Let me take you on a trip ...
piątek, 23 sierpnia 2013
pocztówka z końca świata


     Chłód w środku gorącego lata, podróż przez całą Skandynawię, Legolandię, krainę Breivika i inne kraje i nagle ta wyspa jak planeta z kosmosu - naga, prawie bezdrzewna skorupa niskich gór i niziutko zawieszonych ciężkich, przepięknych chmur. Fiordy, gejzery, wodospady, lodowce i parujące źródła, baseny gorącej wody prosto z głębi ziemi, sauny, ostry zapach siarki nad ognistym lądem i w każdej łazience, pola zakrzepłej w żwir, czerwonej jak krew lawy, miękkie, gęste, wybujałe mchy i porosty, kieszenie pełne kamieni znad krateru, kilometry bezludnych połaci lub tylko czasem malutkie domki, w których ludzie dożywają setek lat, elfy, owce wędrujące trójkami, stada koni, cisza, słońce, ale najczęściej szarość, czasem dziki nocny deszcz, pył wulkaniczny w mydełkach jako pamiątka w stolicy. Zaskakująco tętniącej życiem, pełnej turystów, rodzimych hipsterskich wikingów, bladolicych kobiet w nordyckich wzorach, młodych, kolorowych ludzi, markowych sklepów i cen podawanych w dziwnej, wielocyfrowej walucie i jakby nie liczyć to ceny bardzo wysokie, najwyższe w Europie. Znakomite jedzenie, zapiekanki rybne z surówkami, zupa-krem z homara, łosoś, jagnięcina, ciepłe tłuste lody, słodkie śledzie w sosie koperkowym, soczyste gruszki i melony; pomidorki ze szklarni obok termalnych elektrowni, mniams. A ponoć także i banany. Bardzo życzliwi ludzie, bardzo długie dnie.

     Tam też byłam.

---

  
Sigur Rós - Sæglópur




23:24, confetti
Link