Let me take you on a trip ...
poniedziałek, 21 grudnia 2009
santa kris i spółka

      Ostatnio uczę głównie dorosłych. Tych ze szkoły średniej mimo lat na karku dwudziestu ująć należy oczywiście w cudzysłów - "dorośli", zwał jak zwał - metody jednak stosuje się odpowiednie do wieku. A tu na korkach trafiła mi się dziesięcioletnia uczennica, nazwijmy ją, Suzi. Musiałam nagle zapdejtować i wzbogacić swój warsztat o nauczanie dzieci młodszych, bo dawno temu nie miałam takich bąbli. Dziewczynka b inteligentna, pojętna, szybko rozwiązująca zadania, choć i nieuważna, w rezultacie prymuską nie jest. Ale masa jest teraz takich uczniów, zdolnych a jakoś nie piątkowych. I nie dlatego, że uczy ich Confetti! Ogólnie wiem, że tak jest :)

     Ta oto Suzi w dodatku dziewczynką jest elokwentną, lubi porozmawiać jak stara maleńka i rozbawia mnie tym do łez. Nie wiem czemu, może dlatego, że praktycznie nie mam kontaktu z takim dziecięcym kosmosem. Np, gdy nagle w środku lekcji zapytuje:

- Psze pani, a ma pani jakieś zwierzątko? - i strzela banana :)
- Psze pani, a ma pani dzieci? Bo ja mam małego braciszka ... (i leci opowieść)
- Co kupiłam na prezenty? Mamie kredkę do oczu i zapomniałamco, bratu samolot, a tacie też zapomniałamco :)

     Nie mówiąc o jej pociesznych przejęzyczeniach w stylu santa kris albo showman zamiast snowman. Niby słyszę masę wykoślawionych słów każdego dnia, ale jej słowotwórstwo szczególnie mnie rozbraja. Dziś przyniosła mi własnoręcznie wykonaną kartkę świąteczną i normalnie zrobię jej fotkę i tu wkleję i każdy zobaczy portret Confetti jaki mi tam mała odmalowała. So sweet!

     Nagroda roku 2009 w kategorii humor z lekcji przypada jednak mojemu staremu jak koń uczniowi, który napisał mi nazwę czasu Present Simple jako .. Present Simplus!!!

(myślałam, że popuszczę ze śmiechu i wściekłości - nie wiem z czego bardziej. chyba podam się do dymisji;) )


wtorek, 31 marca 2009
Blogging Lesson

     Moja ulubiona amerykańska bloggerka doradza o czym pisać, by skutecznie stracić swoich czytelników:

- o problemach w pracy, kłopotach z szefem

- kłótniach z chłopakiem

- narzekaniach na ból głowy, biegunkach i zatwardzeniach

- pisać o niczym

     Chłopaka nie mam, ale co do joty realizuję jak widzę inne punkty i, fakt, odsłony mego dziennika na palcach jednej ręki mogę policzyć. Bynajmniej nie piszę dla/pod publiczność, a jeszcze mniej czytam o tym co się u innych dzieje = nie mam do nikogo pretensji.

     Moja ulubiona amerykańska bloggerka pisze tymczasem o:

- trójkątach, czworokątach, orgiach w podziemiach, sex gadżetach, których przeznaczenia nie umiem tak do końca rozgryźć ;)

- toczy debaty np o tym co można znaleźć w pupie partnera w czasie sexu analnego :>

- podaje przepisy na omlety i napoje ze spermy

- opowiada niesamowite historie ze swego burzliwego życia zmysłowego, w czasie którego bzyknęła ponad 300 osób, tj facetów, kobiet i nie wiem kogo jeszcze

- sprzedaje online swoje zużyte figi i inne zabawki ..

      I jak się domyślacie ma tabuny fanów, żyje ze swego bloga, z reklam, z datków itp, wrzuca po dwa wpisy dziennie, a w międzyczasie zajmuje się nieomal wyłącznie sex experymentami = jest ciągle ekstatycznie zadowolona i radosna, z życia, z siebie i wszystkiego. Ludzie to potrafią się ustawić! I ja jestem jej fanką, bo notki jej wprawiają mnie niezmiennie w świetny humor. Jest w nich spora doza wyrachowanej prowokacji, ale gdyby był to po prostu kolejny tandetny blog nigdy bym do niego nie wróciła. Ale kobieta jest bardzo mądra, ma świetny dowcip, wielki dystans do świata, wstręt do tandety, hipokryzji, tropi absurdy, wyśmiewa nietolerancję, religie, jest wegetarianką, lubi sztukę i przyrodę. Jest przy tym drobną blondynką, ma małą córeczkę, o którą b się martwi gdy choruje, ale jest też z niej b dumna. Uwielbiam jej bloga, bo za każdym razem, z każdego nieomal wpisu płynie jak mantra jedno podstawowe przykazanie: kochaj siebie i akceptuj siebie, takim/ taką jesteś. Bo nie jesteś bardziej świrnięty niż cała reszta, hehe! Czytając o tym jakimi przedziwnymi i zboczonymi rzeczami zajmują się ludzie poczułam wielką ulgę i odzyskałam pewien rodzaj spokoju. Marudzę Wam tu czasem i narzekam gdy mi ciężko, ale tak naprawdę - o wiele więcej się ostatnio śmieję.

     Kurcze blade, zaintrygował mnie ten omlet na max !!

     ;)

---

linka nie podam

    

niedziela, 11 stycznia 2009
Włochy

     Nie cierpię jak fajne rzeczy schodzą na psy! Np takie świetne maszynki damskie gillette turkusowe, których używałam od lat - nagle od jakiś trzech paczek (kupuję w zgrzewkach) stały się strasznie tępe i zaledwie po jednym razie zapychają się tak, że niegdyś rutynowy szybki zabieg stał się uciążliwą akrobacją, którą coraz częściej sobie odpuszczam i zaczynam chodzić włochata jak yeti. Niby mamy zimę, ale a nuż zemdleję w kolejce do kasy i zabierze mnie pogotowie i rozbierze ;) i co wtedy?? Głowę daję, że będzie mnie wtedy reanimował ojciec któregoś ucznia = nie mogę wyglądać kompromitująco;)

     Szarpnęłam się więc na zaawansowaną wersję gillette sensor 3 z potrójnym ostrzem i kurka - nic lepszego! Główka maszynki ruchoma = lata jak chce. Może czas przeskoczyć na męską półkę w poszukiwaniu lepszych technologii golarskich? Co Wy na to? Póki co pani sklepowa w Galerii nagrodziła mój zakup gratisowym przebojowym zapachem .. niestety męskim, bo damskie jej się skończyły i skwitowała to uroczym: oto perfum dla pani mężczyzny. O! Przyjęłam go zafrasowana ciężko myśląc komu wręczę taki zapach ... Ostatecznie padło na .. księdza! Jak wróciłam do pracy, grzebałam na przerwie śniadaniowej w torbie, przypadkiem znalazłam fiolkę, a że - jak to w szkole - wokół siedziały same baby i on .. podałam ją facetowi w sukience. Tego księdza akurat lubię. Był zaskoczony, bo w końcu nie jest moim mężczyzną, ale się popsikał bo wspomniał, że młodzież mu mówi, że pachnie księdzem. I rozwinęła się dyskusja pt co to znaczy pachnieć księdzem. A ten skwitował to krótko - no bo wiecie, u nas na plebanii po prostu tak śmierdzi. Lubię duchownych z dystansem do świata. Śmiechu było, że hej!

     A wszystko dlatego, że chciałam ogolić sobie nogi :)

sobota, 01 listopada 2008
tak/nie

     Autentyczna rozmowa nad grobem dziadka, ciotka szturcha mnie i pyta:

- Ten tam to chłopak Melii, tak??

- Tak.

- A twój?

- A mój nie:)))

sobota, 13 września 2008
Wódz

     Do mojej obleśnej pracowni w czasie lekcji w liceum profilowanym wchodzi nagle sam szefu firmy, obaj starostowie i delegacja z rady miasta czy też powiatu. Rozpełzają się po klasie, oglądają podłogę, a starosta do mnie zagaduje po cichu czego uczę i czy mogłabym i jego, hahhaha, oczywiście pękam ze śmiechu. Starosta, czyli nasz główny przełożony, zatem wzorem powinien być dla regionalnej edukacji i kultury, choć każdy widzi i wie, że to burak, a jakim cudem jest na tym stanowisku - pojęcia nie mam. Powinien wzorem być dobrych manier, ogłady, tolerancji i tak dalej, a on do mnie:

- A ta klasa to jaka? Z ohapu są czy są normalni?

O ja pitolę. Ale mnie zatkało. Na szczęście dzieciaki tego nie słyszały.

środa, 27 lutego 2008
Kurs

     Jako kiedyś rzekłam, Melia i Snejk zaczęli chodzić na kurs do kościoła. I okazało się, że prowadzi go nie kto inny jak ten ksiądz moralny skandalista, o którym tu kiedyś wspominałam. Wieść niesie (a on sobie na tę opinię solidnie zapracował), że ma trójkę dorosłych dzieci i dobrze prosperującą firmę, o. Ludzie na kursie nie krępowali się i swobodnie rzucali komentarze na ten temat. Mój ulubiony (cyt. za Melią):

 - No kto jak kto, ale ksiądz to się zna na temacie!

     Ano!

poniedziałek, 29 października 2007
Ławka

- Siedzi starsza pani na ławce. Poznaje ją dawny uczeń. Jasiu, jak mnie poznałeś? Po tym samym płaszczu, pani profesor.

poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Statystyki

     Zaglądam czasem do statystyk bloga, by sprawdzić kto mnie czyta. Dziś patrzę a tam taki namiar:

google / darmowe / filmy / plejboja

pisowania oryginalna. Hm, jeszcze nie zapodałam ostrych momentów, a fani gorących wrażeń już tu zaglądają. Miłe, pozdrawiam Państwa!

choć u licha nie wiem, na podstawie jakich skojarzeń wyskakuje mój blog po takich hasłach:)

poniedziałek, 21 maja 2007
Maxi Priest

     Dziurka Mała huczy ostatnio od afery w jaką wdał się nasz proboszcz - korci mnie, ale pominę szczegóły - ogólnie mówiąc w dość skandaliczny sposób okazało się, że bzyka żonę swego kolegi (nie księdza, ha ha!) i nie są to niestety plotki. Bo tym samym moje obrzydzenie wobec instytucji Kościoła i jej bandy hipokrytów sięgnęło kurka zenitu. Aż mi się zrymowało. Nigdy go nie trawiłam. Ostatnio idę obok kościoła i słyszę ja ten na próbie komunijnej grzmi z głośnika na te maluchy - nie wygłupiać się, ruszamy równo, wytrzepać buty na wycieraczkach i wchodzimy, ręce złożone itd. Chyba by mnie rozniosło, gdyby ktoś taki miał pouczać moje dziecko. Z miejsca wypisałabym je z tej całej imprezki. I ja dzień w dzień pouczam czyjeś dzieciaki i wiem, że nie jestem wzorem cnót wszelakich ani dla nich, ani dla nikogo innego, ale nie wygłupiam się udając świętą, nie żądam, by ktoś mi się zwierzał ze swoich grzechów, nie przybieram białozłotych szat i nie zawodzę wyśpiewując pochwalne modły - bo nie jestem tego godna.

     Jesteśmy tylko ludźmi, każdy z nas błądzi i tak już zostanie. Ale niech nikt mnie nie poucza i nie warczy w konfesjonale, choć sam nie jest bez grzechu. Albo miejmy trochę przyzwoitości, by gdy zbłądzimy umieć się przyznać do złego i ustąpić ze złotych ołtarzy w imię resztek honoru.

     Nio - i do czego zmierzam - podchodzi do mnie ostatnio Mamulka, znów mi zerka zza pleców na komputer i wali - no jest tam jakiś w tym internecie? Może ksiądz jakiś? Może być nawet ksiądz!!

     O kurka, pękłam:) !!!!

poniedziałek, 26 lutego 2007
Extra Klasa

     Ekskluzywny lokal zatrudni dyskretne atrakcyjne dziewczyny z klasą.
     Gwarantuję zarobki ok. 7 tyś. tygodniowo,
     anonimowość, bezpieczeństwo, luźne dni pracy, zakwaterowanie gratis. Klienci
     z elit biznesowych.

     A ja się tu głowię, jak uzbierać na swe lokum. I praca z elitami, fiu fiu! ;) Ja to nawet nie jedną mam klasę, a parę:)

 
1 , 2