Let me take you on a trip ...
poniedziałek, 22 lipca 2013
moral dilemmas


     Jestem w wielkiej kropce, ale trochę już ochłonęłam. A przynajmniej staram się. Nie zwariować, odetchnąć nieco w wakacyjny czas, który i tak poczułam dopiero niedawno uporawszy się z ostatnimi papierzyskami i zaległościami jakie namnożyły się przez te moje szałowe projekty. Oddechem nazywam wędrówki po mieście, załatwianie spraw, zakupy, sprzątanie, odwiedziny u Piotrusia, wypady na pizzę czy kawę z dziewczynami. Na żaden urlopik last minute z singielkami nie udało się oczywiście wybrać, bo jedna wydała kasę na plazmę, a druga jest pod kontrolą matki, ale w tym roku nie liczyłam już na takie cuda by się kilka laseczek razem zgrało i poleciało opalać zamiast potem narzekać z kwaśną miną na letnią nudę. Mnie w sierpniu czeka i tak ten wylot oczywiście szkoleniowy, niedługi, ale tak szalony i egzotyczny, że atrakcji będzie sporo. Pogodziłam się z tym, że tak naprawdę psychicznie od pracy więc nie odpocznę, szczególnie, że jeszcze muszę obrabiać swój awans zawodowy.

     Od kolegi dostałam list, w którym raz jeszcze żarliwie powtórzył swe gorące wyznania. Zapowiedzi, że nigdy mnie nie skrzywdzi, bo czekał na mnie całe życie i takie tam. A niby próbował jakoś wcześniej z innymi, choć sam nie czuł się na to gotowy, a teraz jest. Same poruszające hasła, ale nie w sentymentalnym tonie, lecz pełne konkretu, siły, energii i mocy, którą chcę ze mną dzielić. A mnie akurat to wszystko osłabiło do reszty. Nie jako złośliwą egoistkę, którą miałam być w tej relacji, ale kobietę rozdartą jak rzadko kiedy. Ogólnie jestem osobą nieufną, a nagłe uczucie faceta z puchy traktuję z ogromną podejrzliwością. Deprecjonuję je już na wstępie, bo czy może mieć ono jakąkolwiek wartość? Obawiam się zarówno je jednak i podeptać i dać się nabrać, uwieść, urobić na taką więzienną historię jak z telenoweli. Choć może dawno jestem wkręcona, bo biegam do skrytki, czekam na telefony i nie mogę przestać o nim myśleć. A nie jest to gość o jakiejś powalającej aparycji, abym mogła ulec czysto fizycznej fascynacji np z okazji lata. Kręci mnie on i w ten sposób, ale nie jest to facet, któremu mogłabym zaoferować tylko romans, bo na to się nie zgodzi. Ale obiecać dziś więcej nie potrafię. Czekania, rezygnacji z teoretycznej ostatniej szansy na rodzinę (zanim on wyjdzie to ja już serio dawno zaliczę menopauzę), walki z trudami życia po wyjściu, pewnie z emigracją włącznie. To są wszystko szalenie trudne sprawy, wielkie dylematy, na które może po prostu jestem za stara. I to nie duchem czy samopoczuciem, bo te mam nadzwyczaj młode, ale najzwyklej ciałem. Jeszcze parę lat temu weszłabym w to pewnie jak ćma w dym, a dziś czuję się tak bardzo słaba, zmęczona i zawiedziona taką niespodzianką. Jaką jest oprócz trudów pracy i dnia codziennego związek z osadzonym. A ja tak strasznie potrzebuję ulgi, oddechu i spokoju, nie odwrotnie. Ale może mi to już niepisane? Jakiś wygodny układzik z ustawionym gentlemanem, w którym szybko i bez oporów można się zakochać i planować życie? Tylko czemu nie wyłowiłam sobie takiego wcześniej? Skoro jestem taka mądra i tak dobrze znam swe oczekiwania i swój zegar. Skoro tyle lat mi nie wychodziło, to czy mogę jeszcze liczyć na nagłą odmianę w stylu last minet z jakimś bardziej ułożonym i statecznym osobnikiem? Czy zamiast wielu excytacji i problemów z kolegą wybrać dalszą bezpieczną samotnię? Nie mam bladego pojęcia.

     A najlepsze, że kurs, na który jadę dotyczy społecznych wyrzutków właśnie. Zimą pisałam wniosek o ten wyjazd ściemniając jaka to jestem społecznie otwarta i zaangażowana. A w lutym władowałam się w penitencjarny motyw, tak jakby los chciał mnie sprawdzić w tej kwestii. Mogłam przejść obok tego obojętnie, a zainteresowałam się, bo chciałam zrobić coś dobrego, prostego, wesoło napisać i do kogoś uśmiechnąć się. Bez żadnych oczekiwań, a tym bardziej nagród i orderów za wielkoduszność i poświęcenie, wtedy, teraz lub w przyszłości, w podzięce za cierpliwość i oddanie. A jak co do czego to jestem jednak do cna zepsuta, interesowna bicz, dla której liczy się jednak własny byznes i jałowy spokój.

     Teraz on pracuje na wolności i paradoxalnie może o wiele mniej dzwonić, a może już nie chce, ja oddycham wakacjami, potem wyjeżdżam.. Może jakoś się to wszystko samo rozmyje i już. Pytanie - czy chciałabym? Muszę znaleźć na to odpowiedź.


18:45, confetti
Link Komentarze (7) »
sobota, 13 lipca 2013
my skin in his head


     Nikt jeszcze nie zauważył i nigdy nie wycałował moich okropnych blizn. Z zaskoczenia i bez słów. Akurat i tak nieźle obecnie wyglądały, bo czasem rozdrapuję się do mięsa i do krwi. W ogóle bardzo przyglądał się mojej skórze, pytał o najdrobniejsze plamki, ślad po oparzeniu, ale to akurat przypadkiem, po gotowaniu w akademiku, znak już na zawsze. I stanowczo zabronił mi się dalej drapać, ale to mi się nie uda. Mieć piękne gładkie uda. Teraz to dopiero chce mi się całą siebie wydrapać ze skóry, wypatroszyć i do końca zgnić.



10:43, confetti
Link Komentarze (5) »
piątek, 12 lipca 2013
killerskie randewu - 3


      Na powrotny poranny pociąg miałam wykupiony wcześniej bilet, ale rodzina zmontowała już inny plan. Abym wracała autem z jego rodzicami, bo i tak jesteśmy z jednych stron tylko krewnych, u których mogą się z nim zatrzymać mają w pobliżu ZK. W ten sposób mogliśmy więcej czasu spędzić razem, zjeść śniadanie, obiad, jechać na lody, z czego w zasadzie tylko te ostatnie udało mi się jako pierwsze tego dnia przełknąć. Mimo iż ciotka smakowity, swojski obiad zaserwowała to spróbowałam z tego może dwa kęsy. Żona kuzyna, ciotka żegnały się ze mną jak ze swoją, zapraszając, pokazując mi domostwo, obiecując wycieczki po okolicach "kiedy następnym razem tu przyjedziesz". Kiwałam mimowolnie głową, ale tego ranka, po ataku uroku, przed powrotem do domu, do rzeczywistości spokojnej i bezpiecznej myślałam sobie nie, już nigdy tu nie przyjadę, nie. Ja i kolega żegnaliśmy się gorąco i czule, ale bez zbędnych deklaracji. Co jak najbardziej mi pasowało because I had nothing to declare, too. Nie miałam w sumie wiele do powiedzenia, to on dużo i żarliwie mówił, prosił bym o nim pamiętała. I czekała.

A na koniec - rodzice odstawili go do ZK i wyszło na to, że odprowadziłam go pod same drzwi jednego z najnowocześniejszych zakładów w kraju, który wygląda z pozoru na duże zadbane osiedle. Widziałam je na filmach i na zdjęciach, ale nie sądziłam, że zjawię się tam osobiście. I zobaczyłam dwie łzy w jego oczach i wiem, że nie były to łzy manipulanta, o nie.

Potem wracałam z jego rodzicami, z nad wyraz serdeczną wobec siebie i mnie parą, bardzo taktownie nie pytającą o zbyt wiele ale tak w sam raz. Ojciec to mądry, wesoły, odpowiedzialny facet, który chwilami z gestów, mimiki i głosu przypominał mi kolegę. Matka raz stwierdziła, że mnie podziwiają, że się zdecydowałam na to spotkanie, bo sami nie byli pewni swego syna na przepustkach jak się zachowa. A zachowywał się wzorowo. I ponoć nigdy w życiu nie widzieli go tak szczęśliwego. Za co byli mi bardzo wdzięczni. Tak zwyczajnie i po prostu to powiedziała, zdecydowanie ukrywała wzruszenie niż nim epatowała. Powiedziała, że uszanują każdą moją decyzję i rozstaliśmy się jak ekipa z filmu drogi, która spędziła ze sobą naprawdę szczególny czas. Cokolwiek by dalej nie było.

W ogóle to wszystko było jak jeden film.. Wróciłam i ogarnęło mnie zadziwiająco spokojne kamienne spanie, takie jak przed wyjazdem, które spięło to wszystko w klamrę, a całość pośrodku pozostawiło jak sen. Który wracał do mnie w następnych dniach wspomnieniami jak flesze, jak skurcze w sercu, w mózgu i żołądku. I tyle. I poza tym nie czułam absolutnie nic. Ale załatwiając sprawy w mieście, w firmach, domu myślałam o tym bezustannie, myślałam o nim cały czas.

A potem on zaczął dzwonić i wyjechał z najmocniejszą deklaracją, której niby żałował, że nie wyznał mi w realu, błagał bym mu odpisała, bo inaczej serce mu pęknie. A jeśli mam go zostawić, to mogę to zrobić zdecydowanie i tylko raz, nie pogrywać z nim sobie i choćby wył z bólu po nocach jak pies zrozumie to i nigdy już dzwonił nie będzie. Wiem, że jest honorowy i wiem, że tak by było.

Tak jak planowałam sobie kiedyś - oddał mi duszę i podał mi serce jak na dłoni błagając i skamląc jak zbity kundel.

Dlaczego więc zamiast złośliwej satysfakcji wszystko zdrętwiało mi w środku tak bardzo, że nawet powietrze w płucach sprawiało piekący ból?


 -koniec- 


23:08, confetti
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 lipca 2013
killerskie randewu - 2


     Zanim dalej. W tym całym zamieszaniu, przemieszczaniu się ze stacji pkp do rodziny jednej, drugiej, ledwie był czas by przyjrzeć się sobie, ale generalnie odebraliśmy się normalnie jak byśmy się znali od lat. Gdzieś w międzyczasie udało się wyjść na drobny spacer na łąkę, ale tylko na chwilę, bo komary cięły niemiłosiernie. Oczywiście kolega zaczął lepić się do mnie jeszcze chętniej niż chmary owadów znad rzeki. Jak wspominałam, erotik tematy przewijały się w naszych dotychczasowych kontaktach rzadko i delikatnie, raczej podskórnie niż w otwarty sposób, może z wyjątkiem jednego niedawno telefonu, w którym coś tam mu się palnęło. Czego ja nie podchwyciłam, bo nie interesowały mnie sex telefony, zawsze uważałam by go nie prowokować i w te rejony nigdy nie wkręcać. Bardzo i długo mnie potem przepraszał, choć specjalnie mnie to nie ubodło. Uważałam to za dobry wynik, że dopiero po pół roku "znajomości" wyszły z niego tego typu pragnienia. Naturalne przecież u zdrowego heterofaceta, tym bardziej trzymanego w celibacie. Ja ze swej strony mimo pewnego zmysłowego napięcia nie wyobrażałam go sobie z oczywistych względów jako sex obiektu. Poza tym, z twarzy nieco groźnej, napiętej daleko mu do przystojniaka, a z postury jest zwyczajny bo niewysoki, heh. Tzn wg mnie niewysoki, może ogólnie tak. Dopiero gdzieś przy paru głębszych uściskach wyczułam przez ubrania dobrze wyrzeźbione kształty, siłę mięśni, bo wiadomo, że wielu panów z ZK uderza na siłownię. Z racji komarów i kolacji szybko wróciliśmy do domu i nadal uważałam, że przyjechałam tam porozmawiać, zadowolona, że mam okres, a więc nie siliłam się na stringi i koronki, bo i po co oraz dla kogo. Pewnych rzeczy w ogóle nie brałam pod uwagę.

     Dopiero kiedy spod prysznica weszłam do pokoju, w którym nas ulokowano i on czekał na mnie po kąpieli w ręczniku w świetle lampki, której nie chciał zgasić. A potem bez ręcznika. To wszystko we mnie zamarło. Nie tak wielu miałam facetów ale może już więcej niż niejedna moja mężata koleżanka = mam pewne porównanie i mogę stwierdzić, że widok mnie zaskoczył. I zachwycił. Nie widziałam lepszego torsu, ramion, pupy, ud, a i inne proporcje były dobrze zachowane. Nie pamiętam bardziej czułego i jednocześnie zdecydowanego dotyku, któremu się poddałam. Miałam jedynie ochotę wydrapać te wszelkie plugawe tatuaże, ale w sumie nawet nie zapytałam o znaczenie żadnego z nich. To mnie akurat nie kręciło, choć potem mówił z drwiną, że kiedy pracuje latem na wolności to laski zwyczajnie lecą na te malowidła i mają kisiel w majtkach. Ale głównie solarki i tipsiary. A on sobie bardzo wymarzył poznać normalną kobietę i normalne życie. Tyle, że ja akurat przecież nie jestem normalna. Choćby z tego względu co zrobiłam w ten weekend. Prawda?

     Niby na początku miałam straszne opory, że takie akcje pod dachem jego rodziny, ale wyjaśnił mi, że jego kuzyn rano wyjeżdża na długo i daleko do pracy i nikt nie będzie nas słuchał, bo sami będą robić to samo. Masakra.

     Układ nasz, bo przecież nie powiem związek, niby nie został z racji przeszkody skonsumowany, ale i tak było wszystko inne. Może za szybko. Może szkoda, że nie do końca. A może mnie to uratowało, że nie do końca. Nie wiem. Czuliśmy, że w tych kwestiach moglibyśmy się naprawdę dobrze zgrać, trochę na wesoło, trochę na ostro, z idealnymi hasłami w idealnym momencie i bez słów.

     No właśnie, nie przypominam sobie wielu rozmów z tej nocy, na które tyle się umawialiśmy. Ale w końcu potem w gęstym mroku u jego boku zadałam mu to pytanie. Pytanie, na które odp nie była nigdy na telefon, ani na list, tylko na żywo. Myślałam, że mi to jakoś szeroko opowie, ale powtórzył to samo krótkie zdanie ze 3 razy pustym, głuchym głosem. [deleted] .

     W sumie sama przewidywałam taką wersję. Bójki na tle ideologii idiotycznych subkultur. Nie wiem jaką ja jestem osobą, czy postradałam już kompletnie rozum i zmysły, że mogłam tego słuchać, być z nim i nie bać się. Najwyraźniej jestem wydrążona z normalnych uczuć i odruchów plastikowa lala. Dopiero nad ranem zdarzyło mi się coś dziwnego, pierwszy raz w życiu. Straszny skręt żołądka, upiorne odruchy wymiotne bez żadnego pawia i telepanie z zimna jak bym febrę miała. On mówił, że to ujście emocji, ja w końcu resztką umysłu podejrzewałam coś innego. Że on rzucił na mnie urok, takie zauroczenie z tych czarnych oczu. Tak jak się rzuca czasem na dziecko lub mleczną krowę, haha. Bo potem mówił, że wcześniej leżał i patrzył na mnie kiedy nie widziałam. Mijały godziny, a ja myślałam, że wykituję. W końcu, gdy on na chwilę wyszedł, staropogańskim sposobem znoszonych majtek odczyniłam sama na sobie urok. I kurczę. Przysięgam wam, że minęło jak ręką odjął.

      I wtedy dopiero przeraziłam się, że miałam rację.

      cdn


20:39, confetti
Link Komentarze (8) »
killerskie randewu - 1


     Wiedziałam, że z początkiem wakacji spotkam się z nim. Patrz poprzednie dwa wpisy. Mimo iż miała to być dla mnie wyprawa długa, trudna i stresująca. Że miałam masę obaw i wyjątkowo ciężką końcówkę sezonu w firmie, gdzie na finał organizowałam wielkie lokalne przedsięwzięcie = przez parę dni spałam kilka godzin, a biegunki i brak apetytu z nerwów odchudziły mnie o parę kilo. Tak w skrócie to ujmując. W pewnym momencie przestałam już przyswajać kolejne dawki stresu i na tej fali zmęczenia i otępienia spakowałam się i wsiadłam w pociąg. Pewna panika ogarnęła mnie na chwilę dzień przed wyjazdem. Bardzo ogólnie jedyna wtajemniczona Lina (że jadę w Polskę do faceta kropka), której miałam się przez te dni meldować wyczuła wtedy, że serio mam cykora. Doradziła mi krótko, że jeśli się tylko i przede wszystkim boję to nie powinnam jechać. Ale jeśli silniejsza jest chęć i ciekawość to jak najbardziej. Dużo i tak sama nieraz wyjeżdżam, latam, nigdy się nie gubię, a to po prostu trzeba załatwić jak każdą inną sprawę. Spotkać się, pogadać, nie tracić czasu, nie przeciągać zdalnych kontaktów gdy jest szansa się zobaczyć. Skoro historia nadal się kręci, skoro z każdym listem, telefonem to nie blednie, a wręcz przeciwnie. Choć ciągle miałam nadzieję, że to nigdy nie chwyci lub szybko się rozmydli. Tymczasem działo się inaczej. To ja miałam wkręcić faceta, a tu sama nie mniej zapętliłam się na jego punkcie. Zadziwiło mnie to tym bardziej, że z wiekiem stałam się mocno sceptyczna wobec bajerów facetów, szybko traciłam zainteresowanie maruderami, nudziarzami lub efekciarzami. A on pisał i wyrażał się konkretnie, bez ozdobników, ale widać na tyle ujmująco, że połknęłam haczyk. W pełni miałam świadomość na jak cienki lód się ładuję. Najwyraźniej naszła mnie ochota przejść się po tym lodzie w lipcowy, gorący weekend i tak też zrobiłam.

     Miałam do przejechania parę województw, ale połączenie wypadło mi bardzo wygodne, a przedział ciekawych, przemiłych ludzi. Za oknem piękne krajobrazy i bajeczna pogoda. Stały kontakt tel z Liną, a potem z kolegą, który z rana wyszedł na przepustkę odebrany przez rodziców. Podróż minęła mi więc o wiele lepiej/szybciej niż myślałam. Dopiero na peronie zestresowałam się na jego widok i długo mnie trzymała blokada, w efekcie czego głównie on nadawał i ratował sytuację. W której nie pomagała też potem obecność jego rodziny, gdzie miał się stawić, bo tam im było najbliżej go odbierać i odwozić do ZK. Mimo iż zarzekałam się, że nie chcę spotykać nikogo z jego bliskich to w żaden sposób nie dało się tego ominąć i kolejno poznałam jego ojca (bo robił za kierowcę), matkę, ciotkę, wujków i kuzynów, u których przyszło nam ostatecznie się zatrzymać. Wszyscy zapewne znali historię, bo już i wcześniej na mnie czekali i nie powinni traktować inaczej niż obcej babki z kosmosu, ale szybko wyczułam, że lada moment zaczną widzieć we mnie kryzysową narzeczoną. Bardzo mili, normalni, gościnni ludzie. Można powiedzieć dokładnie ta sama klasa społeczna co moi rodzice i krewni z wiosek. Myślę, że bardzo chcieli mi to pokazać, tę normalność. Mimo, że to rozumiałam i ogólnie ich polubiłam to czułam się niemiłosiernie skrępowana, bo przecież własne ciotki odwiedzam najrzadziej jak się da, a tu taki numer. Ale by pominąć kwestię rodziny i spotkać się normalnie bez asysty trzeba by było czekać jeszcze wiele tygodni kiedy to przepustki wydłużają się plus nikt z krewnych nie musi już delikwenta eskortować.

     A tymczasem zawieźli nas do rodziny kuzyna, młodego małżeństwa z dzieciakami, które dopiero było przesympatyczne, szczególnie dziewczyna. Jedni jednak z nielicznych oprócz najbliższych, którzy zawsze stali przy nim murem, odwiedzali z dziećmi i pomagali. Bo cała reszta familii odwróciła się od niego. Dlatego też tak chciał ich zobaczyć. Mają wielki dom i jeszcze przed wyjazdem oferowali byśmy tam zostali, ale oczywiście upierałam się, że hotel. Upatrzyłam sobie wstępnie jakiś pensjonat, a on nawet znalazł coś lepszego i bliżej, tyle że ci ludzie to już w ogóle nie dali nam wyjść. Nie wiem na jakiej podstawie, ale stwierdziłam, że będę jednak czuć się bezpieczniej z tą (obcą) rodziną niż z nim sama w hotelu. I jakoś bardziej przyzwoicie niż uderzając poza dom na nocleg. Zostając pod czyimś dachem byłam przekonana, że nic niestosownego się nie zdarzy.

      Wyszłam jeszcze późnym wieczorem zadzwonić-nakłamać coś swej matce przekonanej, że leżę w spa z koleżankami. I poszłam pod prysznic.


00:35, confetti
Link Komentarze (6) »