Let me take you on a trip ...
poniedziałek, 30 lipca 2007
Paris 5

     No i ostatni zestaw fotek z Paryża, już nie będę Was nimi więcej męczyć:)

Bardzo lubię te podziemne miasta wielkich stolic - tu metro francuskie /

I wspaniałe witraże - najsłynniejsza katedra Francji /

Tu również Notre Dame /

Spacerkiem przez most na Sekwanie, widok na Conciergerie - pałac więzienie m. in. Marii Antoniny /

Biegiem przez świątynię sztuki - Luwr


I królestwo witraży - La Sainte Chapelle /  I poniżej \

Ponad 600 m kwadratowych kolorowych szkieł opowiadających historię ludzkości /

Panteon - wdzięczna ojczyzna wielkim ludziom /

Chwila oddechu w Ogrodach Luxemburskich /

Bukiniści w Dzielnicy Łacińskiej /

A na koniec - esencja francuskiej tradycji i nowoczesności czyli Plac Strawińskiego /

     I tu dobiega końca powtórka z rozrywki w Paryżu i okolicach. Może trochę rozległy ten mój fotoreportaż, ale ta wycieczka to zawsze było moje wielkie marzenie i musiałam się tym nacieszyć. Teraz marzę o tym, by na spokojnie tam powrócić, tam + zobaczyć i inne piękne rejony Francji. I parę innych krajów. A potem - by móc się podzielić z Wami tymi wrażeniami. Bo to jest największa frajda. Au revoir!

10:16, confetti , My Eyes
Link Komentarze (1) »
piątek, 27 lipca 2007
Wkrótce

     Nasze pisanki z panem G. stały się nagle bardzo mało przyzwoite. Wobec powyższego jakoś mam ostatnio problemy z zasypianiem i koncentracją i ogólnie z myśleniem o kim/czymkolwiek innym niż on. A tu jeszcze napisał mi, że zarezerwował dziś bilety do miasta X. pod koniec sierpnia i przylatuje na 4 dni, oh dżizas, ohhh, nie wiem już czy jestem bardziej przerażona czy podniecona, nie no bańka mi pęknie zaraz z wrażenia. Na szczęście za tydzień jednak wyjeżdżam nad morze tak na 10 dni z Barbie, uuff muszę wyjechać choć na trochę, bo mam wielką ochotę odpocząć od domu, kredytu i wszystkiego po prostu. Ano właśnie - kredytu - najwyraźniej jego przyznanie wypadnie mi jak w twarz uderzył w tym czasie jak pojadę, kurka, nie wiem jak ja to rozegram, terminu urlopu nie mogę zmienić i koniec, bo B. nie może jechać w innym czasie, a jak nie B. - to po prostu nie mam z kim.

     4 dni, 4 dni ... Wczoraj przeczytałam w jakimś babskim poradniku, żeby nie iść z facetem do łóżka wcześniej niż po 3ej randce ... Hm, teoretycznie w trzy pierwsze dni zdążylibyśmy odbyć te zalecane 3 spotkania ... ;)

     Ludzie, co ja tu wypisuję!!!

22:57, confetti
Link Komentarze (6) »
środa, 25 lipca 2007
Sekretarka

     W jakiejś mierze kultowy film wielbicieli bdsm. Mimo szalonego umysłu nie zaliczam się do owej grupy ludzi, lubię jednak czasem weryfikować kultowość no i pikantność też lubię, zakupiłam zatem owe dziełko. No i bomba - świetny film! Mimo że owszem podejmuje temat niebezpiecznych zabaw, ukazuje go w sposób daleki od wyuzdania, a przy okazji niesie całkiem ważne refleksje na temat miłości i bycia sobą. Mamy tu zaledwie jedną scenę sm - szef okłada pupę swojej podwładnej, 3 razy samozaspokajanie się, no i piękna pełna czułości scena miłosna finałowa, tylko tyle. A jednak jest w filmie ostre napięcie, sadomaochistyczna relacja dwójki głównych bohaterów jest faktem, nie mówiąc o tym, że dzieje się na płaszczyźnie szef - sekretarka, co w obecnych czasach jest wybitnie niepoprawne politycznie, społecznie i ogólnie - be. Tym bardziej zaskakuje, że w sekretarce Lee, pokręconej wielbicielce zadawania sobie bólu, rodzi się autentyczne wielkie uczucie wobec jej "oprawcy". A może nie zaskakuje? Skoro to jest to co ona naprawdę lubi, taka jest i tyle, i to on ją taką odkrywa, uzależnia od siebie słowem rozkochuje na zabój. Fabuła naprawdę mnie o tym przekonała, choć nie wiem czy kiedykolwiek pojmę ten dziwny mix miłości namiętności i przemocy. Czy przyznam się do tego, że można to pojąć?

     Film poruszył mnie bo okazał się chwilami tragiczny, chwilami komiczny a ostatecznie - potrafił naprawdę mnie pokrzepić refleksją jaka mnie naszła, że nieważne jak jest się "dziwacznym" osobnikiem można pędzej czy później znaleźć swoją wielką prawdziwą miłość, z którą można realizować swoje najbardziej osobliwe hm pasje:) Urocze podsumowanie, co?

     Świetna gra aktorów (nieomal teatralna), fajne b kolorowe obrazy i super muzyka! Ot taki ciut ambitniejszy komediodramat romantyczny. Na wakacyjny czas - b polecam:)

 --- recenzja  http://www.filmbox.pl/filmy_recenzje,373,81.html

     Najpierw Pianistka, teraz Sekretarka, same neurotyczki, hehehhe. Kolej na Nauczycielkę? ;)

poniedziałek, 23 lipca 2007
Got a Brain Like Bubble Gum

     Jeśli dłużej będę się tak excytować tymi kredytami to pęknę, pomyślałam i w sobotę rzuciłam wszystko, pojechałam z Melią do miasta X. połazić, choć głównie po to by kupić sobie szkła kontaktowe, taak, niczym bohaterka Greckiego Wesela, która chce się przeobrazić na lato, hyyhy, ale nici z tego. Mimo wielu prób pod okiem okulisty, siory, a potem ćwiczeń indywidualnych w łazience w domu - za chiny sobie tego do oka nie włożę, ale wstyd. Niby nie mam żadnych tików ani widocznych poza szczęką objawów nerwicy, ale górne powieki tak mi latają przy jakimkolwiek majstrowaniu palcem w oku, że aż dziw. Wściekłam jestem, wydałam 50 zeta na wizytę i co, w błoto:(

     W hipermarkecie nakupiłam sobie miłosno namiętnych filmów dvd, recenzje wkrótce.

     Potem spotkałam się ze Stellą, ona naprawdę wychodzi za tego Turka, ma już białą sukienkę i cały plan i ... tylko wygląda na tak smutną i przybitą, że aż żal mnie bierze. Zrozumiała, że to już nie żarty, że skoro sobie to tak wymarzyła to ma, ale niepewna jest tej przyszłości w Istambule, już teraz przebąkuje coś, że jak się nie uda, to po prostu wróci, jest silna, poradzi sobie. A tu i tak nic ją już nie czeka, tam wielki stres, oderwanie od kraju, rodziny, niejako drugie całkiem nowe życie, ale woli to od stagnacji tutaj. Niepokoi mnie to, ale cóż mogę jej powiedzieć. Ma obawy, ale zdecydowała się, nie czas już dyskutować. Szczególnie, że ona nie może już żyć bez sexu i .. (hm nie chciałabym sądzić, że to jest podstawowy motor, który pcha ją w tę historię) dziwi się jak ja daję sobie bez tego radę.

     Ano daję, skoro muszę. Poza tym kupiłam sobie dużo miłosnych filmów - pokazałam jej swój zakup:)

     Drogi bank zaakceptował pozytywnie mój wniosek o kredyt, licho się na to ucieszyłam do słuchawki, pani załatwiająca jeszcze nie wie dlaczego. Ale go nie wezmę.

      Nagle zaczęłam zastanawiać się nad wyjazdem, przez to że nie mam z kim to uparcie odsuwałam tę myśl, a teraz mi żal, wakacje są tylko raz w roku, a odpoczynek choćby krótki naprawdę mi się należy. Po wycofaniu się dwóch dziewczyn chętnych na wyjazd (pracują zagranicą) została tylko Barbie, b ją lubię i ona bardzo mnie, bardzo przeżywała, że odchodzę z firmy, bo naprawdę mocno się zżyłyśmy w pracy i nadajemy na podobnej fali, ale .. Kurka, jakoś serio nie palę się do urlopu z jedną koleżanką, i tylko z jedną, dziwnie tak i czasem myślę że hm niestosownie;) nie?

     Pan G. ma jakieś kłopoty z wzięciem wolnego na przyjazd :( Niby w pierwszej chwili odetchnęłam z ulgą, ale ...

     Nie mogę przestać o nim myśleć.

    

21:10, confetti
Link Komentarze (5) »
piątek, 20 lipca 2007
Pamiętnik Kredytobiorcy

     Upał trochę zelżał, znów jestem w stanie poruszać się, myśleć i pisać. To już nieomal połowa wakacji, jak dotąd prawie codziennie wypełnionych walką o mieszkanie i kredyt. Najpierw w jednym banku, teraz w drugim. Ten, który tak ochoczo zgodził się ulgowo potraktować moje wypowiedzenie okazał się bardzo drogi, taki który może mi wkrótce wywindować odsetki, liczy sobie bowiem b wysoką marżę, jakieś tajemnicze ubezpiecznia i prowizje, a ja przecież biorę kredyt sama, nie mogę dać się wpuścić w jakiś kanał na kolejne 30 lat. Od początku nie miałam do niego zaufania, głównie przez bardzo zakręcone dwie babki obsługujące jego filię w Dziurce, kobiety zupełnie niezorientowane w swoim fachu, które nie umiały odpowiedzieć mi na podstawowe pytania = szok, ale nie miałam wyjścia, zaczęłam tam załatwiać, bo w CHF, bo niby i tak będzie taniej, jakoś to będzie. W pewnym momencie potrzebne były papiery z mego banku, w którym mam konto i lokaty, banku, który ominęłam bo daje kredyty w PLN, a skoro każdy bierze dziś we frankach, chciałam i ja.

     I tu nagle mój bank b zainteresował się moją sprawą, głównie pewnie dzięki mamie Aszi, która tam pracuje i jest niejako naszym rodzinnym doradcą. Zaangażowała w to swoją kierowniczkę i inne babki, które w ciągu trzech dni zaczęły mnie obskakiwać i przekonały mnie, że tamten bank jest b ryzykowny, a kiedy pokazały mi faktyczną umowę i rachunki przerażonej kosztami osoby, która zwróciła się do nich o pomoc, włos zjeżył mi się na głowie. Może po części to walka o klienta, ale odniosłam wrażenie, że się naprawdę przejęły i chcą mi pomóc, same mnie wzywały i doradzały. Poraziła mnie ich fachowość i kompetencja, wreszcie zaczęłam coś rozumieć o co w tych kredytach chodzi. Możecie się śmiać, ale serio nie ma mi kto obiektywnie doradzić, każdy chwali swój bank gdzie wziął kredyt, a banków jest od groma. W domu mogę liczyć tylko na Mami, choć ona nie ma pojęcia o hipotekach, jest jednak bardzo w tym przy mnie, bardzo cieszy się z tego mieszkania. W ogóle się cieszy, jedna córa znalazła partnera, druga ma szansę na swój kąt, drgnęło coś w tym naszym zastanym rodzinnym krajobrazie.

     Ja się strasznie i dziko ucieszę, jak odbiorę klucze. I jak odmówię temu pierwszemu bankowi. A głupio bedzie, bo już Melia się u nich w tym roku starała, przyznali a nie wzięła kredytu, bo wykiwali ją z mieszkaniem. A teraz ja podziękuję. Mogłam od razu iść do swego banku! Dają w PLN, ale za to jeden z najtańszych. Wolę płacić więcej niż we frankach, ale spać spokojnie.

     Ale nudny wpis, obiecuję ciekawsze:))

18:33, confetti
Link Komentarze (5) »
czwartek, 19 lipca 2007
France 4

     Następna odsłona powrotu do Paryża w środku wakacji:

Sala teatralna w Wersalu /

Komnaty pałacu w Wersalu - tu bardzo skromny pokoik /

Ogród przy pałacu / (mam tu wiele lepszych ujęć, ale niestety jestem na nich:))

I znów w stolicy - nowoczesna dzielnica la Defense widziana z Łuku Triumfalnego /

I sam Arc de Triomphe /

Hôtel des Invalides - przepiękna kopuła nad sarkofagiem Napoleona /

Jedziemy windą do nieba /

Wspaniałe widoki z najsłynniejszej Wieży świata /

Znowu na ziemi, a dalej jakby w raju / Uwielbiam ażurkowe wzorki, długo stałam tu oczarowana ...

Tak, to był raj - rejs po Sekwanie, szkoda tylko, że nie umiem robić zdjęć nocnych, statyw w pędzącym naprawdę szybko stateczku też niewiele by pomógł. Zresztą, żadne fotki nie oddadzą uroku tej wyprawy :)

14:40, confetti , My Eyes
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 lipca 2007
Ono

     Doroty Terakowskiej. Wieeem, literatura niskich lotów, od początku wie się jak się skończy, z jasnymi do bólu oczywistymi przesłaniami, a jednak wciągnęła mnie tak, że połknęłam ją w jedno popołudnie. Wreszcie wiem co to za książka, po którą ustawiały się babki w kolejce w naszej blibliotece. Sprawnie, gładko napisana i z pomysłem, choć pomysł nie autorki, a jej córki, która wymyśliła taki scenariusz filmowy.

     Opowieść wciągnęła mnie, bo jest o dziewczynie z dokładnie takiego miasteczka jak moje, nawet ma tyle samo mieszkańców. O przeciętnej zwyczajnej osobie w nieciekawej sytuacji, która bardzo bohaterkę irytuje, a nie umie nic z tym zrobić. O zmianie, która następuje. O kiełkującym nowym życiu i macierzyństwie, które mnie coraz bardziej fascynuje i nie wiadomo, czy kiedykolwiek nadejdzie. O przedziwnych relacjach w jednej zwykłej rodzinie, jakich i w mojej nie brakuje. O uczeniu się miłości.

     Naprawdę mało odkrywcze te prawdy jakie zapodaje autorka, ale na tyle ważne, że warto je sobie napisane czarno na białym w środku lata, roku, życia - przypomnieć.

22:15, confetti
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 lipca 2007
France 3

     Znowu we Francji, tym razem już w Paryżu:

Wielkie miasto, wielkie domy /

Całkiem zwyczajne okolice Moulin Rouge /

I niezwyczajnie piękne widoki spod bazyliki Sacre Coeur (z wyjątkiem śmieci:) /

Artyści ze wzgórza Montmartre /

Supermarket erotyczny ;) /

Dzielnica uciech w pełnym blasku /

Kilkupiętrowa kraina najdroższych torebek /

14:20, confetti , My Eyes
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 lipca 2007
Zlot Czarownic

     W ostatni weekend zaprosiłam do siebie me kumpelki z LO, naszą wesołą grupkę, która mimo upływającychlat, różnych obowiązków i związków trwa razem, wspiera się i nadal żywo przyjaźni. Rzadko jednak udaje nam się spotkać wszystkie pięć, często się widzimy w różnych układach po dwie, trzy, ale żeby wszystkie - to jest naprawdę święto. Jakoś tak to znowu wyszło, że u mnie, bo każda z nich jest z pobliskich ale różnych miejscowości, a że poznałyśmy się w szkole w Dziurce Małej, to u mnie. Narobiłam sałatek, nakupiłam przysmaków, dziewczyny nawiozły wina, słowem zapowiadało się wyśmienicie, gadanie do rana, a może dłużej.

     No ale - Katie w sobotę nie dojechała, bo niby kłopot a autem, a może z facetem, bo był u niej i hm hm wiadomo. Z Katie byłoby inaczej. Była reszta girls, wszystko szło ok dopóki Yo mnie nie wkurzyła. Jestem znana wśród tych girls z tego, że lubię jakieś pikantne historie, skojarzenia itp, wiecie, miałam tak od liceum, mam tak dalej, żarty dla żartów, nic więcej, zresztą ostatnio mi one nie w głowie skoro jestem sama to brzmią one raczej żałośnie, więc je zarzuciłam. W ferie byłam u Yo, fajnie wtedy pogadałyśmy i o jej wreszcie złapanym facecie i o życiu, czyli spoko. A przy dziewczynach ona nagle zaczęła sobie po mnie jechać, z moich żartów i w ogóle ze mnie. Najpierw puściłam to mimo uszu, wino buzowało mi w głowie, humor miałam przedni i za nic i z byle powodu nie miałam ochoty go sobie popsuć, buc nie jestem, znam się na żartach, ok. Ale mijały godziny, a ta ku mojemu zadzwieniu nadal do mnie pije, żart zmienił się w czystą kpinę, mi naturalnie mina lekko zrzedła, ale spox, myślę sobie nie dam się sprowokować i nic nie mówię, wino ze mnie wyparowuje, a wtedy człowieka chwyta jakiś żal i smutek, Yo dalej swoje, a Martika i Rita na to nic. Bo w naszym teamie żadne kłótnie czy zatargi nigdy nie miały miejsca, nigdy przez te naście już lat. No to ja i w imię tego, no i jeszcze jestem gospodarzem - nic tylko dalej siedzę, ale już nerw mnie dusi od środka. W końcu przegięła i nie wytrzymałam. Nawet się specjalnie nie uniosłam, powiedziałam tylko jedno zdanie. Zapadła nagle przeraźliwie długa i niezręczna cisza, którą przerwała dopiero Ritka swoim - no to chodźmy zapalić i poszłam z nią na balkon, niee, nie miałam nastroju palić, w ogóle nie miałam już na nic nastroju. Ritka coś mi nadawała, że jestem zmęczona i przewrażliwiona i nie mogę się przejmować bzdurami, bosze, jasne, że nie, bzdurami się nie przejmuję i ostatnia rzecz na jaką bym się odważyła przy gościach to jakieś ot sobie fochy, zanim zareagowałam myślałam nad tym wszystkim, czy nikt mnie nie uzna za głupią obrażalską itp, ale - dlaczego ktokolwiek miałby mi docinać? Jedyny błąd mój, że zaregowałam za późno, wtedy dałoby się to serio obśmiać i tyle.

     Potem atmosfera całkiem się jakoś zepsuła, mi już nie zależało na ratowaniu sytuacji, zwinęłyśmy się spać. Rano w niedzielę dojechała do nas kwitnąca Katie, którą tak niedawno pamiętam pocieszałam rozmowami po knajpach, gdy była zdołowana bo sama, teraz wkroczyła radosna i nawijała z dziewczynami, ja nie miałam czasu nawet chwilki z nią pogadać, bo nosiłam zastawę i potrawy, a potem szybko musiała jechać i Martika także, szybko zwinęła się też Yo, która na peronie rzuciła mi tylko na pożegnanie, że nie powinnam się tak przejmować i odjechała.

     Posiedziałam jeszcze dłużej z Ritką, wypiłyśmy piwko, pogadałyśmy sobie. A może ja naprawdę jestem nie do ludzi - przestraszyłam się.  

    

12:08, confetti
Link Komentarze (2) »
czwartek, 12 lipca 2007
France 2

    I kolejne obrazki z podróży:

Zamek nad Loarą - Chambord /

Zachód słońca w Normandii /

Kręte uliczki Mont Saint-Michel /

W górę skalistej wyspy /

I jeszcze wyżej /

Ocean w dali /

Zamieszkać tu choć jeden dzień ... /

Opactwo na szczycie granitowej góry /

Najpiękniejsze nocą /

21:52, confetti , My Eyes
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2