Let me take you on a trip ...
wtorek, 29 lipca 2008
Frank/Back to Black

     Tego lata odkryłam muzykę Amy Winehouse, wiecie, tej od wielkiego czarnego koka+ koki wciąganej na występach, dziwnych strojów, skandali - taką ją znałam z Pudelka (tak, czytuję:) i postanowiłam sprawdzić jak/co może śpiewać owa artystka.

     Na początek obejrzałam ją na youtube (ale lepiej jej słuchać niż oglądać,hyh), potem za jednym zamachem zakupiłam 2 cds jakie dotąd wydała. I powaliła mnie na kolana!!

     Słucham jej na okragło i nie mogę stwierdzić, która z płyt jest lepsza, co już świadczy o ich sile. Obie są niby b różnorodne a jednolicie ciekawe, podobne stylistycznie a co rusz zaskakują. Mnie zagorzałą fankę electro oszołomiły niezwykłą mieszanką nu jazzu, soulu, swingu, reggae, dźwięków jakby z lat 50tych, melodii w oldskulowym stylu londyńskim, a chwilami żydowskim (z racji pochodzenia Amy), ambitnych ale przystępnych, znakomitych do puszczenia w tle jak i do wspólnego z nią śpiewania.

      Choć głos Amy jest nie do podrobienia! Silny, w balladach nostalgiczny i zmysłowy, w innych utworach drapieżny, a bardzo często - rozbawiony i radosny, mimo całej tragicznej otoczki, jaką sama na własne życzenie roztacza. No bo chyba na narkomankę dla rozgłosu się nie stylizuje. Budzi skrajne emocje, najczęściej ubolewanie nad marnowaniem wielkiego talentu albo niesmak. Mnie ujęła autentyzmem, różnorodnością melodii no i magicznym smutkiem. Autodestrukcji i emocjonalności oczywiście.

      Tylko posłuchajcie:

http://www.youtube.com/watch?v=aygAu1x2uQo

     Bardzo nostalgiczny utwór, ale to tylko jedno z wcieleń Amy, nie da się jej podsumować jedną piosenką, nie.

     Może i jest patetyczna, tandetna i szorstka. Ja ją kupiłam i czekam na każdy jej nowy album!

poniedziałek, 28 lipca 2008
Teleexpress 2

    Aby dopełnić tu obrazu nędzy i rozpaczy w jakiej jestem dodam, że:

- uzależniłam się od wcale niemiękkiej pornoidusznografii

- nie zdołałam rozwinąć nawet netowej znajmości z facetem, podczas gdy Ritka wróciła do swego byłego (nadal nadużywa on %, ale "nie ma to jak gorący facet w łóżku"), Yo pracując w gazecie wyrwała przystojnego prawnika (udzielał jej porad do artykułu), Katie od niedawna chodzi z hm mocno dojrzałym inżynierem, ale ona takich lubi, Martika i Piter zawsze razem, mają cudnie urządzone mieszkanie, wypieszczone z bibelotami w stylu lampki z ikei i stara maszyna do pisania.

- Stella urodziła ślicznego chłopczyka i świata poza nim nie widzi

- Barbie wyjechała do Włoch na kolonie i ma tam na oku jakiś ideał faceta

- Lina z racji wakacji odnowiła swe życie zmysłowe z mężem

- Milka spiknęła się z facetem z neta, tzn młodszym od niej chłopakiem, który na początku wydawał mi się niespecjalny, ale on ponoć bardzo o nią zabiegał i teraz widzę, że super z nich para

- Melia ze Snejkiem to w ogóle jak stare dobre małżeństwo i M. jest bardzo szczęśliwa co widać na kilometr

- itd itp

- jasne, że mnie to wszystko cieszy (no oprócz punktu nr 1;), dużo się z nimi spotykam (no oprócz Stelli), grillujemy, pijemy, plotkujemy, ale aaah :)))

  Nie powinnam pisać! A jeszcze napiszę.

12:05, confetti
Link Komentarze (6) »
niedziela, 27 lipca 2008
Teleexpress

     Pomyślałam, że jak teraz nie napiszę to jesienią tym bardziej nie nadgonię zaległości. Choć w sumie nic takiego się nie działo i nie dzieje, nie ma czego nadganiać:)

     Przestałam pisać, bo na przełomie czerwca/lipca wpadłam w srogi dołek, jakiego nie chciałam tu demonstrować. Zamiast się cieszyć końcem roku szkolnego naszła mnie fala lęków i przygnębienia bo (w telegraficznym skrócie):

- słabo poszły mi matury, nie było jeszcze oficjalnych zestawień, ale już się palę ze wstydu+miałam straszne poczucie winy za tych parę osób, które wiem, że oblały i dosłownie spać po nocach nie mogłam

- po tym przekręcie z dodatkową kasą jakiej domagali się robotnicy i klątwie mamy rzuconej na mą nową drogę życia -- strasznie odrzuciło mnie od myśli o przeprowadzce, po prostu robiło mi się niedobrze jak o nim myślałam, mniej więcej tak samo jak myślałam o pozostaniu z rodziną -- poczułam się w totalnej ślepej uliczce

- tym bardziej, że zostałam bez grosza nawet na najważniejsze meble, zalegam z dwupensyjnym rachunkiem za meble w anexie a kolejnego kredytu wziąć nie mogę

- kredyt mój po roku okazał się b. drogi. Melia (na spółkę ze Snejkiem) płacą w CHF ledwie 100 zl więcej za o wiele większe mieszkanie niż ja za to, do czego nadal nie mogę się wprowadzić -- kurfa mać

- starych mebli ze swego pokoju nie wezmę bo są skandalicznie stare (młodzieżowe), poza tym muszę je mieć w domu, bo i tak sama dużo siedzieć w nowym nie będę

- bo, co już nikogo nie zdumiewa, nadal jestem sama

- tracę stare dobre poczucie humoru w stylu Bridget J.

- nigdzie nie wyjeżdżam, bo nie mam pieniędzy

- ze stresu chyba no bo z czego o cały miesiąc za3mał mi się ostatni okres poprzedzony nieustannym 3tygoniowym bólem w dole brzucha, który paraliżował resztki mej życiowej energii. ale do ginekologa nie poszłam i nie pójdę!!

- w domu sytuacja jest ostatnio nieznośna, mama ma jakieś dziwne napady newicowej migreny, b narzeka, od rana płacze i zawodzi. Generalnie dużo i wnikliwie z nią rozmawiam  (dlaczego? co jest powodem?) ale czasem - wychodzę

- Matt na chwilę przed tym jak miałam mu wysłać jakąś przemiłą wiadomość w reakcji na jego smutny profil na nk - opis swój nagle odmienił, na taki, że nie ma wątpliwości, że nie jest już sam. a ze mną nie jest :/

- hm, w sumie doszłam w tym zestawieniu do chwili obecnej = wychodzi na to, że nadal jestem w dołku - w środku najcudniejszego czasu w roku ...

- = nie powinnam więcej pisać!

     Buziaki dla wszystkich wielbicieli (majagola&co:)) !!