Let me take you on a trip ...
wtorek, 30 sierpnia 2011
made in china


     Wracam w wir pracy, ale w tym roku inaczej.

     Puste, jałowe wakacje z groteskowym finałem u ginekologa dały mi bardzo dużo do myślenia. Może tak mi się układa, że co drugie lato mam ciekawe, a co drugie bardzo nie, ale nie chcę więcej tej złej wersji powtórzyć. I muszę pamiętać, że na udany urlop pracuje się cały rok, bo nie da się tak nagle w lipcu wyczarować odpowiedniej okazji i towarzystwa na wyjazd. Z tym ostatnim to trzeba mieć sporo szczęścia, ale i po prostu należy dbać o stare przyjaźnie i mieć czas na nowe znajomości. A ja w ostatnim roku szkolnym nie miałam go w ogóle.

     W tym będzie inaczej ponieważ:

- nie wybieram się na praktykę i nie przykładam palca do obsługi dokumentacji praktyk jeśli jadą inni :))

- zastanawiam się, by odpuścić trochę godzin na zaocznych. Mimo iż już wiemy, że niektóre kierunki się nie utworzą, to jeszcze nowa szefowa coś mi dziwnie zasugerowała, że nie muszę brać nowego semestru. Nie podejrzewam, by owa pani wciśnięta przez organ prowadzący całkiem spoza branży edukacyjnej miała (miała prawo mieć) jakiekolwiek zastrzeżenia do jakości mej pracy, jestem pewna, że ma konkretne cv na biurku i chce z kolei wetknąć kogoś swojego po znajomości. Bo sama mówiła, że nauczyciele chodzą i proszą o godziny. No i jestem w kropce, bo tak marudzę na temat zapchanych weekendów, ale mam już wprawę, gotowe materiały, a przede wszystkim kredycik do spłacenia = mogę zacisnąć zęby i pomęczyć się jeszcze. Tyle, że słyszałam, że będą nam znacznie mniej płacić, a tylko naprawdę ładne zarobki 3mały mnie w tym biznesie = jeśli mam tam kwitnąć za bardzo symboliczną kasę, to będzie skórka za wyprawkę. I nadal zero życia osobistego, drobnych wypadów, spotkań, nic. Jeśli jednak oddam te godziny komuś nowemu, to już potem dyrka zawsze będzie je między nas dzielić i nigdy już za tak czy owak spaprane weekendy ładnej kasy nie dostanę. Mam więc duży dylemat, ale skłaniam się ku więcej być a mniej mieć. I chyba nie jest to nierozsądne, karygodne lenistwo?

- mimo, że robię awans nie wchodzę w tym roku w żadne dodatkowe szalone i szałowe projekty :) dość się narobiłam ostatnio. Na pewno chcę i muszę sprawdzać wiosną matury pisemne, poza tym zamierzam skupić się na (kolejnej) nowej maturze tym razem ustnej, doszkalać się i dobrze uczyć innych, to jest najważniejsze. Jedyny projekt jaki napiszę to dla siebie, by wyjechać na kurs latem, o!

- poza tym chcę żyć wolniej, lepiej, uważniej .. żyć każdego dnia, nie urabiać się po łokcie z myślą, że wszystko co tracę nadrobię w wakacje. Bo to niemożliwe.

- nie chcę się ze zmęczenia alienować, chcę powoli wracać do ludzi, dbać o znajomości szczególnie spoza branży, np z klubu literackiego. I w ogóle dużo odchamiać się. Nie mogę żyć samą szkołą, bo oszaleję.

- z wyjazdów szykuje się na razie skromny z zaocznych, ale może za to dojdzie do skutku. W góry nasze i trochę do sąsiadów, blisko, spokojnie, bez transferów i biegania po podrzędnych lotniskach tanich linii lotniczych. Jak to mówią, żeby się z klasą i w ładnej scenerii .. napić czeskiego piwa. Lub absyntu :) Mniam. Zapisałam się.

- czuję, że naprawdę muszę trwale i zdecydowanie wyluzować.

 
     Poza tym chciałabym zapisać się na jakiś język obcy, jogę itp, ale to już musiałby mi się mocno nudzić, a tego jednak nie przeczuwam. Ale kto wie. Plany mam iście noworoczne, ale nauczyciele jak Chińczycy - mają swój kalendarz i swój Nowy Rok ;) Bardzo inne to są zadania od tych zeszłorocznych pełnych energii i euforii.

     Ale taki od tej pory będzie mój Rok Królika.


----

     aneka - japanese boy


20:03, confetti
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 sierpnia 2011
rok przestępny


    Czasami chodzą mi po głowie podobne opowieści. Historie z oddaniem, zafascynowaniem i przemocą w tle. Nigdy nie lubuję się jednak w sadystycznych momentach, najbardziej interesują mnie relacje, emocje między bohaterami. Mechanizmy, które sprawiają, że ludzie odgrywają dane role. Zastanawiam się po co - by odczarować samotność, fatum, czy aby po prostu dobrze się zabawić?

     Wymyśliłam sobie niedawno podobny motyw. Skoro nie mam już sił, skoro nie umiem zrobić tego sama - może poproszę kogoś lub go sprowokuję? Żeby mnie uwolnił i po prostu dobił?

     Wczoraj obejrzałam o tym film.

     Nie mógł mieć innego/lepszego zakończenia.


------

     
Año bisiesto - reż. Michael Rowe


Tagi: films
21:18, confetti
Link Komentarze (10) »
sobota, 27 sierpnia 2011
If i could change my state of mind then I would disappear


     Mimo ogólnej, trwałej tęsknoty za tym by mieć dzieci, być w ciąży, to póki co nie biorę pod uwagę desperackich wpadek a finał ostatnich  monstrualnych
menstrualnych zawirowań był dla mnie tylko i wyłącznie ulgą. Bez względu na to, że zegar tyka, dzwony biją, ginekolog ponagla, koleżanki rodzą po raz wtóry. A mój siostrzeniec Piotruś rośnie, a z nim moja miłość do niego, zupełnie nowa forma miłości, nie zastępcza miłość bezdzietnej samicy, ale miłość zdrowa i oczywista, miłość ciotki, która stoi obok i kocha obok i tak ma być. Mały z kwilącego zawiniątka stał się wesołym niemowlakiem z zawadiackim irokezem, który zaczyna łapać kontakt, czarować wielkimi niebieskimi oczami, uśmiechać się, reagować i  gaworzyć ślicznie wykrojonymi ustami. I nie sposób nie kochać tego cuda.

     Bez względu na to, że też chciałabym mieć taki cud, w ciągu kilku ostatnich dni zrozumiałam, że nie wolno dziecka skazywać od początku i z premedytacją na świadome samotne wychowywanie. Zrozumiałam, że takie rozwiązanie zamiast dać mi spełnienie spotęgowałoby mi i tak dotkliwy stan depresyjny, pogrążyłoby mnie zupełnie. Nieustannie porównywałabym się do Melii, do sytuacji koleżanek, przy których zwartym szeregiem stoją szacowni i prawi mężowie. Nie wytrzymałabym tego. Że mój mały cud nie ma najlepszego, że ma gorzej. Niech więc cudu - z byle kim, byle jak - lepiej nie ma. Choć nie przeczę, że z biegiem lat mogę zmienić zdanie ;)

     Kończę z facetami i marzeniami o rodzinie. Przeznaczeniem moim jest praca, nauczanie 6dni w tygodniu, bieganie z kagankiem oświaty, projekty, dotacje, innowacje i niech tak zostanie.

     Wracam w ten wir już wkrótce :(

   ----

    
Calvin Harris - Flashback


21:19, confetti
Link Komentarze (7) »
czwartek, 25 sierpnia 2011
We are listening and we're not blind


     Od razu powiem, że wszystko ok = wielkie UFF.

     Wcześniej zaliczyłam jednak tak okrutnego stresa, że do dziś ciężko mi do tego wracać.

     W ostatni weekend mijały 2 tygodnie jak wcięło mi mój super regularny okres i zaczęły mi puszczać rezerwy cierpliwości i opanowania w tym temacie. Choć do tej pory byłam naprawdę spokojna, żartowałam na temat menopauzy, nie wracałam myślami do numerków z Alejandro, bo miałam mało przyjemności, ale przynajmniej uznawałam je za bezpieczne. Dla własnego spokoju łatwo umiałam odpuścić niepotrzebne ryzyko. A tu proszę.

     W niedzielę wybraliśmy się z rodzicami do ogrodu botanicznego do miasta X., wyjazd był uroczy, piękna pogoda i widoki, zrobiłam dużo ładnych zdjęć. Z upływem dnia zaczęły mnie jednak męczyć tak głupie myśli i bóle biustu, że w drodze powrotnej zdecydowałam, że muszę zrobić test, bo oszaleję. I zaprawdę mówię Wam, nie nakręcałam się ciążą, przeciwnie krew mi mroziło na myśl o wpadce z Alejandro. Gość odezwał się raptem paroma zdaniami na gg, a gdy wspomniałam mu o opóźnieniu stwierdził cytat dobrze, że to niemożliwe, bo bardzo bym się denerwował koniec cyt i zamilkł na dobre, nigdy mnie nie spytał co z okresem. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że wpadki zaliczyć nie mogę.

     Ale w niedzielę wieczorem zaczęła mnie ogarniać panika. Znalazłam w szafce test, ale nie zauważyłam, że był przeterminowany = okienko pozostało puste. Na nieszczęście wlazłam na netowe fora o objawach ciąży i sposobach zapłodnienia i po godzinie byłam pewna, że pozamiatane. Dzwoniłam do Melii by pytać o jej gina, ale b ciężko się do niej dostać. Wypytywałam Molly o jej objawy, odpisała, że może mam .. ciążę urojoną. No wiecie co! I zaczęłam dzwonić do A., mimo iż nigdy go pierwsza nie zaczepiałam. Ale tak strasznie chciałam mądrego, krótkiego wsparcia z jego strony, że stałam się przez chwilę namolna. W końcu jakby co, to byłaby nasza wspólna sprawa. A on .. odpisał, że jest podchmielony na grillu, odezwie się i .. wyłączył fona. Myślałam, że zejdę.

     Byłam wtedy już tak roztrzęsiona, że ogródkowo, ale jednak powiedziałam sporo mamie. Mimo iż przysięgałam sobie zawsze, że nigdy nie będę jej stresować, ujawniać swoich chorych historii, a szczególnie intymnych. Bo my nigdy w tych kwestiach nie miałyśmy kontaktu, ja jestem skryta, jej wygodnie jak wie swoje lub nic nie wie, a tu.. Taki numer. Zachowała się wspaniale, choć nie jej opinii się obawiałam ani czyjejkolwiek. Tylko swego pecha, nowej pechowej sytuacji i tego, jak sobie - znów sama - poradzę. W nocy nie zmrużyłam oka, miałam ostrą biegunkę i zaczątki obłędu.

     Rano opanowałam się i jako przedostatnia zarejestrowałam się do tej swojej (lichej ale zawsze) ginekolog. Ta na wejście zrąbała mnie, że tyle nie byłam u lekarza i nie mam badań. Mówiłam jej o ostrych bólach, ale od razu przyczepiła się wersji ciąża. Na widok mej kwaśnej i tragicznej miny uznała wesoło, że cytat masz swoje lata, partner nie taki, to chociaż dzidziusia sobie urodzisz, co już totalnie mnie osłabiło. Tak się dosłownie zamknęłam w sobie, że ciężko jej było mnie zbadać, pęcherz też miałam pusty, wnerwiła się, mówiła, że nic nie widzi, kazała mi zrobić test i .. przyjść za tydzień. Cała sytuacja wydała mi się nagle tak komiczna, że .. wreszcie rozluźniłam się, śmiało poszłam po testy, zrobiłam i bez sprawdzania wiedziałam, że jest negatywny.

     A nazajutrz jakby nic dostałam normalny okres. Chyba lekarka przetkała mi rozleniwione przewody, inaczej nie umiem tego wytłumaczyć!

     Na drugą wizytę już nie pójdę, wszystko jest znów tak bardzo w porządku.

     Wtedy ostatecznie zablokowałam Alejandro. Dzwonił kilka razy, ale następnego dnia = mógł się wtedy w tyłek pocałować, nie odebrałam.  I nie pozwolę sobie nigdy więcej na takie akcje i nerwy z facetami tego pokroju. W ogóle nie chcę już takich historii..

-----

   
Snow Patrol - Called Out In The Dark


21:00, confetti
Link Komentarze (12) »
sobota, 20 sierpnia 2011
super soap


     W roku szkolnym czy na wakacjach w ogóle nie oglądam telewizji. Nie mam czasu, nie mam na piętrze odbiornika, a jak się do niego na dole dopcham to widzę, że nadal mamy 4 kanały, kilka stacji czeskich i tvn, który śnieży. Wszelkie info, filmy i ciekawostki czerpię z neta, więc z inicjatywą cyfrówki nie wychodzę, po to by ją kupić i nie oglądać lub by oglądał ją całymi dniami mój bezrobotny Bratek. Jedyne z czym nie jestem na bieżąco to seriale :)

     Na spotkaniu bodajże u Miss S spojrzałam sobie na jeden z najnowszych tasiemców, oczywiście na super plaźmie na pół ściany, z extra dźwiękiem i jako jedyna z dziewczyn nie widziałam o co chodzi w tej elektryzującej fabule. Pomyślałam sobie, że chyba coś tracę, takie ciekawe rzeczy można oglądać, patrzeć na stolycę, stroje, wystroje wnętrz i obyczaje.. Świetne aktorstwo, muzyka jazzowa i operowa (!), obraz na oko całkiem ambitny w porównaniu z przygodami Mostowiaków. W wakacyjnej nudzie znalazłam więc serial na stronie tefałenu i obejrzałam cały sezon. Teraz nie mówi się seria, tylko sezon. I zaobserwowałam co następuje:

- totalną i miażdżącą emancypację kobiet. Samodzielne, bojowe i przebojowe są wszystkie panie w serialu, nastolatka polująca na chłopaka, rozwódka-erotomanka, rozrywkowa babcia i główna bohaterka, która do ósmego miesiąca ciąży pracuje z uśmiechem na twarzy na zmywaku, wygrywa konkursy kulinarne i dosłownie tańczy w kuchni gotując wymyślne potrawy. Inna rzecz, że powodem wyśmienitego nastroju porzuconej przez męża ciężarnej pani są dwaj amanci rywalizujący o względy owej brzemiennej kobity z nastoletnią córą na stanie. Jeden to oczywiście szef, a drugi objawia jej się jako anioł w .. kościele (!), kiedy to załamana łka przed ołtarzem. Potem ją śledzi, nadskakuje, chodzi z bukietami róż, a na finał urządza jej pokój dla dziecka jak z magazynu moje mieszkanie. A szef oddaje jej swą posadę, LOL

- absolutne sponiewieranie obrazu faceta, którego uosobieniem jest bohater Adamczyka-co-został-papieżem, a obecnie walczy o zmianę nobliwego wizerunku utrwalając z kolei portret bezradnego złamasa typu oh Karol (choć ta komedyjka akurat całkiem mi się podobała). W serialu pomiatają nim córka, teściowa, ostro ćwiczy go nowa narzeczona, a i była żona radzi sobie bez niego wyśmienicie. Zajęta zalotami swych amantów, które z racji jej ciąży wydały mi się nieprzyzwoite i mocno naciągane, ale zakochani panowie nie widzieli w tym nic zdrożnego. Żeby ją adorować, umawiać się i czarować. Jeszcze tylko sexu typu pregnant brakowało, co by serial stał się w pełni postępowy, ale i wiarygodny. Sęk w tym, że bohaterka jest otaczana absolutną czcią, opieką jak święta (krowa) nie tylko facetów, ale tabunów przyjaciół, a nawet zyskuje przyjaźń narzeczonej byłego męża. Odnajduje się oczywiście po latach też jej, grany przez Lubicza,
ojciec, dotąd nieobecny bo odtrącany i słaby, a jakże inaczej

- cały serial dodaje wielkiego powera współczesnym kobietom, czy to nastoletnim, emerytowanym, rozwiedzionym a szczególnie samotnym ciężarnym matkom. Wszystko jest możliwe, spełnienie w pracy, spełnienie miłosne, bez względu na miesiąc samotnej ciąży, jeśli tylko kobieto wierzysz w siebie, myślisz pozytywnie i spełniasz marzenia !! zapamiętać (uwaga - jeśli masz ten gram szczęścia, że zacznie za tobą bezinteresownie łazić czy jeździć sportowym autem wymodlony anioł Żurek, w Londynie czy w Wawie bohater ciepła klucha, ale o sercu niezmiennie wielkim jak rondo de Gola)

- jak wśród takich kobiet mogą się odnaleźć dziś faceci to nie wiem. Czytałam, że płeć męska przeżywa obecnie taki kryzys jak niegdyś niedowartościowane kobiety, niezdarnie szukając swego miejsca. I widzę to na co dzień. Gości pod obcasami szpilek loubotina czy jak mu tam, nieudaczników, cyników, brutali, piotrusiów panów, małych księciów, figo-fago itp. A jak chcę faceta dowartościować, ustąpić mu dyskretnie pola do popisu, to .. dostaję po głowie. Dosłownie i w przenośni. Bo łoś się zapomina. Hm! So .. what the f..k?

- seriale budują świadomość społeczną. Bo proszę do jak długiego wywodu  skłoniła
mnie bajeczka stacji Walterów. Ale ubawiona wybujałą fantazją filmowców, zniechęcona odrealnionym idealizmem postaci i sytuacji drugiego sezonu już nie oglądam.

     Bo idę sama kręcić swój serial ;) 

-----

     przepis na życie - reż. michał  rogalski



12:57, confetti
Link Komentarze (16) »
czwartek, 18 sierpnia 2011
give me the sunrise


     Brzuch nadal boli i nic. Nie wybrałam się do lekarza, bo liczę, że się uda. Od wczorajszej nocy mam ostre, ciepłe, charakterystyczne bóle, takie jakby tuż przed, oddechu złapać nie mogę, biust mnie pali, drętwieją ręce i ni czorta.
Ale, napęczniała, zirytowana jak kwoka na jajku, czuję/wmawiam sobie, że to lada moment. Nieustanny PMS zapijam na spotkaniach z dziewczynami, na urodzinach Melii winem białym, czerwonym, redsami, żołądkową gorzką i martini, koloru nie pamiętam. Bóle zagryzam tabletkami typu forte, max i sprint, staram się nie nadużywać, lecz bez tego bym po prostu pękła, rozprysnęłabym się po suficie setką krwistych kleksów.

     Ale nie boję żaby. Rozleniwiły mi się jajniki wakacyjnie, nic więcej.
    
     Nie ma innej opcji.

-----

   
PLAY AND WIN - Only


21:24, confetti
Link Komentarze (16) »
sobota, 13 sierpnia 2011
Don't let me be confused


     Alejandro już mówiłam, że to cham po prostu jest. Tradycyjnie od ostatniego spotkania nie odzywa się. Nowością jest to, że wcale. Tuż przed randewu poruszył temat wspólnego wyjazdu, bo skoro są wakacje powiedziałam, że mam urlop w sierpniu. Żeby nie było. On sam temat poruszył, bez żadnych aluzji moich. Ożywiłam się na to, choć sceptycznie, bo znam trochę gościa. Rano mówi o Afryce, mimo iż nikt normalny tam latem nie lata. Ok, myślę, już widzę ten Egipt. Ale sprawdzę go. I faktycznie, do wieczora jest wręcz oburzony tym, że do tego wracam i że mogłam wziąć na serio jego czcze gadki. Bo miał zły dzień albo coś. Ale ja przeglądając oferty, mimo iż sceptycznie, zdążyłam się już wkręcić w motyw palm i raf koralowych. Choć oczywiście nie jesteśmy żadną parą, nie znamy się dobrze i to ryzykowne, ale mnie bardziej od towarzysza cieszyłby sam wyjazd, mniejsza o towarzystwo. Może sobie gościu sam po plażach chodzić, ja jestem już tak osobna, że spokojnie się mogę na miejscu sama odnaleźć i odpocząć, byle zmniejszyć koszty za pokój, myślę. Nie zamierzam się jednak narzucać, o nie.

     Na spotkaniu to on znów wraca do propozycji, ale ostrożnie, trochę na tak, trochę na nie, jak to on. Zawieszenie i nic zupełnie nie wiadomo, a przecież nie będę naciskać. Czyli nie ma co sobie głowy mącić w żadnej kwestii z nim. Powinnam to dawno wiedzieć. Tym razem wkurfiłam się za wszystko, za zamęt i brak kontaktu po. Raz mu więc ostro nawyrzucałam w esach i nic, cisza. Czyżby to ten typ skończył ze mną, a nie ja z nim?? To ci dopiero potwarz. Ulotnił się tuż po tym jak wymyślił hot sex w tropikach? Ni w ząb nie pojmuję manewru.

     Wzruszyłam tylko ramionami na to i wypięłam swe piękne 4 litery. Spotykałam się z laskami na imprezach, byłyśmy u jednej parę dni na wsi, na zakupach w mieście itp, zapomniałam o gościu zupełnie. Wszystko byłoby super, chrzanić facetów, tyle że .. okres mi się spóźnia o cały tydzień. A w srebrnym kalendarzu 2011 widać, że chodził mi jak w zegarku, w stresie, pędzie i na wyjazdach, prawie co do dnia. = Ki czort?? Sex ostatni wyjątkowo lichy ale był, teoretycznie i technicznie nic nie jest możliwe = ?? Bóle mam dziwne od 2 tyg, zjadłam z pudełko ibupromu max i nic, nic. Jestem jakby nabrzmiała i tak nerwowa, że nie mogę. A nie mam jakiś jazd na ciąże i to urojone, nic z tych rzeczy. Jestem mocno zaniepokojona. Może choroba jaka? Nigdy nie robiłam cytologii, a usg ze 3 lata temu, nie pamiętam. Albo to menopauza??!!

     Sama już nie wiem, co gorsze.

   -----

    sorry boys - chance

/piękne/



  
22:53, confetti
Link Komentarze (6) »
środa, 10 sierpnia 2011
I tried but I had to surrender


     Upragniony miesiąc lipiec minął ospale, markotnie i bezbarwnie, choć niepostrzeżenie. Jeszcze do 20go miałam telefony z pracy w sprawie kolejnych dokumentów po praktyce, bardzo gruntownie posprzątałam też papiery, które co roku upychałam byle jak, byle ich nie widzieć, teraz przesortowałam je sobie wręcz pedantycznie. Co nadal oznaczało dużą pracę dla umysłu, bo inaczej sprząta się ciuchy a inaczej testy z trzech szkół (wyrzucałam materiały jeszcze z gimnazjum). Piękny jest to porządek, choć wy3ma tylko do września :)

     Poza tym czas spędziłam niemal dosłownie w domu, u Melii i w ogrodzie, snując się bez sensu i celu. Przed snem nękały mnie lęki, rano nie mogłam wstać z wyrka. Nierzadko jedynym powodem, dla którego podnosiłam się z łóżka było nakarmienie Kiciusia i obecność rodziny. Gdybym mieszkała sama, nie wstawałabym całymi dniami. Nie byłam ani razu na szopingu w mieście X, nie chciało mi się chodzić na zakupy i u nas. Absolutnie nic mi się nie chciało. Myśli miałam bardzo złe, myśli godne szefa samoobrony.

     Bardzo długo i mocno 3mało mnie zmęczenie i apatia. Gdy minęły stwierdziłam, że to już sierpień :) A to dla nauczycieli najkrótszy miesiąc roku, leci jak szalony. Dużo ostatnio spotykałyśmy się z dziewczynami i nie dołowało mnie ich życie rodzinne, bo w imprezy wkręciła się też Anja, a Anja i ja to ostatnie singielki w regionie;) I zawsze to raźniej, tzn normalnie. Bo nie każdy kogoś ma. A z facetami to - usłyszałyśmy z biadolenia mężatek - też różnie jest. Zazdrośni są, gderliwi, podejrzliwi. Singielkom nikt nie psuje zabawy natrętnymi fonami, podejrzeniami itepe, które po latach związku przybierają dość dziwne i zjadliwe formy. Wielki kryzys przeżywa Miss S, której bym o to nie podejrzewała, bo byli dla mnie z mężem parą jak z obrazka. A tu rozmowy o rozwodzie, Miss S poważnie flirtuje z innym (z uczniem!!!!) i mówi, że z małżonkiem są za długo, za mocno, za bardzo. Że on jej cytat za bardzo zawsze nadskakiwał koniec cytu. Ja o tym marzę, ona ma dość. Z praktyki wróciła zachwycona, że odpoczęła od domu i męża i pobawiła się z młodymi. Co za pech, że miałam w grupie dużo więcej uczennic, bo też bym coś nastoletniego wyrwała. Żart. Bo w szoku jestem.

     Widać każdy swoje zmartwienia ma. Poza tym żadna z tych dziewczyn nie wyjeżdżała na wczasy, siedzą z dziećmi, oszczędzają, remontują.. W lipcu miotałam się jak i gdzie polecieć, ale musiałam przyznać, że na super wypoczynek trzeba pracować cały rok, nie tylko w sensie $$, ale i kontaktów. Potem tak nagle z niczego wakacji się nie wyczaruje. Minęły mi chyba lata, żeby jak kiedyś wybrać się solo, nie miałam też odwagi umówić się z kimś w ciemno z neta. Tzn resztki rozsądku mam. Urlop to ma być sama przyjemność, a nie zastanawianie się z kim wypoczywam i czy nie poderżnie mi gardła. Mało to świrów? Kiedy dowiedziałam się o masakrze w Oslo cały weekend bałam się wyjść z domu;) Bo sprawdzałam wcześniej loty do Norwegii, mamy bdb połączenie z miasta X. Lepiej już zaszyć się w domu, nie latać, pecha nie kusić, licho nie śpi. Żaartuję. Bardzo chciałam wyjechać. Odpuściłam wmawiając sobie, że na ferie polecimy z Anją do Afryki. Tanio, chłodno, all inclusive. Wszyscy tam jeżdżą, ale słyszałam, że warto.

     Bo Anja fajną psiapsiółką moją teraz jest. Tak po prostu, mądrze, nie wylewnie, a niezawodnie. Kiedy leciałam na praktykę i w czasie afer po wspierała mnie każdego dnia, mimo iż się nie dopraszałam, nie marudziłam, raczej dusiłam swoje obawy i nerwy, a ona trwała ze mną i tak. I ja z nią jestem na dobre i złe, choć ona ma uwagę swej zaborczej matki i nadopiekuje się siostrą i mam wrażenie, że nie potrzeba jej innych ludzi, a może owszem tak. Przyspawana jest do familii bardzo = cienko widzę tę Afrykę, ale kto wie.

     Od biedy fajnym sposobem na wakacje jest też wylot na szkolenie, jak rok temu = zaczęłam już szukać kursów! Bo niedługo mogę znowu aplikować. Biadoliłam nieźle przed, ale wyjazd był rewelacyjny = wakacje całe zeszłoroczne od razu nabrały smaku. W Anglii byłam już kilka razy i choć będą tam mieli wtedy Olympiadę, to myślę o Szkocji, Irlandii lub Malcie. Najtańsze kursy oczywiście w Dublinie, mam małe szanse, ale złożę wniosek o dofinansowanie na pewno.

     Ok, dość o kursach! Póki co cieszę się ostatnimi dniami wakacji!

     Wam i sobie życzę jeszcze duuużo słońca.

------
    
 
Jennifer Lopez - I'm into you feat. Lil Wayne

  /ach, romans nad morzem!/
    
21:43, confetti
Link Komentarze (4) »