarów nie żałuję. Molli to ta dziewoja co się z nią kiedyś na pierwszej wyjazdówce z nowej firmy spiknęłam, teraz raz ją zapytałam o podwiezienie i już spokoju mi nie dała zachęcając bym nie rezygnowała z imprezy przez 2 godz zajęć. Bawiłyśmy się razem świetnie, a i pogadałyśmy od serca, bo padło pytanie, które przewidywałam: co się takiego stało, że nie rozmawiacie z Liną? Sama jej o tym kiedyś wspominałam, więc nie było to wścibstwo, a wręcz czekałam na to, bo wiem, że M. zna wszystkie ploty i lubi sprzedawać newsy, więc niech pośle w teren moją wersję. Choć zarzekała się, że nie ma zamiaru. I w ogóle spoważniała i dojrzała odkąd ma małą córcię. A jednocześnie ma do niej b zdrowe podejście, nie wisi na fonie instruując dziadków, nie zaczyna i nie męczy tematu niemowląt póki się go nie przywoła, lubi się bawić i wyjeżdżać, no i bardzo szybko wróciła do pracy po urodzeniu. (Temat jateżchciałabymmiećdziecko.pl rozwinę w osobnym wpisie wkrótce). Wiedziałam jednak, że nie będzie na zabawie siedzieć do rana i dlatego to ją pytałam o podwiezienie. Zanim co pojadłyśmy i poskakałyśmy wybornie, były duże pyszne kotlety, krokiety, barszcz, rybki, grzybki i sałatki = obfity staropolski stół, nie jak to ascetik menu na dzień edukacji. Niestety, młodzi zawsze siadają razem i jak ostatnio znów Lina siedziała ledwie dwie osoby dalej, niby jest dla mnie transparentna, ale ciągle mi się wydaje, że wszyscy na nas patrzą w takich chwilach i mają ubaw z tej chorej sytuacji, no cóż, po prostu wstyd, ale czemu to JA mam się wstydzić? Molli przyznała, że to się rzuca w oczy, bo kiedyś byłyście takie nierozłączne. Na tej ostatniej b eleganckiej imprezie L. też siedziała ledwie osobę dalej i wtedy przed toastem popchnęło mi się kieliszek szampana stojący na złączeniu stołów, bynajmniej nie na nią, ale dziewczynę obok lecz L. to widziała i przez pół imprezy byłam po prostu chora ze wstydu, ta laska obok świetnie się zachowała kwitując wszystko serią żartów, ale mnie mdiło na myśl, że L. pomyśli sobie o mnie jako totalnej ciamajdzie z jej chorą bezpodstawną wyższością, tak, taka głupia rzecz była w stanie wprowadzić mnie w paranoję. A teraz na imprezie po obiedzie zdarzyła się cudowna rzecz, L. odfiokowana jak stróż w boże ciało, nagie ramiona, ą ę, small talki dookoła (ona co ust do ludzi kiedyś nie otwierała) i nagle to jej fantastycznie rozlał się szerokim łukiem kielich czerwonego wina, ooh, nieomal doszłam rumiana obserwując z boku akcję z bezradnym wycieraniem, tyle jej szczęścia, że babka obok wyszła, bo całe krzesło było mokre. Tak oto prymitywne mam myśli i satysfakcję jak podwija jej się noga. A to tylko glupie rzeczy, które mogą zdarzyć się dosłownie każdemu. Czasami jak tak mi się cała historia odnowi (a tak było po rozmowie z Molli) to myślę, ze fakt pipa jestem, ale dlatego, że się nigdy porządnie nie zemściłam, bo zemstą się brzydzę jak mało czym. A może po prostu nie mam odwagi? Gdy wychodziłyśmy z M. z imprezy podchmielona jeszcze rzuciłam do niej konspiracyjnie, ty,a może zwinę L. kapotę z niestrzeżonej szatni i będzie lecieć se pół goła przez mróz? Żartowałam ofkors i to tylko potwierdza jak skrajnie obrzydliwe uczucia wywołuje we mnie ta lala. Moje szczęście więc, że nie mam już z nią kontaktu ! Musiałam wyjść z impreski o przyzwoitej porze, bo z rana robiłam exam na zaocznych = nie mogłam sobie przyjść zielona i skacowana, bo to już na pewno by doszło do szefa instytucji :) Musiałam też niestety w tak piękny dzień słoneczny oblać parę osób, (nie szampanem, jedynką!:) no ale jak się ktoś po semestrze nie umie nawet przedstawić (!!!!) to sory gregory. Po południu położyłam się i spałam, wstałam, umyłam się i poszłam spać .. Cudownie i do bólu na kilkanaście wreszcie godzin, nie ledwie 5. -- historie z examu, znowu o Macie, raport z odpoczynku - wkrótce --- stay tuned !
czwartek, 28 stycznia 2010
scissor sister
Wysłałam
wniosek do ambasady USA w ostatni dzień zgłoszeń (wygląda na to, że uznaję
tylko celowanie w sam deadline, wcześniejszy termin równa się dla mnie
nadgorliwość gorsza od faszyzmu, a i adrenalina nie ta sama), a już nastepnego
pani koordynująca wysłała mi kompromitującą notkę, że .. pomyliły mi się
programy i zaaplikowałam na wyjazd dla akademików, nie prostych profesorów ze
szkół średnich. Kazała mi poprawić nagłówek i szybciutko odesłać, co mnie
zdumiało, że od razu nie wyrzuciła tego do kosza. Cośtam zmieniłam, ale nie
wiem czy dobrze bo już się nie odezwała. Wszystko jest doskonale, to
tylko comiesięczny spadek hormonów szczęścia, jestem tego więcej niż pewna,
czuję to wręcz fizjologicznie. Daję sobie rękę za to swoimi ostrymi, stylowymi
nożyczkami uciąć. Ciach, ciach i od razu lepiej.
niedziela, 24 stycznia 2010
T1/T2/100dni
Gardło
jako tako. Okazuje się, że poza pracą nie ma za wiele o czym pisać :)) Pisze konkretnie, ciut poetycko lecz nigdy przesadnie, czasem jakby z małą
wiarą w siebie i żalem do przeszłości, ale twarda jestem, nie robię za tanią
pocieszycielkę. Interesuje mnie tylko tu i teraz. A teraz on jest bardzo,
bardzo spragniony kobiety, od czasu rozwodu rzucił się w wir pracy i ponoć z
nikim się nie zadawał, ale kto go tam wie. No i bingo, trafił mu się mocno podatny
grunt, bardzo, bardzo spragniona stara panna ;) Miałam po tych telefonach parę
dni hopla na jego punkcie, ale potem dosłał więcej zdjęć i zdał mi się być na
nich dość .. sędziwy, więc wytonowałam. Pytając sama siebie: Confetti,
czego/kogo ty w końcu chcesz, młodzieńca w dojrzałej skórze czy mało dojrzałego
starca? Co w sumie wychodzi na jedno i to samo, hehe ;) Luz, nie czas się nad
tym zastanawiać, spotkamy się, zobaczymy. Ale ciekawe jest to, że już raczyłam
wysmarować taką notkę na jego cześć .. T. tymczasem
.. miał znów niby wielkie finansowo-prawne kłopoty w firmie i zamilkł nieomal
na dobre. Ja też się mało odzywałam z racji wielu zajęć i T2 = nasz „związek”
mocno się nadwątlił .. Może to i dobrze.. Jeśli nie nadjedzie jak obiecywał w
czasie moich ferii, to ja na to kładę. Niby co mi zależy, skoro to i tak tylko
netowe pisanki z nim, ale jednak .. jakoś tak mnie zdalnie urabiał, że
miesiącami nie interesował mnie nikt inny. Czas w miejscu nie stoi, a ja
potrzebuję kogoś tu i teraz. Nauczyłam się zdrowego egoizmu w pracy, teraz kolej na inne sfery. O! |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Art
Blogs
Boutique
Career
Cinema
Cities
Digital
England
Erotica
Fashion
Food
Games
Kinky
Music
Nature
Photos
Poetry
Press
Radio
SexB
Videos
Tagi
|