Let me take you on a trip ...
poniedziałek, 26 listopada 2007
Łazienki Marzeń

     A po brudzie znów powrót do sterylności, spokoju, do marzeń o takich oazach jak te:

© W.A. Ellis 2006. All rights reserved.

Dirty Harry

     Konfrontacja rodzinna była bardzo bolesna. Kilkugodzinna dyskusja, pranie brudów, na jakie jeszcze nigdy do tej pory się nie odważyliśmy. By nazwać pewne rzeczy po imieniu i wyjaśnić. Tyle, że uważam ją za nieco spaloną, bo ojciec .. po prostu zaraz na początku zabrał się i wyszedł z domu. Bez komentarza.

     Nie wiem, czy po czymś takim będzie jeszcze tak samo, czy już nie. Bynajmniej nie przemawia przeze mnie tu nostalgia, brak zmian będzie wielką porażką tego widowiska. Co nie znaczy, że przeszłość była tylko i wyłącznie zła, wprost przeciwnie, mamy wielki potencjał na świetną, normalną rodzinę, ale jakoś .. pogubiliśmy się widać wszyscy, zagalopowali w ślepe uliczki, a każdy w inną stronę. Może uda się to jeszcze jakoś naprawić. Teraz każdy z nas jest odpowiedzialny za całą sytuację, każdy ma się pilnować, starać, więcej myśleć o innych. I rozmawiać. Jeśli to nie poskutkuje, to w grę wchodzą naprawdę radykalne posunięcia jak sprzedaż domu itp. A tego nie mogę sobie jednak wyobrazić.

     Bałam się o to, jak Mami zniesie to wszystko. Dziś powiedziała mi, że wczoraj dało jej i pomogło o wiele bardziej niż sam lekarz. Bardzo się otworzyła, wylała swój żal, widać, że czuje się lepiej. To jasne, że na nic najlepsi specjaliści i leki, jak w domu będzie jak było.

     We mnie się jakoś w ten weekend wszystko zachwiało. Nie ma rodzin idealnych, ale moja ukazała mi się w wyjątkowo smutnym świetle. Coraz trudniej znaleźć mi w niej oparcie, od wczoraj znowu boję się zostawiać rodziców samych w domu, boję się wracać.

     I zastanawiam się - jaka będzie Wigilia w tym roku?

22:27, confetti
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 listopada 2007
Vanna i Panna

Aż się poszłam wymoczyć w wodzie, żeby ochłonąć, zrelaxować się. Muszę mieć w swej łazience wannę, muszę. I najlepiej taką nieobudowaną.

Fotka ta by Urko Suaya, uwielbiam. Jak i ta pani wyżej w rękawiczkach, też tego autora, nie wiem, czy to pan czy pani. Będę je tu wrzucać, mam nadzieję, że fotograf nie miałby nic przeciw. Czy miałby? I mam pytanie: co się stanie, jak wyczerpię limit plików na blogu? To już nie można wtedy nic wklejać? Trzeba kasować poprzednie, żeby coś dodać? Ale wtedy powstaną tu same dziury ..

hugs

23:36, confetti
Link Komentarze (3) »
Alert

     A tu jak na złość - nic lepiej. O wczorajszym dniu to powinnam jak najszybciej zapomnieć a nie pisać o nim. Wyjątkowo długi i ciężki dzień w pracy, co mi skutecznie zakłóciło radość z piątku, potem facet od mebli, który na umówioną godzinę nie zjawił się w moim mieszkaniu - chyba mnie olał? I do tej pory ani me ani be - żadnego wyjaśnienia. No nie mogę, że też ludzie prowadzący swe firmy mogą sobie pozwolić na taki nieprofesjonalizm! Chyba zakończę z nim współpracę.

     Meble to pikuś przy tym co jeszcze. Rozsypana jestem wewnętrznie, rozpaczliwie staram się u3mać na powierzchni, a tymczasem .. po ostatnich paru nerwowych rozmowach z Mami, w których zaczęłyśmy się mocno ścierać o kwestię remotnu mego lokum, bo co  rusz jestem ponaglana, krytykowana i pouczana na jego temat - Mami dziś z płaczem wyznała mi, że .. jej tak bardzo zależy na szybkiej renowacji, bo.. boi się o mnie czy sobie sama poradzę, bo w sumie jeśli nie ona, to nikt mi nie pomoże, a ona .. wybuchnęła, że nie radzi już sobie z niczym, że przerastają ją nasze wyprowadzki i to co się dzieje w domu i .. była u specjalisty i stwierdził, że ma b. głęboką depresję i zalecił .. kilkuletnie nawet leczenie. Boże, z jakim wstydem i bezradnością mi to wypłakała. Pierwszej mi bowiem zaufała. Nie wspomnę o jej tęsknocie śmierci i wielu innych przerażających haseł.

     Nigdy nie pisałam tu o dziwnej sytuacji w naszym domu, o relacjach między rodzicami, nigdy nie pisałam tu o swoim dużo starszym, nieporadnym bracie i jego karygodnych wyczynach, nie chciałam pisać źle, myślałam, jakoś to jest, jakoś będzie. A w momencie kiedy ja i mała kupiłyśmy mieszkania i Mami zobaczyła perspektywę pozostania bez nas w dużym, chłodnym domu z dwoma niewdzięcznymi facetami, którym oddała życie i którzy życie jej zatruli - coś się w niej złamało. Tak, my obie zawsze chciałyśmy stąd uciec. Tak, ucieczka to najprostsze i niedobre rozwiązanie. Ale i my dwie zawsze radykalnie i odważnie na temat tej sytuacji się wypowiadałyśmy, rozmawiałyśmy, szczególnie ja, z Mami, wysłuchiwałam jej, wspierałam, uważałam na swoje zachowanie/słowa, by jej trudu nie dokładać - a dziś .. ludzie dziś widzę, że zrobiłam za mało, że MUSZĘ jeszcze zawalczyć o normalną w domu sytuację, ja, bo Mami należy się teraz spokój i troska, bo Melia żyje w innym miłosnym świecie, = zostaję tylko ja.

     Wysłuchiwałam jej żali i udręk z kołaczącą w środku myślą, a ja, ja nie dam rady, skoro sama nie mam się czego w życiu uczepić, sama .. chętnie poszłabym do jakiegoś jak to się ślicznie mówi dziś "psychoterapeuty", bo ona zasypała mnie swoim bólem, a ja o sobie nic, o tym paskudnym wczorajszym dniu, o tym, że powinnam odejść z firmy sql, bo tam zwariuję, o strasznej samotności, o tym, że nagle przestało mi się spieszyć z wyprowadzką, choć pozostanie jest jeszcze gorsze, nic o tym. Lekarz powiedział Mami, że nie wolno dusić w sobie żalu i smutku, ja upchnęłam go dziś jeszcze głębiej. Mam jeden banalny pomysł na to wszystko, kiedyś mówiłam o nim Mami i ona widzi w tym jedyną szansę. Zatem ok, wezmę się za to, i ogólnie za nią, kontrolę jej wizyt, do których mi się przyznała, leków, a przede wszystkim za sytuację w domu. Jestem beznadziejny pedago-psycholog, ale może się doszkolę, poczytam, nie wiem, pójdę razem z Mami na wizytę, niech fachowiec mi coś doradzi. Bo terapia przydałaby się nam wszystkim.

     Zamiast by stanąć na wysokości tego zadania i być silną, czują i gotową - czuję się jeszcze słabiej i jeszcze bardziej się boję /

---

Alert – alarm, stan gotowości, j. ang - czujny. Ale też - najdalej na północ wysunięta stale zasiedlona osada świata.

16:23, confetti
Link Komentarze (19) »
sobota, 17 listopada 2007
Orient Express

     Daję radę, ale jedna rzecz mnie absolutnie nadal przerasta - Melia i Snejk. Czasami na to pięknie obojętnieję i jestem z tego max dumna, a czasami zalewa mnie taka fala żalu, że wymiękam. Już nie mówię o ich beztroskiej gwałtownej miłości, teraz zaczyna ona przybierać coraz poważniejsze oblicze. Od razu wiedziałam, że to będzie poważne uczucie, M. zawsze miała zaangażowanych adoratorów, ale jakoś wciąż patrzę na to z niedowierzaniem. Nie żebym się dziwiła, że mała jest warta takiej love, jest jak najbardziej, ale rozwija się to doprawdy expresowo. Odkąd pokazałam jej swe mieszkanie, to nagle zaraz oboje także zaczęli szukać lokum dla siebie, ponoć to S. bardzo się napalił, uruchomił znajomości w banku, znaleźli coś raz dwa, dostali kredyt i planują się tam przenieść. I zrobią to na długo przed moją wyprowadzką, bo ja jeszcze sobie poczekam na ekipę, a oni już dobierają meble, bo mieszkanie jakie jest takie jest, ale można tam od razu wejść, nie jak moje.

     Co sprawia, że czuję się chwilami nieźle zdołowana. Kiedy jak kiedy, ale jak mam wkrótce oglądać ich przenosiny z perspektywą własnych ciągle odległych i solowych, to mnie trafia. Że tak to oględnie ujmę. Tak, jestem wredna, zazdrosna, zawistna w tym momencie. Nic więc dziwnego, że mam jak mam.

     Oczywiście, że mogę to potraktować jak kolejną ironię losu, małą niedogodność, którą należy przetrawić, pokonać i ulepszyć swe ego. Ale szczerze powiem, że mam już takich sytuacji dosyć, dosyć. Przechodzę przez nie, ale do niczego to nie prowadzi, nie widzę ich końca, nie oczekuję nagrody za zwycięstwo, ale jednak nie pogardziłabym jakimś małym znakiem z nieba, że i mnie się uda. Naprawdę potrzebuję bardzo niewiele.

     A przecież to dopiero początek. W takim tempie to ... i ślub za chwilę będzie i .. dzieci.

     (...)

     Może nie będzie mi tak smutno w moim mieszkaniu. Dziś po raz pierwszy zajrzałam do swojej nowej skrzynki i znalazłam oprócz masy reklam ... jakąś dziwną korespondencję do trzech różnych osób na mój nowy adres! Windykacja kredytów, gruby rachunek za gaz, wezwanie na pocztę po list polecony, list z banku .. Nic nie otwierałam, piorunem muszę wyjaśnić to z byłą właścicielką. Jacyś lokatorzy widma?! Rany julek. Tzn - nie będę tam sama? Przecież wszystko sprawdziłam, dawno nikt tam nie mieszkał, wszystko było ok, najlepszy notariusz itp. Jajka jak berety.

     I jak tu nie tracić dobrego - czarnego - humoru;)

piątek, 16 listopada 2007
Teach Me How To Fight

     Odkryłam parę przepięknych utworów tej jesieni. Pierwszy:

Junior Boys - Teach Me How To Fight

Cudowność leniwej, kojącej muzyki, sexowny głos wokalisty na przemian szepczącego i wyśpiewującego kolejne frazy. Melodia bardzo orzeźwiająca, znakomita i na chłodny poranek i długi ciemny wieczór. Wyłapałam ją kiedyś na 3ce, a ostatnio znalazłam ją na youtube - towarzyszy jej niby amatorski, ale świetny teledysk któregoś z użytkowników - wędrującego z kamerą przez piękny senny Londyn - najpierw przez Tamizę, stacje metra, Soho (mam fotkę dosłownie w tym samym miejscu), podejrzane bezludne zakamarki - nie bardzo wiadomo, czy to wczesny ranek, czy b późna noc czasami, ale na pewno na końcu wyłania się - Świt.

     Nie bardzo czasem wiem, po co jestem. Ale na 100% po to by zobaczyć taki nowy dzień znowu - właśnie tam.

     http://www.youtube.com/watch?v=8PhSpJppLu4

środa, 14 listopada 2007
Inbox

     Nie powinnam się do tego przyznawać i ośmieszać się, ale choć się zarzekałam, że już nie i koniec - znowu piszę z różnymi facetami. Miałam dwa wyjścia: całkiem załamać się albo zwyczajnie iść dalej i taka a nie inna jest ta moja droga. Naiwna i chora (może ja jestem w stanie funkcjonować już tylko w wirtualnych układach?), męcząca i bezcelowa, bo to już bardziej jakiś pierwotny instynkt pcha mnie w to niż zdrowy rozsądek, ale .. przecież tak naprawdę nie mam wielu innych sposobów na poznanie kogokolwiek i gdziekolwiek - tak jak tu.

     Oczywiście nigdy nie będzie to już takie pisanie jak tamto - to już wiem na pewno. Ale wcale tego nie oczekuję. Zbliżają się święta, nie wiem, czy to w związku z tym dostaję ostatnio b wiele wiadomości - niestety, głównie obcokrajowcy, którzy szukają miłej przewodniczki po Polsce, np Anglicy, Irlandczycy (yyy), a nawet Hindus lub pan z Dubaju. Wyszło na to, że jestem kiepską tour guide to nie będę nawet tego rozijać. Piszę dużo z jednym hm hm młodszym chłopakiem z nie aż tak daleka, ale bardziej tak mechanicznie i odruchowo, choć  tematów nigdy nam nie brakuje. Nie chcę się w to wciągać, choć czasem brzmię bardziej dwuznacznie niż on - bo jest raczej refleksyjny i zrównoważony jakkolwiek fantazji mu nie brakuje - ale na pewno nie mam zamiaru się na razie spotykać. Niby podeszłabym do tego o wiele lepiej i rozsądniej niż do wcześniejszych blind dates, ale nie - jeszcze nie. I to kurka chyba nawet nie chodzi o mnie samą - najbardziej mi wstyd, że zbłaźniłam się przed rodziną i nie chcę tego powtarzać. Wyszłam na zdesperowaną panienkę, której znowu nie poszło i teraz pewnie grzeją ze mnie po kątach. Bo oficjalnie nie gadam z nikim na ten temat.

     Kopę lat minęło, a odezwał się do mnie i Felix - facet już nie tylko wirtualny, no i to z kolei ja kiedyś przystopowałam naszą urealniającą się znajomość. A nadal się lubimy. Przysłał mi fotki ze ślubu z piękną a la gotycką trochę Polką - zdjęcia na plaży (mieszkają nad kanałem La Manche), z kościoła i przyjęcia - super! Powinien być już wreszcie szczęśliwy a on nadal jakiś zdołowany - no ja już mu nic nie doradzę. Choć stwierdził, że teraz on chce mi pomóc i .. podsyła mi zdjęcia swoich nieśmiałych kolegów. :)) O jak miło!

     I może być miło. Nie wszyscy musimy zostać kochankami, pożenić się, oszaleć na swym punkcie - można się TAKŻE przyjaźnić, rozmawiać, wspomagać się - bez podtextu. Dla G. było to chyba wóz albo przewóz - strasznie się nastawił i strasznie mnie olał - mogę się tylko wstydzić ale nie mogę mieć mu tego za złe. Tyle, że mnie się on akurat spodobał.

     Ale jest ok. Może trwam tu nadal bo myślę o Twojej historii, Kristi. Nie jedynym netowym happy endzie jaki znam, ale jakoś tak bardzo dla mnie żywym - bo mniej więcej w tym samym czasie rozegrały się nasze stories. Ogromnie się cieszę, że choć jednej się udało i lepiej, że Tobie! 3mam kciuki!! *

19:04, confetti
Link Komentarze (3) »
sobota, 10 listopada 2007
Z Cyklu Letnie Wspomnienia - Malmo

Niedzielny poranek /

Tradycja i nowoczesność /

Umiem to prztłumaczyć! - mały rynek :)

A dzień był szary i mżyło /

Urocza architektura przedmieść /

Liść Opadł

     A może listopad to najlepszy miesiąc? Senny, spokojny, do niczego już niezobowiązujący. Choć, cytując Zwierciadło, na swój sposób ważny:

     "Jesień to czas zbierania owoców, także tych, których nie wyhodowałam. Pokazuje (..) czy po zatrzaśnięciu drzwi za jesienną pluchą nie zostanę całkiem sama .. . Listopad to szczególny egzamin. Pyta o to, kogo nie udało mi się pokochać. "

     Tak. Skoro blians nie wypada najlepiej, wolę gdy tak szybko zmierzcha, gdy można bezstresowo zaszyć się w domu, pracować, gnić do bólu i bez żalu. Tak, w tym miesiącu nie można już niczego udawać, przed innymi ani przed sobą. W grudniu będzie podobnie, zmienią się tylko dekoracje, melodie, nastaną uroczystości. Póki co, jak najdłużej wolę jesień. W weekendy dużo czytam, próbuję uczyć się szwedzkiego, ot tak, dla siebie, dla intelektualnego rozwoju i wysiłku. Może przyda mi się to kiedyś w letni czas, gdy wpadnę do Skandynawii na dłużej niż ostatnio:)

     Piekielnie trudny język :>

     Niedawno spotkałam się z Martiką, dziś z Katie i Katie oh, jest już zaręczona ze swoim lubym! Choć nadal opowiada o nim bez entuzjazmu, że bezrobotny, jedynak silnie kierowany przez swoją matkę, ale zaskoczył ją, dopuścił się znienacka oświadczyn w eleganckim stylu w drogiej knajpie w mieście X. i Katie z zaskoczenia "no tak powiedziała muTak". Wypytywała mnie o facetów i kurka ledwie ukryłam, a może wcale nie, że zaszkliły mi się oczy, jezu drogi, żadna z moich kumpel nie może się dowiedzieć o mojej ostatniej porażce, żadna.

     Stella tymczasem wyszła za mąż za swego Turka i jest w pierwszych tygodniach ciąży. Miała ślub jak chciała, będzie mieć dziecko, dokładnie tak jak marzyła - dopięła swego. Przy odrobinie determinacji i silnej woli można wszystko.

     Przy odrobinie determinacji i silnej woli można wszystko.

    

20:15, confetti
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 listopada 2007
Re-Gres

     No i po październiku, i po jedynym długim weekendzie w tym sezonie. Na początku dławił mnie smut, bo swego czasu miał być to romantik weekend z G, pamiętam jak kalkulowałam po spotkaniu kiedy i gdzie się znów zobaczymy i jak ja wytrwam do tego ponurego listopada. Wytrwałam, tyle że bez tej cudnej wizji, w załamce, nowej pracy, jakoś. W piątek byłam w parku handlowym w poszukiwaniu kafelek i płytek podłogowych. Najpierw przytłoczyły mnie te hangary pełne materiałów budowlanych, mebli, gadżetów wykończeniowych i ludzi, głównie par i rodzin spierających się o odcień ściany w kuchni, ale szybko skupiłam się na zadaniu tj. wstępnym wyłowieniu interesujących mnie wzorów, cen i kolorów do anexu i łazienki. Jak się tak lepiej przyjrzeć to wybór wcale nie jest taki oszałamiający, albo mnie się mało co podoba. Nie lubię żadnej pstrokacizny, rybek albo motywów drobiowych na kafelkach, zieleni, błękitów ... - a to już dużo wiedzieć czego nie chcę. W ikei na pewno warto kupić drobiazgi, tanią ceramikę, ale meble są bez wyrazu a drogie. Zresztą, galerię meblową na razie ominęłam, najpierw położę płytki, potem z czasem będę szukać wyposażenia. Czekam na wycenę mebli na wymiar, zdobyłam też zgodę na wymianę okien. Nie chciałabym białych a ciemniejsze, ale jak zwykle wszystko rozbije się o cenę i kwestie praktyczne - czy ktoś kiedyś kupi bardziej wyraziście urządzone mieszkanie? A z drugiej str, nie myślę na razie o sprzedaży i nie ona ma być moim punktem wyjścia, a to co lubię, co mi się naprawdę podoba.

     Ciężki będzie listopad, ale uparcie i na siłę ćwiczę w sobie nadwątloną ostatnio pogodę ducha, chcę myśleć pozytywnie. Wędrując między panelami a wannami pomyślałam, że nigdy do tej pory facet nie był mi tak potrzebny jak teraz:) nie mówię już o jakiejśtam miłości, ale o wspólnym interesie jakim może być właśnie urządzanie domu, wicie gniazda, i takie tam, facet do remontu, wybierania terakoty i gresu, pilnowania ekip i dobytku, interesie społecznym, bo tak byłoby lżej i o dżizas jak wygodnie, ale ... / Ale. Nie ma letko:)

     Niby zobojętniałam znowu i przestałam się zadręczać, ale chwilami wyłazi ze mnie inna zła myśl. Albo się wkrótce za to co do tej pory ukarzę, albo znajdę frajera i pomszczę to wszystko, raz a dobrze. Mam już plan.

     Jeśli istniejesz, broń mnie panie boże /

    

22:01, confetti
Link Komentarze (5) »