Let me take you on a trip ...
czwartek, 30 lipca 2009
Mixed Signals

     Szafy wyglądają nad podziw dobrze! Wcale nie robią wrażenia brył masywnych. W sklepie ich kolor wydawał mi się tandetny, w blokowiskowym świetle zmienił się na całkiem szlachetny, o dziwo. Świetnie pasuje do drzwi i framug. Mogę więc śmiało zamawiać resztę mebli. Dziś byłam je zobaczyć z rodzicami - kiedy w mieszkaniu jest więcej osób niż jedna, hałas zza okna nie jest tak uciążliwy - niknie przy rozmowach, to jasne. Rodzice zachwyceni, choć jeszcze wczoraj słyszałam ich szepty na dole w domu typu "co się dziwisz, że się nie cieszy", "siądź tam i siedź sama, co tam robić". Niby mnie wspierają, ale wiem, że się mnie wstydzą i mają to za mój kolejny szalony pomysł.

     Sąsiedzi z klatki też pewnie szemrają, ale co się tam zjawię od razu chcą się integrować. Jak wnosiliśmy meble jedna pani przypadkiem przybiegła z ... naszyjnikiem, by jej zapiąć, dziś zamawiałam im pizzę na obiad, bo prosili, by przedzwonić. Bo to wszystko są starsi ludzie .. nie można oczywiście dać im wleźć na głowę, ale w mojej sytuacji bucem być nie mogę, abym miała do kogo usta otworzyć i również kiedyś poprosić o pomoc. Młodego, tajemniczego sąsiada a la ten kolega sędziny z M jak miłość - nie namierzyłam, boo :))

     A szkoda, bo przy takim tempie integracji może nawinąłby się kto od razu na wesela. Tak, wesela, bo z miesiąc temu zapro dostałam też od Miss S. Impreza niestety jest wyjazdowa, full wypas, noclegi zapewnione, ale taki numer solo to porażka = muszę odmówić. W sumie S. tylko mnie i Linę zaprosiła z pracy= niby oczywiste, bo b. się kumplujemy, ale i wyróżnienie. Mogę się przykleić do Liny i jej męża, ale we troje spać i tańcować nie będziemy :)) Poza tym, z rodziny S. na stówkę będą na weselu moi obecni uczniowie - natychmiast cała szkoła będzie miała temat. Niby jeden z setek plotek jakie tam krążą, ale zawsze mi to negatywny wizerunek wzmocni. Co by nie mówić. Jedno wesele w sezonie mi wystarczy :))

     Sukienkę zakupiłam tę, o której pisałam - czekała nadal na mnie. Wiele różnych jeszcze przymierzałam, ale w niej wyglądam olśniewająco, a co - pokadzę sobie sama. W dodatku w związku z pomyłką różnych sprzedawców, którzy mi ją pokazywali - dziś dostałam ją 50 zl taniej niż kosztowała. Trochę było mi niezręcznie, ale to nie ja się perfidnie targowałam, tylko pan się uparł, że sprzeda tak, by klient był zadowolony. Ano jestem !

     Mało bardzo śni mi się w te wakacje, bo licho sypiam, ale dziś śniła mi się wyraźnie jakaś wycieczka firmowa i Matt na niej - zmoknięty, wymięty i z piwem. Oh. Może ma facet poważne kłopoty?? No bo to wprost niemożliwe, by gość z taką niby osławioną klasą (wg powszechnej opinii, nie mojej, hehe) nie odezwał się dotąd ni słowem. Nie by mnie ciągać na randki, na sex, na lody, tylko po prostu - bo tak by może raz wypadało. No ale jakbym miała się znowu podkręcić takim bowypadało spotkaniem, to faktycznie lepiej nie. Może ogół godny jest jego klasy, ale ja nie? Czytuję nawet porady dot. flirtowania na mej ulubionej zboczonej stronce i experci zgodnie twierdzą, że gości, którzy wysyłają sprzeczne sygnały należy zdecydowanie wykreślić, bo to strata czasu. Oh. A może on naprawdę ma problemy i ja swoją wspaniałą intuicją je dziś wyczułam?? Może powinnam się jakoś niewinnie odezwać? Po takim śnie? Co wy na to, moje drogie?

    

    

17:52, confetti
Link Komentarze (18) »
wtorek, 28 lipca 2009
Szafa Gra 2

      

      Nie jest to jednak wcale po to, by coś komuś udowodnić, tylko dla siebie samej. By być wreszcie szefową własnej kuchni (nawet jeśli miały by to być zupki z torebki), no i własnych w pełni decyzji, wreszcie. Nawet Lina, która jest przecież ode mnie parę lat młodsza, orzekła wprost, że w pewnym wieku nie wypada kisnąć z rodzicami, że faceta ciężko normalnie zaprosić (żadne odkrycie, ale jak ktoś ci to mówi, to zaczynasz myśleć) itp. Hehe, w ogóle ciągle piła do sexu. Kiedyś, przyznam, i ja miałam to na myśli marząc o swoim lokum - tzn ożywienie życia erotycznego, ale teraz nie myślę o dzikich orgiach tam :)) Nie miałabym na to siły i fantazji. Lina piła też śmiało do sexu z .. Mattem, od czego odganiałam się jak od muchy. Ale chyba słabo. Bo Lina stwierdziła, że wyglądam na leciutko zawiedzioną całą sytuacją i że pewnie liczyłam na coś więcej. Na sex?? Hm .. Nie dam głowy, czy nie myslałam właśnie o tym zamawiając pierwsze szafy. Ale obojętne mi już było, czy zdołałam się z tego wyłgać Linie czy nie. Nie ma o czym gadać, drugi tydzień mija jak wrócił do kraju i nic, zero i cisza :/

     T. za to wybrał (kolejny) termin nadlotu nieomal w datę .. ślubu Melii ! Co oczywiście nie weszło w grę, mimo iż wolałabym resetujące bzykanko z nim zamiast tej koszmarnej uroczystości. Zaczął więc zawiedziony bąkać coś o .. przyszłym roku. Ale to nie ja przecież ciągle zmieniałam plany!! Teraz obecnie niby wyjechał z córką na mistrzostwa soccera czy ch wie gdzie. A miał nadjechać na dniach. Byłam już tego tak pewna, że zaczęłam brać pigułki, bo z moim szczęściem .. lepiej na dmuchanie dmuchać. Wczoraj wzięłam ostatnią pill, źle się po nich czułam, bóle i nudności, a kochanka jak nie było tak nie ma. Też byłam zawiedziona, ale czułam jednak i ulgę. Ostatnio niby zmienił plany specjalnie dla mnie, lecz nie dopytywałam się o nie póki co.

     T. ma taką fantazję, bym czekała na niego naga, wystraszona, podexcytowana w ..  szafie. Jutro będę miała skręconą piękną i narożną - od jutra to ćwiczę :))

    

22:21, confetti
Link Komentarze (8) »
Szafa Gra 1

     Taraaam, po roku od remontu zakupiłam pierwsze szafy do mojej dziupli. Pech/los/traf chciał, że do połowy lipca były w promocji pewne elementy z zestawu meblowego, który jako jedyny chyba na rynku (zrobiło się rekonesans) najlepiej się w mój mały metraż wkomponuje - jasny, solidny, z nadstawkami = drogi, ale naładuję tam szmat aż po sufit! Mówię tu nie o salonie ofkors, tylko o mniejszym pokoiku, który odpowiednio zastawiony będzie robił za sypialnię, garderobę, gabinet (sgg) na?raz. Spisałam go na zagracenie, ale są tam jedyne drzwi poza łazienką = będzie można ów bajzer zamknąć, a w salonie zachować zdrowsze proporcje i pozory stylu wstawiając tam moje upragnione witrynki oraz komody. Jednakże salon (śmiesznie to brzmi, ale zostańmy przy tej nazwie) urządzać będę w miarę napływu gotówki (= jak w końcu wezmę drugi etacik i będę w weekendy śmigać na rurce w Berlinie ;)), a jeśli umebluję sgg i kupię lodówkę spokojnie można będzie tam zamieszkać.

     No, prawie spokojnie ... wszystko sobie przepracowałam co do wprowadzenia się tam,  że solo, że ciasno itp, bardzo jednak wkurza mnie nadal .. hałas z ulicy. Śmiejcie się, ale całe życie mieszkam w pięknej, spokojnej dzielnicy gdzie cudnie śpiewają ptaki, a tam mam ruch dwukierunkowy, który za dnia prawie nie cichnie, booo. Przeżyłabym to, gdyby to był New York! Nawet w Londynie mieszkałam na cichutkiej ulicy..  Nie wiem, co mnie zaćmiło, że kupując nie zwróciłam na to uwagi .. okna wymienione, ale ciągle jest szum, wszystko przez te supermarkety w okolicy i nienasyconych konsumentów grzejących doń autami, grr.

     Mimo to - nie ma co. Mieszkania b. długo nie sprzedam nie tracąc na nim wielu procent, bo rynek nieruchomości szybko nie odbije, a może nie odbije nigdy - czytałam fachowe artykuły. W domu remont, a wkrótce trzeba robić i mój pokój = zakładać panele, kupować nowe meble. Jak mam kupić tu, to wolę kupić tam.. Wahałabym się może jeszcze i z 5 lat, ale usłyszałam znów od Mami kilka konkretnych haseł, po których powinnam wyjść jak stałam i nie wrócić, bo cóż, niemiła prawda boli. Że skończę jak brat, że będziemy musieli sobie oboje pomagać (w domyśle ja go opierać, bo w czym on mi może pomóc - nie mam pojęcia). Czyli, że oboje jesteśmy ofermami i ona nic tylko się o nas boi. Jemu właśnie wymalowali tu gniazdko, gdzie bez kredytów zalegnie na lata. A ja zagryzę zęby i właśnie, że wyniosę się i dam sobie radę, nawet gdybym miała tam wyć w poduszkę co noc.

    

21:45, confetti
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 lipca 2009
Zielono mi?

     Taak, girls, macie rację, Matt to okaz nieodgadniony. A mimo to dobrze wyczułam, że po moim odpisie już się nie odezwie - z praktyki czy z Polski. I powiem Wam, że dziś serio mi to lata. Nie da się ukryć, że gość zaintrygował mnie swego czasu, ale taki poziom zagadkowości to nie dla mnie, w sumie prostej dziewczyny. Nie umiem i nie chcę go już zaczepiać, bardzo cieszy mnie to, że odpisałam tak a nie inaczej, bo gdybym wyjechała z jakimś zachęcającym pytaniem to pewnie do dziś nie doczekałoby się sylaby odpowiedzi. Dziś nie dbam już o to.

     Choć .. niby zapominam, ale temat powraca. I jeszcze przez jakiś czas myśli będą mi wędrować chcąc nie chcąc w kierunku faceta, bo oto zbliża się wielkimi krokami wesele Melii. I ja, niżej podpisana Confetti Confetowicz, pójdę na nie solo. Miałam tyle czasu i nikogo kurka nie złowiłam i nie wynajmę już, nie chce mi się. Nie wiem, jak to przetrwam, odruchowo myślę by się tam po prostu zdrowo napić, ale % to b. doraźny środek w takiej sytuacji. Co rozmawiam z Liną ta jak zacięta płyta powtarza z uśmiechem, jak i dziś, "uważam, że powinnaś tak czysto po koleżeńsku zaprosić Matta, na pewno by się zgodził". Tak, już lecę. Gdzie jak gdzie, ale nie na weselicho siostry. Kogo jak kogo, ale nie faceta, z którym nijak nie da się dogadać, prędzej dałabym radę z Azjatą, po chińsku. No way. Będę więc siedzieć z rozwiedzionym bratem i kumpelką Melii - singielką nauczycielką, znam ją, ok dziewuszka. Szykuje się niezła fun.

     Ale jakoś nie mam fantazji na kreację ..  Zaczęłam poszukiwania i mierzenie, na razie najlepiej leży mi sukienka niestety taftowa, ale stylowa, do kolan, rozszerzana, w moim ukochanym kolorze. Wolałabym coś mniej nadętego, choć w sumie krój ma b. prosty, zero cekinów i innych szaleństw, jest jednak dość droga i tylko na większe gale, a ja przecież olewam nawet studniówki. Inne, bardziej wiotkie szmatki wiszą na mnie jak na patyku. Jestem szczupła, ale koścista, bez większej pupy i falującego biustu = kiecki typu opięta rurka wyglądają nieciekawie i wcale nie sexi. Zrobiłam se w niej fotki, chodzę, pokazuję, bardzo się podoba. Mami palnęła jak zwykle trafne hasło - ta sukienka jest tak ładna, że powinna być na poprawiny dla .. Melii. Sis ma bowiem sukieneczkę przepiękną ale skromniutką, tzn normalną nie typu wieś tańczy i śpiewa (nie obrażam wiosek, ale prawdą jest, że taka moda istnieje). Tak, to nie dla mnie, szkoda kasy na taką jednorazówkę, nie mam zamiaru się stroić.

     Kiedy myślę o Melii chcę by była najpiękniejsza i najszczęśliwsza. Dziś dobierałyśmy dla niej biżuterię i trafiła się nam wprost prześliczna. Bardzo szczerze i prawdziwie cieszę się z tej imprezy, cała nasza dziwna rodzinka naprawdę jej potrzebuje. Nie mogę się doczekać, gdy np będziemy z mamą stroić dom i ogród, a sąsiadki zzielenieją z wrażenia;) Choć nasi najbliżsi sąsiedzi są bardzo w porządku, bawią mnie do łez ich komentarze i niusy, które kobiety zza płota sprzedają mamie, ale to są dobrzy ludzie. Będą cieszyć się z nami :)

     Kiedy myślę o sobie na tym wydarzeniu .. (..).

23:33, confetti
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lipca 2009
Bezsen(s)

     Środek lata + urlopu a mnie dopadło coś, czego zawsze się bałam - bezsenność. Od dwóch jeśli nie trzech tygodni nie przespałam normalnie nocy. Na początku tłumaczyłam to sobie "bo przed okresem, bo okres, bo pełnia księżyca, bo nów" .. aż brakło mi pomysłów - dlaczego?? Bo mi za dobrze, bo leniuchuję i za późno wstaję? Tyle tygodni pracując na najwyższych obrotach spałam po kilka godzin, ale snem twardym i regenerującym, a teraz .. przewracam się z boku na bok do 3ej, 4ej, potem zapadam w płytką drzemkę, z której wybudza mnie wczesna krzątanina rodziców, malarze, hydraulicy (robimy mały remont), słońce i upał = niby do 10ej nie mogę się podnieść z łóżka, a i tak wstaję rozbita i zła. W nocy sufituję, a najgorsze, że jak ptaki obsiadają mnie różne złe myśli dot. pracy, rodziny, przesuwają mi się przed oczami jakieś najgorsze życiowe gafy, o których od wieków nie pamiętałam, brrr. Kiedy tak leżę i nie śpię - boję się. Czasem siedzę więc do bardzo późna, by zmęczona od razu zasnąć, ale to się nie udaje. Lekkie kolacje, mleko, melisa, valerin, valused, nervosol - osobno czy razem - nic nie działa. Nawet jeśli gdzieś zapifkuję - % też mnie nie koi, leżę czujna jak ochroniarz na nocnej zmianie.

     W najnowszym Zwierciadle czytam o nieodreagowanym stresie, który z czasem robi spustoszenie w organizmie i może to jest to. By się go pozbyć, nie wystarczy relaxować się z książką przy muzyce (a to jest mój styl), trzeba wypocić go wysiłkiem fizycznym, pracą w ogrodzie, sportem, tańcem, sexem (w zdrowym miłosnym układzie ofkors) itp. Trzeba wypłukać tym nadmierną adrenalinę, nerwy i lęki, nie pozwolić gromadzić ich w sobie. A ja upycham wszystko do środka i zakładam się sama ze sobą jak długo wy3mam.

      Podłożyłam sobie bombę zegarową i dziwię się, że słyszę jej tykanie :)

But there's no release, no peace
I toss and turn without cease
Like a curse, open my eyes and rise like yeast
At least a couple of weeks
Since I last slept, kept takin' sleepers ..

/faithless - insomnia/

wtorek, 14 lipca 2009
Konsterna

     Dokładnie wtedy gdy z dumą stwierdziłam, że nie czekam, że się wypinam, zapominam - Matt wydusił w końcu formalne (ale słodkie) pozdrowienia z wyjazdu z linkiem do albumów z masą zdjęć, które tam robił. Znowu więc zamącił mi spokój. Ucieszyłam się, ale już nie tak jak z pierwszych wiadomości kiedyś. Po trzech tygodniach próżnego zaglądania do poczty, zastanawiania się czy gościu żyje, co robi i kogo spotyka, nabrałam jednak dystansu i jestem dziś z niego zadowolona. Jeśli mamy się po prostu kumplować, to żadna gorąca wymiana zdań w stylu listów kochanków w rozłące nie była nam potrzebna. Napisał, bo pewnie zreflektował się, że wypadało, bo bez tego po powrocie głupio by mu było mnie spotkać gdzieś przypadkiem w naszym małym mieście. Moje liczne domysły nie mają tu znaczenia. Pisanie w naszym wypadku i tak o niczym nie świadczyło, potem i tak okazało się płynniejsze niż sytuacje w realu, a ostatecznie przecież zamarło.

     Co nie zmienia faktu, że aaah nieźle uśliniłam się oglądając podesłane fotki - na widok mego ukochanego kraju, przyrody, stolicy, którą zwiedzili jak i na widok opalonego Matta chętnie pozującego na tle miast i pomników. Nooo, to mi jednak osłabiło z trudem uzyskany spokój, hehe ;) Nie raz i nie dwa zdarzały mi się soczyste fantazje na jego temat, a teraz to mogę go sobie nawet powiększyć, wydrukować, powiesić nad łóżkiem i .... się na jego cześć dwa razy dziennie, oh ah. Szkoda tylko, że nigdzie nie zaprezentował nagiej klaty, boo.

     Należna nagroda dla wytęsknionej wielbicielki czy parę zdań na odwal dla męczącej psychofanki? Nie wiem, odpisałam (po dwóch dniach, dłużej nie wy3małam) maxymalnie przemiło i neutralnie jak on, bez żadnych pytań (bo on jak zawsze - zero pytań) by nie wymuszać dialogu skoro i on nie, wakacyjne uprzejmości zostały więc wymienione, jest cacy, możemy przypadkiem spotkać się w warzywniaku. Mam jeszcze parę dni by sobie pomarzyć w stylu "oto wraca mój książę stęskniony i z naręczem kwiatów pada mi do stóp", co mi się pewnie pomyśli przed snem, ale tak naprawdę uruchamiam już całą swą obojętność na jego powrót, inaczej srogo się rozczaruję.

     Żeby nie było, że tylko Matt mi w głowie. Zagadnął mnie niedawno na necie b. miły, inteligentny, mądry facet, fakt, że rozwiedziony Arab, ale mówię Wam, taki zeuropeizowany, kilkanaście lat mieszka na Zachodzie i ma b. progresywne poglądy, otwarty, tolerancyjny, spragniony prawdziwego uczucia, miłośnik kuchni, podróży i malarstwa = porzuciłam stereotypowe uprzedzenia i nawiązaliśmy tak ożywiony kontakt, że niemal od razu .. postanowił wpaść do Polski i kurde .. w drodze pociągiem z Wawy do miasta X. kurka mać - zakochał się w jakiejś tutejszej piękności i to z nią uciął se randkę w X. - czujecie?? Ale pech. Tyle mi wyjaśnił i nie odzywa się już do mnie :((

     Kobieta zmienną jest. Ale nigdy tak bardzo jak facet :)

16:47, confetti
Link Komentarze (3) »
środa, 08 lipca 2009
Spinning Around

     Leżę futrem do góry i zawieszam się, jak co roku, tradycyjnie. Może to taki  typowy przejściowy drugi etap urlopu, kiedy to pracownik (nie mylić z pracoholikiem) po wstępnej fazie ulgi i zachwytu pogrąża się w niepokojącej nudzie i marazmie. = Poważnie myślę o blogowej przerwie na sezon ogórkowy, żeby nie zanudzać Was pisaniem o niczym lub co gorsza kwękaniem nad niedolą zbijającej bąki filolożki. U mnie to jak w przemyśle rozrywkowym: w lecie nie wystepuję (niczym artystka ze spalonego teatru) ale też nie wyjeżdżam równa się wpadam w czarną dziurę, kręcę się w kółko, zamieram. Już nawet przeklnęłam moment, w którym .. odmówiłam wyjazdu na praktykę, dziś błagałbym, żeby ktoś mnie o to poprosił ;) Należało podjąć wyzwanie, zapunktować u szeryfa, pomęczyć się, ale przewietrzyć w Europie, zarobić sporą sumę, nie myśleć za dużo. Wrócić jako gwiazda firmy i powiatu, zamieścić stosowną sesję na nk obok zdjęć znajomych latających po Palestynie i Toronto. Tymczasem wysłuchuję niesnasek rodziców, łamię sobie głowę nad wyborem mebli do mikroskopijnego mieszkania, w którym nic dosłownie się nie mieści, jednego dnia się wprowadzam, drugiego je sprzedaję, kiszę się na sofie, sprzątam, haftuję (!!), oglądam w ogrodzie motyle fruwające nad zagonami lawendy.. Te motyle, to jest lepsze niż show w tivi! Niby nigdy nie było mi lepiej ale. Sama nie wiesz, czego chcesz dziewczyno - powinien mnie ktoś tak skomentować.

     Pamiętacie Aszi? Jak zwykle z musu ale wpadłam zobaczyć jej drugą córkę, dziecko ma już prawie rok, a ja dopiero pojawiłam się z misiem. By pogapić się już nie na jedną a na dwa piszczące pulpety, co jakoś tym razem specjalnie mnie nie wzruszyło. Za to zadziwiło mnie, że A. sprzedaje duże i ładne przecież mieszkanie i buduje dom, kolejna, której już blok nie wystarcza i przenosi się do willi z ogródkiem. Lina z kolei kupiła właśnie ponad 80 m, za jakiś szalony kredyt, ale jednak. Stan surowy, zatem obecnie przerabia znany mi temat gresu i gładzi, etap u mnie dawno zakończony, a przecież nic nie posunęłam się dalej. Odłożyłam tyrając przez rok trochę kasy (dziś wiem, że kasa dotycząca mieszkań to zawsze jest trochę, rzadko dosyć, nigdy za dużo) = tym bardziej i ostrożniej zastanawiam się jak/czy to spożytkować. Przysięgam, że nie chce mi się ładować już ani grosza w tę klitkę. W tak zwanym salonie marzyły mi się stare witrynki, ale te najpiękniej prezentują się poustawiane osobno, nie chamsko w rzędzie, mi jednak została praktycznie jedna ściana na meble = najmądrzej byłoby rzucić tam podłą meblościankę, także ze wzgl na pojemność. Serce mi puchnie z żalu. Ja się namyślam, a sąsiedzi z klatki mają ubaw, znajomi przestali pytać, kiedy się przenoszę. I dobrze, nie ich interes.

      Niby nie czekam, a jednak b. walczę chwilami z sobą, by nie napisać do Matta. Ubzdurałam sobie, że może .. to on czeka na wieść ode mnie, bo taka w sumie byłam zainteresowana wyjazdem, pisaliśmy tyle o nim. Że w sumie mogłabym (może wręcz powinnam??) rzucić mu od niechcenia krótkie - jak tam wyjazd? Tyle że jego odp w tym wypadku wcale by mnie nie ucieszyła, taka wymuszona. Jeśli w ogóle miałabym zaszczyt ją otrzymać. = Lepiej Nie. 

     3majcie się cieplutko, moje SiStars :)

----

spinning around - cudnie lekka i porywająca do tańca piosenka kylie minogue

12:18, confetti
Link Komentarze (2) »
środa, 01 lipca 2009
Bo Zupa Była Za Droga

     Moje złe przeczucia co do Martiki okazały się słuszne :(

     Nie spotkałyśmy się ostatnio na beztroskiej kafce, ale poźno wieczorem po naglącym esie M, że koniecznie chciałaby porozmawiać, nie u mnie i nie na piwie .. bo wygląda koszmarnie. Nogi się pode mną ugięły, nie zaprzeczyła, że chodzi o Pitera = pomyślałam, że jeśli ten koleś coś jej zrobił to nie ręczę za siebie. Bałam się, że może pobita itp, aż obawiałam się jej zobaczyć, faktycznie twarz miała spuchniętą ale od płaczu, zabrałam ją więc do mego mieszkania. I tam wszystko jej puściło. Nigdy nie widziałam jej płaczącej, nie jest histeryczką i zdecydowanie dusi wszystko w sobie niż robi przesadzone akcje = serce mi zamarło na widok jej łez i szlochań.

     Tak jak przypuszczałam P. katuje ją psychicznie, ale nie sądziłam, że jest aż tak źle .. wymawia jej każdą złotówkę, wpędza w poczucie winy, manipuluje, tresuje, nigdy fizycznie, ale to też jest wyrachowany sadyzm, nic innego. W dodatku ma problem z alkoholem, nie pije często, ale jak zacznie to wpada w trans i wlewa do upadłego, robi więc jej wstyd przy rodzinie i znajomych. I dopiero staje się niemiły. Od kilku miesięcy jest bardzo trudno z nim wy3mać .. Po jednej z akcji M wsiadła w auto i .. pojechała aż do miasta X, ślepo przed siebie. Posnuła się po ulicach, wróciła i usłyszała tylko suche - po co wróciłaś. M. jest w sytuacji patowej. Ślub odwołany, mieszka w lokum, które kupili rodzice P, pracuje z nimi w jednej instytucji, w której wzięła kredyt na meble = nie może pracy ot tak porzucić. Bo M. myśli nawet o odejściu, od P i z pracy, tak musi być źle. Myślałam, że ją obrażę proponując, by szukała czegoś do wynajęcia i nowej roboty, a ona skwapliwie przytaknęła. Tyle, że po 6. latach związku została bez grosza, a z długiem i to może być obecnie bardzo trudne. Ale na pewno warte tego, by nie męczyć się przez kolejne 56 lat!! Nadal jest młoda i życie przed nią, pocieszałam ją. Błagałam, by przenocowała u mnie i postraszyła tego bydlaka zniknięciem, mam wolny pokój po Melii, ale uparła się, że nie. Pewnie wstydziła się moich rodziców, a w moim new flat nadal nie ma warunków na kimanie. Uparła się, że da mu jeszcze szansę, że porozmawiają bla bla .. Wróciła i jeszcze mu powiedziała, że była u mnie, jaka pipka! Teraz gdyby kiedyś coś .. od razu będzie szukał jej u mnie. Nie może być kolejnego kiedyś coś. Musi być dobrze. Na razie niby jest ..

     To wszystko całkowicie zbiło mnie z tropu. Te ich retro witrynki, którymi się zachwycałam, starocie na półkach, wystylizowane salony, plazma, super alkohole w barku, facet na kanapie = symbol stabilizacji i bezpieczeństwa (przepraszam feministki za to hasło) to wszystko jedno wielkie złudzenie optyczne. Nic nie jest tak jak się wydaje.