Let me take you on a trip ...
piątek, 25 kwietnia 2008
Monster

     Nareszcie - arcydzieło.

     Film rozdzierający. Makabryczny, ale zadziwiające, że tak autentyczny w każdej minucie i scenie, i Charlize Theron też genialna - ani przez chwilę niesentymentalna, niepatetyczna, nawet z tą dziwną twarzą, której jedynie nie rozumiem, po co? Jeśli bohaterka miała być nieurodziwa - mogli wybrać odpowiedniejszą aktorkę, a nie robić jej tę zagadkową opuchliznę. Zresztą i tak widać, że ma piękne oczy.  

    Zabił mnie ten film, nie umiem nic więcej napisać.

czwartek, 24 kwietnia 2008
Headhunter

      No a w jaki to specjalny sposób zajmuję się TYM?

     Jak to ja, w żaden ofensywny:) Chodzę, tęsknię, dumam i jeszcze mam do siebie o to pretensje. Korespondentów internetowych nie mam, realnych panów na oku - też nie = pustka, pustka. Matta tyle widzę i kontakt z nim mam ile się zobaczymy w staff roomie, często zdarza nam się wymienić parę eleganckich zdań, nawet jeśli rzucam pytanie niby w próżnię przy paru osobach, on zawsze je podchwyci i odpowie, poradzi, ale to jest wszystko gadka szmatka i za boga nie da się tego jakoś posunąć w innym kierunku. Chyba nie załapałam się na towarzystwo z którym się on spotyka, zresztą nie wiem z kim on się w ogóle trzyma, nie wiem do kogo się podłączyć, nie wiem, może na serio ma jakąś kochankę i lata mu spotykanie się z innymi. Dzięki niemu zebrałam parę pochwał za udział w projekcie i tyle tego:/

     Jest więc nieciekawie, ale z egistycznego punktu widzenia powinno mi być lepiej. Katie zerwała na początku roku zaręczyny ze swoim facetem (!!), związek Yo się zupełnie rozpadł, Amerykanin nagle podziękował Barbie za ognistą netową znajmość i zniknął, Ritka w nowej pracy bezowocnie namierza "obiecującyh kawalerów", sama jest też taka fajna Milka ze starej szkoły, ostatnio spotykałam się z nimi na świetnych popijawkach+pogaduchach ale .. nie dodało mi to otuchy, wręcz odwrotnie. Ciężko spotykać się z wesołymi mężatkami, ale singielki prędzej czy później też zaczynają drążyć jeden kultowy temat, analizować, dołować się nawzajem aaach, przygnębienie niebezpiecznie potęguje się i narasta, ojć, boli. Przy mężatkach milknę, bo wiadomo, przy moich soul sisters też, bo .. nie chce mi się już tego rozdrapywać i słuchać, mam ochotę powiedzieć im - spoko laseczki jeszcze będzie nam przepięknie, zobaczycie, bo czuję o dziwo w tym totalnym dole jakiś promyk jakąś tępą pewność, że no kiedyś w końcu ... choć naprawdę powinnam już takie hasła co do mej osoby między bajki włożyć.

     Pamiętacie moją kumpelkę Anję ze starej firmy? Swego czasu sporo o niej tu pisałam, zdarzyło nam się razem wakacjować i generalnie 3mać sztamę. I wiecie co? W ramach tej dawnej zażylości (relacja nasza jakoś mocno podupadła gdy A. zajęła się podyplomówką, ja zmieniłam pracę itd) zaczęłam ją niedawno namawiać, żeby .. przeniosła się do nas do szkoły. Jakkolwiek słabo się kontaktowałyśmy, A. dawała mi czasami jakieś rozpaczliwe sygnały, że nie może już w tamtej robocie wy3mać, a ona jest strasznie ambitna i nie daje sobie rady z tym wściekłym ciśnieniem i czułam, że serio marnie się tam czuje. A u nas akurat odchodzi jedna babka i od razu pomyślałam, że A. mogłaby idealnie wskoczyć na to miejsce! W Wielkanoc zarzuciłam ją masą argumentów, bo wiem, że miałaby tu świetne warunki, możliwość rozwoju i o wiele lepszy klimat pracy. Namawiałam ją z głębi serca, żeby jej pomóc, żeby wrwać ją z rąk Iron Lady (Lady byłaby wściekła o to odejście hahhahhha!) ale nie sądziłam, że A. się zdecyduje, ona jest taka rozważna, bardzo liczy się ze zdaniem rodziny, a ta zapewne nie poparłaby nagłej zmiany pracy. A tu Anja - natychmiast złożyła u nas cv!!! I wiem z przecieków, że ma duże szanse, bo jest na pewno pierwsza i ma bdb opinię, nie zapeszam, nie mówię jej o tym, ale wszyscy którzy uciekliśmy Lady 3mamy za nią kciuki!

     Już się cieszę, bo mogę mieć w tym istotny udział :)) Tylko .. Anja też jest notorycznym singlem. Jeśli do nas przejdzie, będzie jednym z bardzo niewielu oprócz mnie i Matta - uświadomiłam sobie niedawno. Pamiętam jak obie z rok obserwowałyśmy Bastiego, ona nawet bardzo, i jak pojawiła się U. i wkrótce wyrwała go sobie ot bez pytania. Powinnam wyciągnąć z tego stosowny wniosek.

     W ramach starej znajomości ostrzegam więc, że ... (..) .

20:50, confetti
Link Komentarze (7) »
środa, 23 kwietnia 2008
Can U Take My Order Plz

     Wiosna, coraz więcej kolorów, a kiedy popada deszcz ziemia w pobliskim parku paruje odrzającym ciepłem, czuję je na policzkach kiedy wracam z firmy.

     I czuję pod skórą tajemniczą energię, czuję przed snem i zanim się obudzę, w centrum wielkiego miasta i na opustoszałej wiosce, czuję na czczo i gdy się najem i teraz też. Nie mogę przez nią zasnąć, nie chce mi się przez nią budzić i działać. Nie mogę przestać o niej myśleć. Chodzę i przyglądam się facetom jak wygłodniały żebrak smakowitym daniom w eleganckiej restauracji bez grosza przy duszy, bez nadziei, że ktokolwiek zlituje się i choćby goszem rzuci czy kawałkiem suchej bułki. Już i filmów nie oglądam dla fabuły, fabuły mnie nudzą, oglądam i przyglądam się mężczyznom, ich twarzom, mięśniom, temu jak się poruszają, jak patrzą na kobiety, jak się z nimi kochają, jak jedzą, siedzą, nawet jak zabijają. Fabuła mi tylko przeszkadza. Nawet życiowa fabuła mnie irytuje, bo nie mam czasu skupić się nad realizacją mego planu, znalezienia ujścia tej energii.

     A jednocześnie - wydaje mi się, że nie zajmuję się niczym innym. ;)

22:22, confetti
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 kwietnia 2008
Juno

     Film, którego zwiastun zapadł mi w pamięć dużo wczesniej zanim zrobiło się wokół niego głośno w związku z oskarami. I bardzo chciałam go obejrzeć mając nadzieję na uroczą wzruszającą opowieść z ciekawie podanym tematem przypadkowej ciąży.

     No i opowieść jest ciekawa, ale, aach, tak przerysowana i spłycona jak to tylko za przeproszeniem Amerykanie potrafią zrobić! Najbardziej mi przeszkadzała główna bohaterka, aktorka wychwalona/nominowana za tę rolę, dla mnie kobieta, która przyćmiewa wszystkich dokoła swoją zbyt doskonałą grą, jest zbyt na nią dojrzała, ok jak mało kto wiem, że bywają b dojrzałe nastolatki;), ale ta pani nadaje się do dramatów Szekspira, nie do udawania młodej dziewczyny. Ojciec jej dziecka za to - b przekonywująco gapowaty i zaskoczony sytuacją. To rozumiem.

      Reszta to już groteska - rodzice jakich Juno wybiera do adopcji, reakcja rodziny, usg, wyjazd do szpitala - jedno wielkie puste yoł. A to w jaki sposób ciężarna matka zakochuje się w ojcu dziecka - po krótkiej poradzie ojca nagle ni z gruszki wyznaje chłopakowi miłość - to już całkowita porażka, łatwizna, klapa. Jak i cały finał, zieeew.

     Jedno moje wyróżnienie - za rysunkowy początek i wesołą piosenkę przy tym.

     Jedno co zapamiętałam z tego filmu - ja też chcę być (...). /

11:24, confetti
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
You Left Me Alone

     Mami powoli dochodzi do siebie. Mierząc się z efektem pustoszejącego gniazda, z żałobą po ukochanym bracie. Twarz tak bardzo jej wyblakła .. Chwilami zdaje mi się, że jest już całkiem ok, a potem ona ma jakieś nawroty paniki, np nagle wstaje po drzemce i znowu opłakuje Wuja i nic w tym dziwnego, ale jej słowa są bardzo czasem dziwne, chaotyczne, tak jakby zaczęła mówić od środka zdania a ja nie wiem o co jej chodzi, co było wcześniej. Nadal bierze dużo leków, niby je zmiejsza, ale wtedy mówi, że jej gorzej. Na pewno za dużo, bo mylą jej się dni, godziny, fakty, co nigdy jej się wcześniej nie zdarzało. Bardzo tęskni za Melią, Mela jest b zajęta, robi kursy, jeździ w delegacje, rozkręca karierę aż miło, ale rzadko do nas wpada. Mami coraz częściej zachowuje się jak bezradne dziecko. I bardzo samotne. Nigdy wcześniej tak o niej nie myślałam. Często lamentuje - co ja zrobię jak odejdziesz, co ja zrobię.

     A z drugiej strony - mam wrażenie, że drwi ze mnie gdy mówi - a co ty tam będziesz sama robić w mieszkaniu, nie wierzę, że się wyprowadzisz, opowiada ciotkom i znajomym, że ją ZOSTAWIłYŚMY, już domaga się moich kluczy itp. A ostatnio ojciec mi zdradził, że zapowiedziała mu, że wyprowadzi się razem ze mną, będzie mi sprzątać i gotować (!!!). A on jej na to - czy ty nie rozumiesz, że Confetti chce od ciebie uciec.

    Nie przytaknęłam. Nie zaprzeczyłam.

    

19:07, confetti
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 kwietnia 2008
Blizna

    Syndrom niedopchnięcia, niedotknięcia, nieprzytulenia, nieprzygarnięcia, niedopieszczenia, niezagarnięcia. Niedorozwinięcia, aaaa, dobra wystarczy, wystarczy.

    Myślałam, że oto znalazłam na to sposób, na dotyk i bliskość. A w Zwierciadle jak obuchem w twarz reportaż o dziewczynie, która wpadła na to wcześniej - niekochana, zakomleksiona dla odrobiny czułości sypiała jak popadnie z facetami z neta, ryzykując to życiem i zdrowiem i nigdy nie zyskując tego, czego tak strasznie potrzebowała - odrobiny prawdziwego zainteresowania, nie mówiąc o czymkolwiek więcej.

      A co tam. Czuję, że czas ruszyć wreszcie na jakąś wiosenną randkę.

21:32, confetti
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 kwietnia 2008
Diagnosis

     Kobitki, które mają rodziny nie tylko super pracują, ale:

1. biegają na aerobik

2. jeżdżą na (kolejne) studia

3. robią obiady z pięciu dań deseru nie pomijając

4. malują płoty i pergole na wiosnę

5. super się ubierają i malują

6. między innymi.

     Szczerze podziwiam je za to. Mami mówi, że totalnie się zaniedbałam w tym roku, że wyglądam na 40tkę itp (nikt nie umie mnie tak dowartościować jak ona, hihiiihi) ale w sumie nie ma w tym wielkiej przesady. Nie mam ochoty się modnie ubierać, nie mam kasy, nie mam czasu, nic. Nawet Iron Lady ze starej firmy bardzo się na korzyść zmieniła, bo podobno MA FACETA! Oh dżiz! (...)

     Ostatnio jedna z lasek stwierdziła, że to co dolegało dotychczas Iron Lady faceci nazywają syndromem niedopchnięcia. Bardzo rozweseliła tym hasłem towarzystwo.

     Aha:/  Wreszcie wiem co mi dolega?

21:52, confetti
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 kwietnia 2008
Coraz Bliżej

     Za oknem coraz cieplej, w pracy coraz goręcej. Zaledwie miesiąc do matur, a więc nerwowe powtórki, pytanie, żeby złapać jak najwięcej stopni, bo ten semestr jest dla nich b. krótki a ocena b. ważna - na koniec szkoły. A z klasą maturalną, jak na złość, pracuje mi się ostatnio najciężej. Dostałam ją, bo inna anglistka się ich zrzekła. Jedna grupa jest ok, ale druga ... masakra - galeria wyjątkowo bezczelnych dziewuch, z których parę w ogóle nie powinno dojść do ostatniej klasy i już dziś wiem, że matury mogą nie zdać. Zamiast się spiąć, miały w tamtym semestrze fatalną frekwencję (głównie z racji wyjątkowo źle ułożonego planu), a potem pretensje, że mają zaległości. Faktem jest, że i ja się matury dopiero uczę, sama, od doświadczonych koleżanek, ale cały rok zadowalająco realizowałam program, w następnym - mogę tylko lepiej. Póki co jednak - spać przez te girls nie mogę :/

     W dodatku robię kurs na egzaminatora matur i dopiero teraz wiem, jak to naprawdę będzie oceniane i co jest ważne w przygotowaniu. Egzaminator, wow, brzmi dumnie, nie? Dyrekcja wysłała nas, bo w mieście jest ich ledwie paru (część uciekła ze szkół i dlatego), a maturzystów masa. Z jednej str to b naturalne, że skoro zajmuję się przygotowywaniem, mogę z tego i w maju odpytywać, z drugiej ... kurczę, przecież ja sama tak niedawno zdawałam maturę, a teraz będę pisać protokoły, stresować młodzież i decydować o jej przyszłości. Paraliżuje mnie to na max - pierwszy taki maj. Na pisemne już nas nie powołają, ale ustne nas nie ominą:( Najpierw trzeba jeszcze zdać egzamin.

     Kurs bynajmniej nam w tym nie pomoże. Trenerzy są chaotyczni, nie potrafią konkretnie odp na pytania, zaprzeczają sami sobie i sobie nawzajem - szok! Raz traktują ocenianie b libreralnie, do innych prac przyczepiają się o byle bzdurę - jesteśmy zdezorientowani i pełni wątpliwości. Taki kurs powinien trwać z pół roku, nie kilka dni. I to z lepszymi fachowcami.

     O jakich podnieconych nauczaniem teacherów tam spotkałam!! Najpierw szczęka mi opadła, ale koniec końców kiedy ocenianie poszło mi, nie zapeszam, spoko co do punkta - przestałam się przejmować takim typem ludzi, który musi zawsze błyszczeć, głośno mysleć itp - a w sumie więcej gadać niż robić dobrego. Siedziała za nami taka upiorna laska, która z uniesieniem gderała na temat każdego błędu, ale gdy podawano punkty, na jakie trzeba było prace wycenić - zamknęła się na dobre. Ok, ja też się nie cwanię, egzamin dopiero przede mną i boję się go, bo po tak zakręconym kursie - niczego nie jestem już pewna.

      To nieprawda, że matura stresuje tylko uczniów i rodziców!

    

    

14:44, confetti
Link Komentarze (3) »
środa, 02 kwietnia 2008
75 B

     Ale #! Koordynator ogłosił mnie, Matta i jeszcze jedną babkę przodownikami projektu - jako jedyni cośtam popchnęliśmy do przodu, reszta dostała ponaglenie - przy całym gronie i dyrekcji. Hyhyyh:) Miło dopisać sobie plusa, jak się gromadzi głównie uchybienia na swoim koncie!

     Laski z pracy pomyślą sobie - taaa, Confetti, co ona ma do roboty, ani rodziny, ani dzieci, nudzi jej się to się wychyla.

     Nigdy się nie wychylam. Robię w zasadzie minimum, nie wczuwam się, nie poświęcam, sprawdzam prace tuż przed terminem, odlekam przygotowywanie się itp - że się tak w swe małe piersi miseczka B uderzę :)) Wiem, że pracowałabym znacznie lepiej i więcej gdybym miała rodzinę. Co nie znaczy, że się nudzę, mam ostatnio tyle pracy w pracy i poza (np remont), że jak to przetrwam, to wstawię osobny wpis o tym. Obiecuję.

     Czy to znaczy, że znalazłam jakąś motywację i inspirację ostatnio?

     Ależ skąd, ten punkt to czysty przypadek! ;)

19:28, confetti
Link Komentarze (1) »