Let me take you on a trip ...
poniedziałek, 26 lutego 2007
Extra Klasa

     Ekskluzywny lokal zatrudni dyskretne atrakcyjne dziewczyny z klasą.
     Gwarantuję zarobki ok. 7 tyś. tygodniowo,
     anonimowość, bezpieczeństwo, luźne dni pracy, zakwaterowanie gratis. Klienci
     z elit biznesowych.

     A ja się tu głowię, jak uzbierać na swe lokum. I praca z elitami, fiu fiu! ;) Ja to nawet nie jedną mam klasę, a parę:)

sobota, 24 lutego 2007
Bruise Pristine

      Im smutniej się czuję, tym bardziej odjechanej muzyki ostatnio mi potrzeba. Jakiejś małej choć namiastki totalnego odlotu i szaleństwa. Jak tu - w starej, ale wg mnie bardzo progresywnej melodii ukochanego przeze mnie przed laty Placebo. Wtedy pociągały mnie ich przedziwne dźwięki, pokręcone osobowości (wykreowane - umówmy się), odlotowe teledyski, i b ciekawe słowa. Dziś część z tej twórczości odbieram jako solidnie naiwną, lecz ta piosenka wciąż jest dla mnie b świeża i niepokojąca. I ci piękni chłopcy z rozmazanymi ustami;)

http://www.youtube.com/watch?v=uPYCn_nDFIo

Popiół i Diament

     Zastanawiam się nad dłuższą przerwą od bloga. Bo ile mogę wciąż pisać o swych dołkach, pragnieniach i niespełnieniach - nudne to. Od kiedy minął rok, odkąd założyłam World, patrzę nieraz na stare wpisy i co? Mam to powtarzać rok w rok, potem dekada w dekadę i tak do końca? Głupio mi przed sobą i wami.

     Dół nadal. Wyboje w pracy, wyboje po. Tak jak sobie spokojnie jechałam przez jesień i zimę, tak teraz .. Dopiero w tym tygodniu Mami mnie zauważyła w kwestii mieszkaniowej i rzekła: Wiem, że gdy Melia kupi mieszkanie, to będziesz chora. Tak, już jestem. Wszystko nagle straciło dla mnie sens, zniknęły mi resztki tak bardzo pielęgnowanego spokoju, i znów lawina myśli - co mam zrobić dalej. Nie mogę se znaleźć miejsca, nie mogę się skupić, wyciszyć, wciąż we mnie kipi złość i żal, suka ze mnie, nie znoszę tego, a nie umiem se z tym poradzić. To jakby nieposkromiona reakcja fizjologiczna organizmu na pewien plan i marzenie, które ktoś nagle sobie skopiował, przejął i ma w nosie me uczucia. Tzn ma własna siora. I dziś nagle Mami oczywiście obróciła to wszystko przeciw mnie, że fukam, że nie daję sobie pomóc itd, nie, nie dam. A ja oczywiście nawet nie wchodziłam w dyskusję i wciąż nie powiedziałam, co naprawdę myślę i czuję, bo - who cares - w sumie. Boli mnie to bardzo i nawet nie mam o tym z kim pogadać. Ani do kogo wybiec, by sobie trzasnąć drzwiami, nic. Dużo gadamy z Yo, ale o jej facecie, jest max zakochana, ona, tak oszczędna kiedyś w opisywaniu swych uczuć, nagle zalewa mnie falą euforii i smutku, bo są teraz osobno - wspieram ją jak tylko mogę.

     Byłam znowu u Aszi i jej córeczki - piii, mała jest jeszcze cudniejsza niż była, grzeczna, zaciekawiona, pięknie gaworzy i łapie kontakt. I co, znów mam napisać, że ... aaaaa.

     A tu wielki post, czas skupienia, pokuty, pracowania nad sobą. A ja w kościele doznaję znów takiego poczucia rozpaczy, że ledwie siedzę. Zamiast ukojenia, o obiawieniu nie wspomnę. Marzę tylko, by stać się już prochem, już już.

piątek, 23 lutego 2007
London 1

     Taram, wreszcie foty mam:) Obrobiłam na razie tylko ostrość, poza tym nic. Póki blog jest otwarty pokazuję tylko pejzaże = wiele lepszych zdjęć, lecz z bohaterami, skromnie pozostanie w ukryciu. Chyba, że nauczę się siebie gumować;)

     Ok, przeżyjmy to jeszcze raz:

Camden Town/

Torebki, torebki - Camden Town/

Naprawdę pikantny obrazek - Camden Town;)

Camden Town /

A cóż to za sexi boj czeka na mnie pod latarenką?

Rozświetlona Oxford Street/

Niekoniecznie czerwony autobus/

Neonowo/

23:09, confetti , My Eyes
Link Komentarze (8) »
wtorek, 20 lutego 2007
Jealous Lovers

     Dziś niech mi odbije. Włączam na full załączone w linku The Rapture - nie znam bardziej ostatnio zwariowanej piosenki, tylko posłuchajcie. I skaczę i piszczę razem z tym panem wokalistą, w kółko jedno zdanie. I mogę sobie wreszcie do woli pokrzyczeć. I skaczę, a w pokoju niżej sypie się tynk z sufitu. I przekrzykuję wokalistę i nie słychać już nawet gitar. Podłoga powoli zaczyna pękać, leci gruz, tak skaczę. Oddycham coraz szybciej, podskakuję coraz wyżej, wybijam pomału dziurę w suficie nade mną. Chwieje się już cały dom i rozpada.

     Pokrzyczcie razem ze mną, proszę/

http://www.youtube.com/watch?v=l8k-5CA2PKY

niedziela, 18 lutego 2007
Wszystko Gra

     Leniwy weekend pozwolił mi wziąć lekki oddech od pracy i historii z mieszkaniem. W piątek byłam z Anją na pizzy, wczoraj też łyknęłam na wieczór przy filmie 1 pifko i spałam jak suseł. Ileż się można smutać, w pewnym momencie po prostu już się nie da bardziej.

     Odezwał się do mnie Felix i nadal zaprasza mnie na swój ślub. Bardzo serdecznie sobie popisaliśmy, zasypał mnie masą życzliwych słów, że np wiele razy rozmowami uratowałam mu życie, jaka to jestem amazing itp. Heh, zadziwiła mnie ta moja zbawcza rola, ale fakt, wyżalał mi się przecież nie raz i ja cierpliwie jak ta siostra milosierdzia wmawiałam mu godzinami, że wszystko mu się ułoży i co - ułożyło się. Mówię - jak siostra miłosierdzia, bo on bardzo rzadko potrafił to odwzajemnić i wesprzeć i mnie. Stąd ja zawsze czułam się mocnejsza i pomagająca, niż odwrotnie. I - lekceważona? On znów swoje, że żałuje, że nie daliśmy sobie szansy, a ja nie, bo wiem, że tak o do zabawy i przygody to on by się i nadał, ale do małżeństwa - o nie. Za me zasługi obiecał mi znaleźć w Anglii jakiegoś sexy nieśmiałego Angola, hehhe, ano czekam, co wynajdzie! ;)

     Nawet Anja, która ma mieszkanie po babci, pragnie się wkrótce wyprowadzić z domu, bo ma dość ciągłej kontroli. Chodziła jakiś czas przygaszona, gdy Basti wybrał inną laskę, ale widzę, że już znalazła sobie cel - przynajmniej wynieść się z domu. I słusznie/

     Melia coraz mocnej kręci z jakimś gostkiem z pracy. Niby mówi o nim od niechcenia, bo on dużo młodszy, ale wiem, że jej na nim zależy i b się cieszę, że go ma, niech jej będzie, że przyjaciela, dajmy spokój z nazewnictwem.

     Myśl o mieszkaniu nadal w głowie. Może to jakiś znak, żebym się jakoś wzięła za to, za swą future, a nie tylko tak se dumała. Na lokum w moim mieście spokojnie dostanę kredyt, póki jestem na stałej posadzie. Niech M. bierze to nakręcone, ja jeśli już w naszej Dziurce, to kupię większe. Kupię, a wyjechać zawsze mogę, wynająć, mieć je w zapasie. Może to mobilizacja jakaś dla mnie. Innej ideologii dorobić se nie umiem:)

18:20, confetti
Link Komentarze (3) »
Match Point

     Czyli film Wszystko Gra (skąd takie tłumaczenie, nie wiem) W. Allena. Nie znam się specjalnie na sztuce tego głośnego reżysera, ale z tym większym zaciekawieniem oglądałam, by ujrzeć na ekranie jego talent i geniusz. Hm, i głowię się aż do teraz nad tym, gdzie je sławny twórca zakamuflował. Bo o tym, że film to niby intelektualny przypominają tylko wędrówki bohaterów po galeriach i operach, z muzą operową w tle. A główny bohater to nawet książki czytuje, niestety (o jaka dosłowność!) Dostojewskiego. Poza tym opera to generalnie mydlana, banalna do bólu fabułka i niemrawe zakończenie. I tylko tyle z tego, że znów napatrzyłam się na Londyn, piękny i klimatyczny, ale retuszowany (za czysty!). :)

     Rozczarowałam się, bo film z początku troszkę kojarzył mi się z absolutnie genialnym filmem Closer i myślałam, że to coś podobnego, ale skąd. Coraz częściej po obejrzeniu jakiegoś kolejnego "arcydzieła wielkiego artysty" mam ochotę rzucić wszystko i zabrać się sama za robienie filmów, hehe:) A co! ;)

15:33, confetti
Link Komentarze (3) »
czwartek, 15 lutego 2007
Pączek

     Powiem wam, wolę Święto Pączka niż Św. Walentego. Choć generalnie nie szaleję za pączkami, normalnie w ogóle ich nie jadam, dziś tylko symbolicznie, nie tak jak np ciastka francuskie. To uwielbiam - z nadzieniami, z owocami, z cynamonem, na słodko, słono, mmm, mogę je jeść każdego dnia. Trochę schudłam po zatruciu i nie muszę się tak bardzo przejmować kaloriami na razie, fajnie, nie?

     Marny nastrój mnie nie opuszcza. Znowu praca, znowu stary szary rytm. Co rano leje, nie chce mi się więc nawet ładnie ubierać, bo zanim dojdę na drugi koniec miasta, przemakam jak ta kaczka. W domu trwają debaty nad mieszkaniem dla Melii a mnie trafia. To ja od ponad pół roku przeczesywałam ogłoszenia, chodziłam do babek z biur nieruchom, od kredytów, opanowałam prawo mieszkaniowe, nakupiłam gazet o urządzaniu wnętrz itp i wyszło, że moje marzenie się nie spełni - lokum w mieście X nie kupię. Ostatnio miałam przerwę w śledzeniu ofert, bo problemy z netem, potem wyjazd, a gdy znów zajrzałam - ceny tam mnie zabiły. Patrzę na ofertę w wyszukiwarce, niby lokal za 120tys, myślę wow, takie fajne mieszkanie - a okazało się, że to cena za ... metr kwadratowy!!! Szczęka mi opadła. Bardzo długo nie mogłam się z tym pogodzić, musiałam pogodzić akurat gdy M. podchwyciła tę ofertę w naszym mieście. A ja zostałam zupełnie z niczym. Rodzina kompletnie mnie olała, nie gadają nawet ze mną o tym, chcą w dodatku korzystać z moich wyrobionych już kontaktów, z dokładnie tych samych babek, u których byłam. I jeszcze się dziwią, że chodzę jak struta. M. jest jeszcze młoda, jej czas nie płynie tak jak mnie, a nagle zaczęło jej się bardzo śpieszyć. A mnie nagle przestało już zależeć gdzie, tylko byle się wyprowadzić. I tak to. Najgorsze, że nawet gdyby M. nie obchodziło to mieszkanie i miałabym kupić je ja - też byłabym chora. Że ostatecznie utknę tu na zawsze, że będę mieszkać tam całkiem sama, itd. Ehs. Straszna jestem, wściekam się na siebie, na te złe uczucia, na bezradność, na brak pomysłu - i co dalej?

     Chlip. Pójdę chyba z żalu na pączka, a niech tam;)  

niedziela, 11 lutego 2007
Sylvia

     Bardzo nieodpowiedni film na mój przygnębiony nastrój. Film taki sobie, ładny wizualnie, tak jak niby ładna jest ta cała słodka GPaltrow, za słodka, dla mnie nadal tylko panienka z kolorowych gazet i żona muzyka. Też słodkiego. Wczoraj jej jednak uwierzyłam, może tylko dla tego, że sama czuję się jakby mnie nie było. A jeśli jestem - dziwię się - po co? Byłam b ciekawa tej historii, bo o poetce, o pisaniu. Przez chwilę żałowałam, że nie jestem prawdziwą poetką, że nie przemawia przeze mnie Bóg, ani nikt inny, nie mam miażdżącego talentu i przekonania o swej nieziemskiej misji. Nie mam i ok. Poezja nie może zdominować zycia człowieka, nie może zawładnąć - czułam to od najmlodszych lat i świadomie bardzo odsunęłam się od niej, wiem, że to dobrze. Dziś to jedna z wielu warstw mnie, gdzieś głęboko, jakiś odprysk tego co było wcześniej. Jest masa rzeczy, w których można się poetycko wyrazić nie pisząc - będąc z ludźmi, fotografując, gotując, urządzając pokój, masa. I niech tak zostanie, amen.

    I co z tego, nagle lęk mam w środku tak mocny, że się sama siebie boję/

15:07, confetti
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 lutego 2007
All Around the World

     Wspaniale było pierwszego dnia ferii oderwać się - dosłownie - od ziemi, od rutyny, wzbić się w chmury, spędzić parę dni na kolorowej zachwycającej wyspie, ale kurde jak to boli wrócić tu, a pojutrze znów uderzyć do ukochanej firmy. Yyy. Jakby to był piękny, nierealny jednak sen.

     Wróciłam i mając jeszcze parę dni wolnego, = przeglądając fotki, pisząc bloga, upychając po szafach pamiątki - całkiem gładko wylądowałam w szarawej rzeczywistości. Potem odwiedziłam Yo, która nie ukrywała, że spotkałyśmy się po to, by mogła się ze mną podzielić swoją radością ze swojej wreszcie odwzajemnionej miłości, no i ja byłam tego max ciekawa. Niedługi to jeszcze związek, na razie na odległość trochę i trochę przedziwny, bo oni jak niebo a ziemia - ona spontaniczna, żywiolowa, on rozważny, bardzo poukladany, grunt, że jak sądzę, facet w porządku. Nigdy nie widziałam, żeby Y., zatwardziała indywidualistka i przeciwniczka wymysłów kultury masowej tak czekała na Walentynki. Mam nadzieję, że będą dla niej najcudniejsze, jak tylko mogą być.

     Potem wróciłam i nie wiadomo skąd i jak dostałam tak potwornego zatrucia, że jeszcze teraz ledwie dycham i prawie nic nie jem. Niby krąży taki wirus teraz, i w mojej rodzinie każdy już coś takiego zaliczył, ale mnie sponiewierało że hej. Nie wiem, jak przeżyłam noc z śro/czw, potem jeszcze całe dwa dni leżałam jak kłoda - co wstałam coś skubnąć, to wracałam do łóżka zamulona, cały czas z uporczywym bólem głowy. Straciłam poczucie czasu, łaknienie, zainteresowanie czymkolwiek. Miałam jeszcze tyle załatwić w te ostatni dni ferii, nacieszyć się nimi do końca w spokoju - a tu masz.

    Wczoraj wieczorem naszedł mnie dół więc na max. Rozkleiłam się z okazji nadchodzącego wiru pracy, z osamotnienia, z bólu brzucha, z żalu za Londynem. Jak mały dzieciak. Dziś mi nie weselej. Mami z Melią poszły obejrzeć to mieszkanie, które nakręciła im jakaś babka. Mieszkanie - moje największe marzenie, bo na żadne inne nie mam już szans. Wykręciłam się, że b słabo się czuję, nie poszłam. I jeszcze bardziej mi smutno.

Resztę tego, co mi siedzi w środku dośpiewa Lisa ...

http://www.youtube.com/watch?v=3ZZwyG7r9_I&mode=related&search=

 
1 , 2