Let me take you on a trip ...
sobota, 27 lutego 2010
przedwiosna


     Błoto pośniegowe na ulicach, błoto z/w mózgu. Nie chce mi się pisać, o tym, że:

- ambasada podziękowała mi za udział oznajmiając, że nie przeszłam do kolejnego etapu (którym jest weryfikacja nominacji w Waszyngtonie, a nominacji z Polski było .. dwie. z podejrzewam kilkudziesięciu kandydatów). Tak czy owak szkoda :(

- zastępca Szeryfa nazwijmy go SanczoPansa co parę dni zleca mi extra taski dot. praktyki, na którą nigdy oficjalnie się nie zgodziłam - sprawdzenie poziomu uczniów, ich aplikacje, a wkrótce dodatkowy kurs dla nich i wybór lotów. Niczego na razie nie ruszyłam.

- zrobiłam nieświadomie pogrom na zaocznych, bo jako jedyna w sesji nie pozwoliłam na examie ściągać i dałam dwie grupy. A nie wiedziałam, że w takich szkołach to nietakt, bo jesteśmy na usługach słuchaczy i mamy im ułatwiać zdobywanie wykształcenia, a nie utrudniać, a sobie zapewniać godziny na chleb, nie odwrotnie. W efekcie narobili ponoć szumu, że będą się przeze mnie przenosić, miałam telefony i rozmowy ze znajomymi z prośbami, by ponaciągać oceny "mężowi koleżanki, co go uczysz" (co go ledwie raz na oczy widziałam w semestrze) itp. Stwierdziłam, że to walę i na ustnych prawie wszyscy wyszli na czysto, ale faktem jest, że byli naprawdę ładnie przygotowani, może dlatego, że się wystraszyli. I nie musiałam wcale słuchać dukania jak się spodziewałam! Plus usłyszałam od nich parę fajnych haseł w stylu, że są dumni z moich ocen i że "jak się człowiek nauczy to j ang nie jest wcale trudny". To ostatnie usłyszałam od jakiejś blondi, co mi w semestrze marudziła, że ona to owszem "zna niderlandzki" (pewnie była na cebulkach w Holandii), ale j ang jej nie wchodzi. No masz babo placek.

- szef zaoczynch po sesji wezwał mnie osobiście na dywan, poszłam jak zbity pies, nie chciało mi się bronić ani atakować, a on na luzie polecił mi dopuścić jeszcze dwóch ananasów do poprawki "co by nam się rok nie rozleciał" i puścił oko. Poza tym .. zaproponował mi dodatkowe godziny, bo mu anglista nagle rzucił pracę na jakimś kierunku, ale nie wzięłam, o nie. Dopiero co go kiedyś prosiłam, by mi korzystniej układał plan, tak jak często innym, a tu znowu miałabym sobotę zapchaną. Litości. I tak miał kogoś w rezerwie na te lekcje, miło, że pytał, a podsumował mnie "no tak młoda dziewczyna, chce mieć wiosnę wolną". Jaką wolną?! patrz niżej/wyżej

- nadciągają dni otwarte, organizacja dużego konkursu, maturki .. sprawdzałam komisje - znowu jestem wszędzie i najczęściej grr

- wszystko to można i trzeba bez łaski robić, bo w końcu za to mi płacą, ale potrzeba mi dodatkowej baterii, doładowania i energii .. a czuję się jak przebity kondomik. może to taka pora, ni to zima ni wiosna ni czort.

- m in. dlatego, że drugie spotkanie z T2 nieciekawe - o tym może wkrótce a może wcale

- nic mi się nie chce. Chlapnę se redsa i idę spać, zieew. Wasze zdrowie !


20:38, confetti
Link Komentarze (5) »
niedziela, 21 lutego 2010
hotel, jaki hotel?


     Jadąc 5 godzin w piekielnie dusznym intercity myślałam, że zejdę ze stresu. Wjeżdżając do stolicy koncentrowałam się tylko i wyłącznie na tym, by siłą umysłu opanować nadchodzącą biegunkę i mdłości. Na jak zawsze brudnym, ciasnym i gwarnym dworcu centralnym galopem ruszyłam do wc, gdzie na dzień dobry zebrałam naganę od pani pilnującej by płacić za wejście od razu, bo "fotokomórka liczy osoby, a właśnie ktoś ją oszukał", gdakała z 10 minut. Gdy wychodząc zapytałam ją o drogę udała Greka, gdyż "nie zna tego miasta, bo dojeżdża, ale najlepiej jechać spod tego hotelu no wie pani, no". Sobieskiego, Hiltona? Sama zapomniałan jaki to hotel, ale jak wyszłam wreszcie na zewnątrz i go zobaczyłam, to mi się przypomniało. Tylko mroźne powietrze mnie nieco ocuciło, bo wyjście z dworca ulgi nie przynosi - widziałam wiele stolic, ale nigdzie ten pierwszy kontakt z miastem nie jest taki koszmarny - tłok, ciasnota, brud, brzydota, nic więcej. Sprawnie jednak odnalazłam rondo de Golla, a potem adres docelowy - małą, cichą kamienicę z kameralną atmosferą, a myślałam, że to będzie wielki gmach z biegającymi dyplomatami. Miałam ponad godzinę czasu, poszłam więc szukać jakiejś knajpy, żeby się ogrzać i napić, co mi chwilę zajęło jako że dokoła były same ambasady i konsulaty, w końcu weszłam do mexykańskej restauracji, chlapnęłam herbatę, a potem whiskey i od razu poczułam się lepiej. Przysięgam, że gdyby nie to powolnie rozlewające się po moich żyłach ciepło nigdy bym na tę rozmowę nie ruszyła. Mój przerażony mózg wygenerował sobie taki poziom niepotrzebnej paranoi, że zapomniałam, jaka to szansa, o co gram, jaki zaszczyt, a nie kara i udręka. Guma, perfumy, puder na nos i potoczyłam się jak na ścięcie, ja stary egzekutor, by zasiąść dla odmiany z tej drugiej strony. Przede mną wyszła z przesłuchania spłoniona młoda dziewczyna, na którą czekała .. przejęta matka, hm, no tak, nie tylko ja się więc denerwowałam.

     I po co??!! Komisja była uśmiechnięta+przemiła, starszy pan, szef organizacji i dwie laski, kto wie, czy nie młodsze ode mnie. Jedna chyba Amerykanka (nie pamiętam z wrażenia), reszta Polacy z przeciętnym akcentem. Miałam w głowie dokonania amer prezydentów i wyniki Super Bowl, a pytali mnie dużo o .. szkołę, uczniów, o Dziurkę Małą, no i ofkors dlaczego chcę jechać do USA, a ja pocisnęłam tak kiepskie odpowiedzi, że nawet nie pamiętam co :) Amerykanka jak zarzuciła pytanie, to ledwie ją zrozumiałam. Z tego, co powiedziała na finał ledwie skumałam, że wyniki dostajemy z .. Waszyngtonu do kilku tygodni. Czyli luz, co jak co, ale Waszyngton się o mnie nie upomni, nawet nie czekam na odp, znam ją i o całej historii tak naprawdę już dawno zapomniałam. Kiedy stamtąd wyszłam i popędziłam prosto na pociąg powrotny, wydzwaniałam zadowolona do bliskich, dumna z siebie, że podjęłam tę próbę i że za rok też będę startować i pewnego dnia to mnie wybiorą, bo mam bezcenne doświadczenie i rozłożę ich na łopatki.  Męczyłam wcześniej wiele dziewczyn swym przejęciem wyjazdem, a pamiętały o mnie wcale nie te, na które bym liczyła, tzn szefowa zespołu itp. A na przykład Barbie totalnie mnie olała, a ja do tej pory nie przypomniałam się jej. Tracę kolejną bratnią duszę?

     A potem opadły emocje i wpadłam w wielki dołek, taki, że dopiero po tygodniu mogłam zacząć pisać na blogu.

     Ale o tym i o innych rzeczach - wkrótce.

------

prodigy - narayan
13:55, confetti
Link Komentarze (2) »
piątek, 12 lutego 2010
herbata z T2


    

     Całe moje życie to szalone skrajności, np w jeden tydzień ferii leżę futrem do góry i leniwie lepię pierogi w domowym zaciszu, w drugi uderzam na stolicę, a tuż przed tym na randkę z T2... Pora to opisać.

     Z T2 spotkałam się przed noclegiem u Katie w mieście X. skąd o b. wczesnej porze łapałam intercity do Wawy, więc rano nie miałabym szans na ten pociąg od siebie dojechać. Przejęta swoim interview w ogóle nie spinałam się (i dobrze!!) przed meetingiem, którego randką i tak nie nazwaliśmy tylko ot zapoznaniem wstępnym, by nie przeciągać za mocno samego pisania. Było bdb. Pan bardzo na poziomie, pełna kultura, ale nie nachalna, choć wylądowaliśmy w mało romantik zadymionym miejscu i musiałam potem od nowa myć i układać włosy, co by z przesiąkniętą petami grzywą nie ruszać na casting. Nie wiem, czy w to wierzyć, bo oprócz ogłady facet jak na swój wiek nadal całkiem ok, wysoki i bardziej barczysty niż na fotkach (=cool!), a twierdził, że od bardzo dawna nie spotykał się z kobietą = pisał mi przed, że się denerwuje i to mnie nawet ujęło, taka szczerość, choć na mięczaka nie wyglądał. Bardzo fajnie nam się rozmawiało, o pracy, o sztuce, o podróżach, o pisaniu, sportach itp, bardzo dobrze mi się wyrażało samą siebie przy nim, tzn nagle usłyszałam, że odpowiadam mu i opowiadam b ciekawie, a zwykle wolę pytać i kiwać głową. Przy pewnego rodzaju rozmówcach robię się jeszcze płytsza niż jestem, a tu było odwrotnie:)) 


     Facet podobno serio lokalny aktor (aczkolwiek dla mnie nierozpoznawalny = nie robi to na mnie wrażenia), jest po dziennikarstwie i filozofii, pisze, prowadzi zupełnie nieartystyczną firmę, a wszystkim tym się nie chełpił, tylko opowiadał zwyczajnie, powoli, nigdy wyniośle, nie wyczułam też fałszu w tej skromności. Co oprócz tego wyczułam/odczułam .. ciężko powiedzieć .. O powód rozwodu obiecałam sobie póki co go nie pytać. I nie nakręcać siebie na nic ani jego. Różnica wieku i światów, w jakich żyjemy jest znaczna, więc nie mam pojęcia, czy to realne .. Wypiliśmy herbatkę (żadnych alkoholi) i podwiózł mnie do Katie, choć ciut obawiałam się znowu wsiąść z obcym gościem do auta, ale miałam nieporęczny bagaż, było późno by biegać za busami, no i zaufałam mu. Pytał ofkors, czy moglibyśmy się jeszcze spotkać, ale uznałam to za typowo formalne hasło na koniec miłego wieczoru.

     Nie miałam okazji omówić wrażeń z Katie, bo wchodzę, a tam ten niby-nie-na-serio gość, co już o nim było, ten starszy (jakkolwiek wyglądał i zachowywał się duużo młodziej od T2) na oko jakby u niej mieszkał, o czym K nigdy nie wspominała, kurka, gdybym wiedziała nie ładowałabym się im na głowę! Nic więc nie pogadałyśmy głębiej oprócz tego, że wypiliśmy we trójkę po drinku i żartowaliśmy jak się zachować na rozmowie i co mówić (Irak/Afganistan -zapomnij o szczerych przekonaniach, tylko wazelina itp.) i doradzili mi zgodnie – i to nie żart – bym sobie drinka i przed występem strzeliła!! Bo ja serio jestem zbyt nerwowa, to nie tylko moja opinia. Uznałam to za dowcip, ale rano (tzn o 4 am) Katie sama na pożegnanie też mi to szczerze powtórzyła.. I tylko ten pomysł pozwolił mi faktycznie wyjść w środku zimowej nocy na pociąg i pojechać dalej. Tak bardzo byłam w środku sparaliżowana i wściekła na siebie za to w co się wpakowałam.

 

     Zanim wyszłam, położyli mnie na parę godzin do łóżka, a sami zanocowali obok na materacu, nie zmrużyłam jednak oka czuwając by nie zaspać, myśląc o T2, o następnym dniu, nasłuchując jak para obok mruczy do siebie przez sen i przytula się.. Doznałam wtedy ofkors uczucia zarówno totalnej samotni, ale i siły, że dam radę, bo sama tego chciałam, bo wybrałam taką drogę w tym roku, śmiałą i osobną, więc dam radę i jutro i pojutrze i na wieki wieków. I zadzwonił budzik.

 

 

21:13, confetti
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 lutego 2010
zaprosili


     Odpoczywam więc domowo, po paru dniach mam nawet wrażenie, że się nudzę, bo spotkania z girls nie wypaliły, z boys też cienko, nitka biała mi się skończyła i nie mogę dokończyć haftu, najlepiej w te ferie wychodzi mi spanie, takie spokojne i odżywcze i nawet głupawe sny mi odpuściły. Pod koniec tygodnia idę sprzątać dziuplę (niesamowite, jaki kurz i sadza osiada w mieszkaniu, w którym nikt nie mieszka, ale tak to jest jak się wyjmuje mopa raz na pół roku), potem do tesko i robię zapasy arabiki, liptona i innych produktów na nowy semestr, wracam do domu, patrzę a na fonie nieodebrane połączenia i wiadomość na poczcie, czy to jeden z moich szalonych netowych fanów mnie zapragnął - myślę sobie, odsłuchuję, otwieram buzię z zadziwienia i tak mi już zostaje na cały wieczór. Dobrze, że mam to nagrane, bo nie uwierzyłabym.

     Pani z ambasady usa zaprasza mnie na interview!!

     Chwila radości, a potem już tylko panika, cóż ja powiem przed szanowną komisją Fulbrighta, ja pikolę potwierdzić, nie potwierdzić że przyjadę?? Jechać po pięć godzin w jedną str Intercity na kwadrans rozmowy (przysłali mi grafik przesłuchań, trwa to 15minut, nic więcej), a ja fatalnie wypadam na takich castingach, bardzo się denerwuję, nie umiem się sprzedać.. Słabo mi na samą myśl, że miałabym nadawać przed grupą amerykanosów. Przede mną ma być np babka z wielkiego miasta o angielskim nazwisku, pewnie żona angola, jaki ona musi mieć akcent, nie mam szans.. A jednocześnie wiem, że to wielka piękna okazja .. oooh.. i nuda feryjna znika jak ręką odiął.. Chodzę cała podekscytowana. I cierpię, bo znam swój speszony styl. I głowię się, o co mogą mnie zapytać, co można opowiedzieć w tak krótkim czasie, bardzo niewiele, więc może to i tak już ustawione, a casting musi się odbyć? A jeśli nie ustawiony, to w sumie chcą tylko nas zobaczyć, posłuchać, ocenić po wrażeniu pierwszym? Tym bardziej mnie to paraliżuje... Nigdy tego nie zrobiłam, ale tym razem walnę se chyba drinka na dworcu centralnym, bo na trzeźwo tam nie pójdę, aaaa!! Help. Jak się przygotować?? Jak podejść? Znacie jakieś na to sposoby? Wizualizować, że komisja jest naga, a ja jestem panią wszechświata? Wiem, że nastawienie powinno być amerykańsko pozytywne, ale ja czasem jak za bardzo wyluzuję, to też źle wypadam. Casting za parę dni, mam wolne, mogę się dyskretnie przejechać do stolicy nie zwalniając się z pracy i nie mówiąc nic Szeryfowi (choć pewnie należy mi się od niego delegacja), ale tchórz jestem i nerwus. Nic jednak samo z nieba nie spadnie. Tym bardziej zza oceanu .. :)

     Och, co ja narobiłam, wysłałam ten wniosek dla jajek!



12:46, confetti
Link Komentarze (11) »
środa, 03 lutego 2010
za-ćma



     Odpoczywam sobie. Oczywiście domowo. Przesortowałam testy z półrocza, sprzątam, wyszywam (brakło w mieście muliny białej i muszę zapolować na nią w regionie), czytam, lepię z Mami pierogi ruskie, z jagodami i z serem, a potem jemy je przez 3 dni. Jak również wypiekamy w domu chleb (wkrótce i na zakwasie), robimy skwarki i wcinamy owe pieczywo ze smalcem, pyycha! Prawdziwy slow food. I slow flow!

     Nagrałam sobie fajną damską płytkę i śpiewamy razem co rano, tzn lejdis pięknie, ja wściekle fałszuję ale fun jest. Głosy od Nelly Furtado po Lady Gagę, podejrzewam nie wszystkie pliki zdobyte legalnie, ale co tam, Madonna śpi na dollarach, Whitney H. ponoć znowu nabywa za $$$ używki = ja się do jej nałogu dokładać nie będę! Utwory same energiczne, polecam, ścieżkę będę podawać na końcu pod postami i przez jakiś czas. A jakie są Wasze ulubione damskie dynamiczne głosy?

     Dużo śpię, nie zarywam nocy jak w czasie Xmas. A na pewno o wiele mniej siedzę przy kompie, więc odkładam póki co obiecane kiedyś plotki-notki na potem. Zauważyłam bowiem ostatnio, że po ślęczeniu przy moim starym monitorze mam niepokojące zaćmienia w prawym oku, mrugam, mrugam i nie mogę się pozbyć takiej jakby mgły sprzed siebie, brrr, wystraszyłam się okrutnie, robię terapię kroplami świetlika, na necie otwieram pocztę i zaraz znikam. Może to oznaczać mniejszą/skromniejszą działalność na blogu, ale niestety. Dziś zamówiłam sobie też modne oprawki do okularów "poza dom", co miałam od dawna postanowione ale teraz to przyspieszyłam. Powinnam, a nie nosiłam (bo źle wyglądam, bo zniszczy mi się nos itp) okularów męcząc bardzo oczy ciągłym mrużeniem i zoomowaniem, na co girls i sami uczniowie zwracali mi czasem uwagę. Dziękuję za troskę, teraz o wiele łatwiej wyłowię każdą jedną ściągę na sprawdzianie :)


     Patrzyłam jak urzeczona na pracę takiej pani optyk, cichutko ma , ciepło, ubrana elegancko, klient raz na pół dnia .. aah, poezja. Ona westchnęłaby na to, że mam 2 weeksy ustawowo wolne, a ja dalej czuję się jak przejechana walcem po ostatnich tygodniach. Chodzę po własnym mieście, jakbym wróciła do świata żywych z poligonu :)


     Dużo i dobrze śpię a sny mam surrealistyczne. Jak zawsze, gdy mam wolne nagle wraca mi zdolność śnienia lub snów zapamiętywania. Śnią mi się dziwne miejscowości, złoto-czerwona jesień, niemowlęta, śni mi się, że idę na nauczanie indywidualne, a matka ucznia wciska mi w podzięce na koniec mięso na obiad, które później okazuje się być .. wielką nogą ptaka typu żuraw itp. To pewnie po tym, jak pierwszy raz w tym roku trafiłam na rodzinę, która wspaniale mnie przyjęła na domowe nauczanie, a oprócz masy uprzejmości pierwszy raz w życiu zapytano mnie czy nie napiłabym się herbaty. I dostałam, z cytryną! A kiedyś to nawet wspaniałego, chrupiąco-kruchego krokieta!!! Nieomal padłam z wrażenia! Nie mówię, że nauczyciela w domu trzeba witać na czerwonym dywanie, ale do tej pory czułam się na tych wizytach jak zło konieczne usadawiane w cuchnących kuchniach, przy klejących obrusach, a rodziców nawet nie widziałam na oczy. A tu zmiana, która odbiła się (pozytywnym) ale jednak piętnem na mej podświadomości! No i śnił mi się kurka mać Matt biorący prysznic, ale tak było porno i duszno, że nic ciekawego z pokoju jakby hotelowego nie widziałam. I tu urywam, czas przeznaczony na sesję minął. Idę dalej leżeć na kanapie i oglądać tivi. Dziś wstrząsający serial psychologiczny barwy szczęścia. Uwielbiam przecudnie nieposkromioną fantazję pani Łepkowskiej.

---
     1. nelly furtado - do it (świetna piosenka, która trwale kojarzy mi się z wyjazdem do Londynu sprzed trzech już równo lat, oo)

19:56, confetti
Link Komentarze (2) »