Let me take you on a trip ...
Kategorie: Wszystkie | Dreams | Fantasy | Flying High | Lunapark | My Eyes | Podszepty | Poetika | Thriller | Vibrations
RSS
wtorek, 24 sierpnia 2010
butterfly in the wind


      Strefa światła - Wiktoria Zender

     Historia prawdziwa dziewczyny, której twarz kwasem solnym oblał kochanek psychopata i zmienił z wyglądu w potwora. Opowieść o wielkim cierpieniu, bólu, latach przeszczepów, operacji, ale i o ogromnej silne wewnętrznej bohaterki, optymizmie i niesamowitym szczęśliwym zakończeniu. Przez wiele dni po przeczytaniu tej książki dotykałam swojej niedoskonałej, ale całej i zdrowej twarzy, która ma uszy, nos, powieki - niby jak każda, a wcale nie każdy nosi na szyi taki skarb i cud. Jak zdrowa głowa.

      Motyl na wietrze - Rei Kimura

     Historia prawdziwa wyjątkowej urody Japonki, która wbrew własnej woli została konkubiną amerykańskiego konsula i do końca życia została przeklęta i odrzucona przez mieszkańców swej wioski. Opowieść o rozdzieleniu z ukochanym narzeczonym, rodziną, przyjaciółką, o tragicznie niespełnionej milości, samotności, niesprawiedliwej krzywdzie, ludzkiej zawiści, o fatum, przed którym nie można uciec. Mała książka, która zmieści się nawet do kopertówki, niby banalna, a ścięła mnie z nóg.

     Uroda szczęścia nie gwarantuje, brzydota nie jest przeszkodą w jego osiągnięciu. Przy obu książkach łkałam ze wzruszenia jak bóbr.


Tagi: books
23:01, confetti , Flying High
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010
yes, I can - 1


     Rzadko zdarzają mi się w życiu historie, które od początku do końca byłyby tak udane jak moja eskapada do Anglii. A jednak! Chcieć to móc!

     Oto wrażenia w dużym oczywiście skrócie:

     Podróż --- oba przeloty i przemieszczanie się na wyspie bdb, bez najmniejszej pomyłki czy problemów. Tak już mam, że jak jadę z kimś bardziej zorientowanym, to się rozleniwiam, zawieszam i nie wiem gdzie jestem, a jak solo lub za kogoś odpowiadam, włącza mi się tryb pełnej czujności, zapamiętuję nazwy, punkty orientacyjne, śmiało pytam, myślę i kojarzę. W Anglii jest to o tyle przyjemne, że ludzie są przemili i pomocni, z uśmiechem nawiązują rozmowy - nie wiem, gdzie jest ta ulica, ale jak masz mapę, poszukamy; masz piękną walizkę, na pewno nikt jej nie pomyli w przechowalni (pan na recepcji); lecisz do Francji? do Polski? znałam kiedyś jednego Polaka ... (Angielka w busie na lotnisko) itp - masa podobnych niby jałowych rozmów, które sprawiają, że podróż wcale nie wydaje się samotna. I jest bezpieczna. Najbardziej martwiła mnie ostatnia noc na lotnisku, bo nie opłacało się
brać noclegu na parę godzin, ale też minęła mi gładko i spokojnie. Pełno ludzi koczowało na ławkach, koło mnie chyba ze cztery girls, a każda leciała sama, pilnowałyśmy sobie na zmianę bagażu, trochę kimałam na walizce i zleciało! Stres przed odlotem puszcza mi zawsze kiedy widzę czekające rodziny z .. maleństwami. Płaczą, śmieją się, gaworzą .. patrzę i wiem, że absolutnie nic im (i całej przy okazji reszcie) nie może się stać i nigdy się nie stanie.

     Drobny kryzys ogarnął mnie za to na finał .. w mieście wojewódzkim X, na stacji pkp, gdzie dobiłam po nieprzespanej nocy z lotniska i zastałam totalny chaos z racji wielkiego remontu dworca przed 2012! W Londynie też reperują linie metra chyba na ich 2012, ale tam stoi uśmiechnięta pani i informuje każdego z osobna jak znaleźć inny dojad. W X. ludzie biegają za konduktorami, nikt nic nie wie, gdy złapałam jednego odburknął mi jak pies i uciekł, podstawiają pociągi jak chcą i gdzie chcą, a wszystko przy śpiewie z megafonu jakie to przewozy co przewożą. Ch .. z przewozami, dla mnie pkp to pkp!! = jeden czort. Przesadziłam z kg w walizce, ale w Anglii wszędzie są podjazdy i windy, a do busa bagaż ładują kierowcy. Tutaj .. zamarłam, gdy musiałam nagle zmienić peron i pobiec z 20 schodów w dół a potem 20 w górę! Naładowałam, to mój problem, nie liczyłam na tabuny pomocników. A tu podbiegł jeden, zaproponował to help, ale za .. 5zeta!!! Nafukałam na niego i dostałam takiego powera, że wciągnęłam sobie bagaż bez łaski.

     Wtedy poczułam, że jestem w domu!

     Ale najbardziej wtedy, gdy zobaczyłam w tivi cyrki w Wawie .. pod krzyżem. Cała zdrętwiałam. Co za kontrast mentalności z tym światem, z którego wróciłam! Ale o nim - wkrótce!

     Stay tuned!


poniedziałek, 05 kwietnia 2010
notes on a scandal


     Film reklamowany jako mroczny thriller erotyczny (co oczywiście mnie skusiło, by nabyć dzieło) mrocznej erotyki ma tyle co kot napłakał, ale zakupu nie żałuję, bo obraz bdb. Promujący film pikantny romans nauczycielki z uczniem to zaledwie początek, a nie sedno tragicznej historii, która oprócz wątku pedofilskiego bardzo subtelnie ale konsekwentnie rozwija wątek lesbowy. A dokładniej rzecz ujmując - obsesyjną fascynację sędziwej, surowej nauczcyielki młodszą koleżanką, która właśnie doszła do grona pedagogicznego. I trudno się Barbarze dziwić, grająca nową plastyczkę Cate Blanchett wygląda i j e s t po prostu boska ;) Świetna, ciekawa (jak na film angielski lubujący się zwykle w dłużyznach i banałach), klarowna opowieść-przypowieść o przyjaźni, namiętności i lojalności. I przejmującej samotności Barbary Covett, pustelnicy mieszkającej z kotem, a potem bez, gdy zostaje uśpiony. Co natychmiast wywołało we mnie oczywiste reflexje (bynajmniej nie takie by zacząć uganiać się za kobietami, hehe ;), lecz daruję je sobie. Nie podejmuję też wątku romansu z uczniem, bo od wieków nie miałam go nawet na myśli, chyba od czasów hot boja z korków. Nie kręcą mnie dzieci, mam głęboko zakorzeniony, bardzo zdrowy wstręt i odrazę do pedofilii, z którego jestem dumna i blada. Kobiety też nie kręcą mnie, żeby było jasne :)

     Ale zadam Wam to pytanie, dear girls. Czy
kiedykolwiek zafascynowała Was głębiej koleżanka z pracy/szkoły/studiów? Widziałyście ten film? Jak Wam się podobał?

---

     notatki o skandalu - reż. richard eyre



Tagi: film
21:24, confetti , Flying High
Link Komentarze (8) »
środa, 30 grudnia 2009
Lust, Caution


     Wreszcie coś, co Confetti lubi najbardziej:) Rzecz o wielkiej namiętności, a czy o miłości .. to nie wiem. Zatem lepsze od porno, bo jest klimat, fabuła i wielkie napięcie. Mimo, że akcja zawiązuje się bardzo powoli, w sumie dopiero po godzinie. Ale o dziwo wciąga, pozwala delektować się życiem w Szanghaju lat 30. ubiegłego wieku, przenieść na 150 min w zupełnie inny świat. Mimo egzotycznej scenerii porusza temat ponadczasowy i zawsze aktualny: Czy warto spalić się dla samej tylko namiętności? I czy to nie coś więcej? Który z pary kochanków zwycięży, a kto poniesie klęskę? I co jest porażką a co przewagą w takiej relacji jak ta pomiędzy panem Yee a młodą Wong?

     Wiele słyszałam o cenzurze filmu za sprawą gorących scen miłosnych, pamiętam też, że w recenzjach często zwracano uwagę na .. owłosioną pachę bohaterki. Hehe, pacha jest! Jak to u Azjatów. Mnie najbardziej podobała się pierwsza namiętna akcja kiedy pan Yee rzucił swą lubą o ścianę, potem twarzą na łóżko, potem rozpiął pasek, smagnął nim zgabną pupę dziewczyny, związał jej nim szybko ręce i ..

     Naprawdę dobre kino. I najważniejsze - koniec bdb, nie spalony. 3mający w napięciu do samych napisów. A może i dłużej ..
    
Tagi: film
14:54, confetti , Flying High
Link Komentarze (5) »
niedziela, 28 czerwca 2009
Spis Lektur

     Najskuteczniej uspokaja mnie czytanie. Pogoda jak na początku listopada = nie żal siedzieć pod kocem z książką i kubkiem earl greya, przeciwnie, rozkosznie jest tak zalegać. Czytam wyłącznie tzw literaturę kobiecą niskich lotów, taka mi się ostatnio wybrała, innej mój utyrany mózg nie przyjmuje = nie drażnię go esejami Kanta albo Junga:) Nie interesuje mnie aktualnie filozofia, teoria zachowań ludzkich itp, teraz podobają mi się historie ludzi, autentyczne bądź zmyślone, z prostą narracją, bez trudnych figur literackich i nawiązań. Tego rodzaju dobrze napisaną powiastkę połykam w jeden wieczór, pośmieję się, pochlipam i mam lepszą rozrywkę niż oglądanie powtórek w tivi = tej nie oglądam wcale. Niewybrednym czytelniczkom polecam więc:

- karolina macios - wszyscy mężczyźni mojego kota - przygody zakręconej singielki z Krakowa - ubaw po pas  

- erica jong - strach przed lataniem - przygody ekscentrycznej żydowskiej artystki z NYC - całkiem ciekawy traktat na temat feminizmu z zasadniczym pytaniem w tle : "Dlaczego nie zapomnisz o miłości i nie spróbujesz po prostu żyć własnym życiem?" - koniec cytatu. O!

- maggie o'farrell - kiedy odszedłeś - oh, przesmutna, przepiękna, poetycka opowieść o utraconej miłości, rozgrywająca się w londyńskim Camden Town

- amanda eyre ward - we śnie do nieba - to z kolei wstrząsający głos w sprawie kary śmierci. Historia podobna do tragedii z filmu Monster, o morderczyni facetów zakochanej i wydanej przez swoją dziewczynę, po drodze pokazująca losy wielu innych skazanych kobiet i pisana z wielu perspektyw. Opowieść o ogromnej samotności, cierpieniu, przebaczeniu - koniec końców upłakałam się jak głupia - tradycyjnie na historiach szalonych killerek. Mam jakieś niebezpieczne współczucie i naganne zrozumienie dla takich zdegradowanych postaci. Które nie mają nikogo i nikogo nie mogą zaprosić na własną .. egzekucję. To nie historia we łzawym, patetycznym tonie, to wołanie o godną śmierć kobiety ciężko chorej na aids, która ledwie do własnej egzekucji dożyła. Albo i nie dożyła, nie powiem. Zakończenie jest wg mnie porażające.

     cytat --- droga ellen

nie wiem, czy slyszalas, ze 25 sierpnia bede miala egzekucje. pamietam nasze wspulne noce w lecie. jak wtedy, kiedy napisalas wiersz i pszeczytalas go. powiedzialas, ze jestem swietlikiem. pamietasz? na egzekucje wolno mi zaprosic gosci. moze przyjedziesz? chcialabym, zebys tu byla, wtedy bede pewna, ze pujde do nieba. przyjedziesz? prosze cie. zapisze cie. pozdrowienia, karen. ---- koniec cyt

     ellen nigdy nie odpisała /

     A Wy co poleciłybyście do czytania niewybrednej mnie?

środa, 22 kwietnia 2009
Upiór w Operze

     W poniedziałek spokojnie acz zdecydowanie przedstawiłam Szefowi pod3manie mej odmownej decyzji, ten przyjął to bez zdziwienia, nie nalegał, nie drążył, myślę, że tylko dlatego, że nie wierzy jeszcze, że Miss S rezygnuje, bo póki co dość delikatnie zasygnalizowała tę nowinę by go nie zszokować. Ale my dobrze wiemy, że S nie pojedzie. W tej chwili znów jest na L4, choroba osaczyła ją i bierze coraz dłuższe zwolnienia, coraz częściej.

     W ten weekend w ogóle już nad tym nie dumałam, nie obwiniałam się z powodu rezygnacji, nie analizowałam sprawy. Wiem, że to słuszny wybór z mojej str, nie żałuję pieniędzy i wrażeń, bo wrażeń mi tego lata nie braknie (wreszcie wyprowadzka, ślub Melii itp = czeka mnie masa emocji). Ale to będą inne wzruszenia, odpocznę od pracy, a nie będę odpowiadać głową za gromadę uczniów. Mam prawo zresetować umysł, jeśli nie odetchnę nawet latem - zwariuję. Dobrze jednak wiem, że to nie koniec historii i póki ktoś nie podpisze tego cyrografu - nie zaznam spokoju.

     By naprawdę wyluzować w piątek do późna rozmawiałam i piłam piwo z sister, a w niedzielę byłam z ludźmi z pracy na odchamianiu w operze w mieście X. Mimo, że atmosfera siłą rzeczy była firmowa udało mi się oderwać od obecnych stresów. Przed seansem zdążyłyśmy z dziewczynami nakupić wiosennych ubrań i uderzyć na pyszne jedzonko. A potem na 3 godziny przeniosłam się w magiczny świat opery włoskiej, tragicznej historii miłosnej, sztuki z najwyższej półki. Pierwszy raz byłam w prawdziwej operze. Może na najbardziej porywający spektakl nie trafiłam, ale i tak głęboko się wzruszyłam i pragnę bardziej zainteresować się gatunkiem. Coś jest w tym niesamowitego, że tak hermetyczna sztuka przyciąga nadal tłumy ludzi, w tym całkiem sporo młodzieży. Doprawdy kosmos. A widać ludzie potrzebują go. Nie tylko ja.

     Wróciłam do domu upojona muzyką, nasycona dobrym jedzeniem i wybornym towarzystwem. A najlepszy był kruchutki kurczak, świeże warzywa i lekki sos ... Mmm. Jednak jestem prymitywna, bo ze wszelkich sztuk najbardziej cenię kulinarną. I miłosną ;) Yes.

sobota, 18 kwietnia 2009
Kisiel

    

     Sprzątam sobie pokój w sobotnie południe, muzyka na full, słońce świeci, dzwoni telefon - widzę obcy numer, odbieram a tu .. Matt. W jak najbardziej zawodowej sprawie, wziął numer od Liny by cośtam od kogośtam przekazać w sprawie matur - ale nie taka znowu pilna historia, żeby interweniować w weekend .. Pomyślałam sobie. Ucieszona jak nastolatka, że mogłam usłyszeć jego słynny mocny a słodki głos w swoim fonie - nieomal przeżyłam orgazm :)) No ale też wiem, że jeśli coś miał przekazać to sumiennie po prostu to zrobił i tyle nawet w wolny od pracy dzień, jak to on dziko uprzejmie (proszę - przepraszam - nie przeszkadzam? itp). Tak mnie zaskoczył przedstawiając się, że nie pamiętam co w pierwszej chwili palnęłam, ale przysięgam dziewczyny, coś zbyt entuzjastycznego i kurka zbyt czułym głosem, aaaaaaaa. Ja i moje urojenia, a facet po prostu odfajkował co miał zrobić i poszedł na balet ze swoją kobietą (której nadal nikt nigdy nie widział), ale na pewno tak. Mimo to jakoś tak fajnie się czuję mając jego numer. A on ma mój. Oh.

piątek, 03 kwietnia 2009
The Reader

     Czyli film Lektor. Niby obraz poruszający (jak zwykle mimo woli w środku akcji rozkleiłam się), cudowna muzyka, piękna erotyka i napięcie, ale jakoś mam wrażenie, że prawdziwe arcydzieło można by dopiero z niego zrobić - grając mocniej uczuciami bohaterów i motywem Holocaustu również, a świetna fabuła daje wielkie możliwości. Mimo szeroko nagłaśnianych "kontrowersji erotycznych", film to wg mnie typowo dla amerykańskiego kina oscarowego b. poprawny i ugładzony = dość szybko ginie w pamięci. Do dziś jednak męczą mnie pytania: dlaczego Michael nie wspomógł prawnie Hannah, gdy poznał jej tajemnicę, dlaczego wspierał ją przez lata, gdy była w więzieniu, potem się odsunął, a ostatecznie jednak rozpaczał i rozpamiętywał tę miłość nadal .. ? Hm, na pewno taki niedosyt odpowiedzi frapuje bardziej niż przegadanie lub przeładowanie treścią, więc niech to będzie jednak na plus.

     Zdenerwowało mnie, że w jednej z recenzji ktoś napisał, że film "epatuje nagością podstarzałej Winslet" ! Ona podstarzała?! Nie wiem ile aktorka Winslet ma dokładnie lat, ale na początku filmu grała ledwie 30tkę!! Celowo jej nie upiększano, ale czy to od razu podstarzanie?? Normalna babka, a cóż tam było nieefektownego, ledwie raz cycek gdzieś mignął - nic więcej oczywiście. Zrobienie jej na staruszkę - to dopiero im nie wyszło .. Nigdy mnie nie przekonują młode kobiety w perukach, z jasnym spojrzeniem i gładkimi dłońmi udające osiemdziesięciolatki. Ja tam Oscara bym Winslet nie dała, to po prostu kolejna jej solidna rola i tyle.

--- to mówiłam ja - podstarzała Confetti ;)

piątek, 02 stycznia 2009
Maria Łaski Pełna

     Jeśli film robi na mnie wielkie wrażenie to nie umiem o nim zbyt dużo napisać, jak teraz. Oto obraz paradokument o siedemnastoletniej Kolumbijce, która wobec sytuacji w jakiej się znalazła (porzucenie pracy = brak środków do życia i nieplanowana ciąża) decyduje się przemycić do Stanów ponad 60 porcji heroiny .. w swoim żołądku. Temat taki, że na wstępie włos jeży się na głowie, a co dopiero gdy przychodzi nam śledzić tę niespieszną, prosto opowiedzianą historię, oglądać kontrolę na lotnisku i sceny w samolocie .. Serce mi w gardle stawało z przerażenia ..

     Zachwycona jestem C S Moreno, niesamowitą amatorką, która rewelacyjnie zagrała rolę Marii Alvarez i zasłużenie została nominowana do Oscara. Rolę przemytniczki, rolę ofiary ale i triumfatorki ostatecznie. Niesłychanie naturalna, piękna i autentycznie ale nie nachalnie i tandetnie przywołująca na myśl osobę Maryi - jak to sugeruje sam tytuł (fantastyczny, tak na marinesie tytuł). Stan błogosławiony bohaterki sprawia, że podwójnie drżymy o jej los, a przecież sama w jakimś stopniu sprowokowała taki obrót spraw, nie jest więc bynajmniej święta, ale po prostu ludzka, schwytana w pewną pułapkę. Nie traci jednak zimnej krwi, podejmuje śmiertelne ryzyko i wygrywa, ma po drodze jednak wiele szczęścia, bo jej brzuch jest wypełniony nie tylko heroiną ale i nowym życiem. ...

     Polecam.

wtorek, 30 grudnia 2008
Pan i Pani Smith

     Myślałam sobie, co to kurka za filmidło, w którym jednak zagrała TAKA para, pewnie gniot, bo z tego co słyszałam miała to być jakaś banalna komedyjka szpiegowsko-romantyczna. No i jest. Ale JAKA! W fotel mnie wgniotło! Postmodernistyczna gra konwencją, kolorami, efektami specjalnymi, strzelaniny, przepiękne wnętrza i urbanistyka. Bezbłędny montaż - ani jednego niewłaściwego, zbędnego ujęcia! No i ona - TA para. Oka przez cały film nie mogłam z niej spuścić. Tzn z .. Angeliny .. :) I zastanawiałam się, jakie mogłabym mieć życie będąc taka - zjawiskowa. I dlaczego człowiek mniej lub bardziej świadomie łaknie takiego piękna, dlaczego automatycznie lepiej ocenia piękne osoby, bardziej skory jest dać im pracę, zaufać, zakochać się .. I czym jest piękno. Kształtem ust, wielkością oczu, regularnością rysów twarzy? Tylko tym zaledwie? Czy czymś więcej? (Poza bzdetami o pięknie ukrytym w osobowości) ?

      Cieszę się, że ani przez moment kobieta nie została tu ukazana jako tępa blondi, ale w pełni równy przeciwnik, który dostaje po brzuchu i kopie po jajach. Mój Oskar za tę scenę właśnie - wybornego prania się bohaterów i demolowania przy tym pięknego domu. Cóż za finezja, rozmach, zabawa z widzem. Koniec tylko słaby, właściwie żaden koniec, prędzej uwierzyłabym w np śmierć jednego z bohaterów i wstanie z popiołów, a tak .. No ale w sumie - od początku jest jasne, że nikt z nich nie zginie. I super :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8